czwartek, 21 lutego 2013

Billy i wielki sklep

Przez prawie trzy dni pisałam post pt 'Ludzie są dziwni, z czego kobiety najbardziej'. Chciałam opisać w nim historię znajomej, która ma fatalny dar przyciągania beznadziejnych facetów, matkowania im i co najgorsze trzyma ich przy sobie, zamiast pogonić na cztery świata strony. Temat rzeka, ciężki, z lekka zawiły. Zmarnowałam już wystarczająco dużo czasu, pora więc go porzucić. Zresztą co mnie obchodzą czyjeś błędne decyzje.

Ferie leniwie biegną, zbliżając się niestety ku końcowi. Nic się nie dzieje, poza śniegiem sypiącym jak szalony. Wczoraj zabrałam W. na pierwszy od 2 tygodni spacer i wróciła gorączka. Dziś lekarz.

F. wrócił od dziadków z Zaspy, spędził tam aż jedną noc. A tak się zarzekał, że tym razem będzie co najmniej dwa dni;) Przed zaśnięciem, już w domu, oczywiście obowiązkowo musieliśmy przejść przez potrójny etap.
Etap I - książka.
Etap II - historyjka.
Etap III - piosenka.

Pierwszy etap poszedł gładko, przy drugim początkowo utknęliśmy.
"Mamusiu, opowiedz mi proszę nową historię o Billy'm." - poprosił mój arcy-grzeczny synek.
Mając na uwadze prawa autorskie i takie tam odpowiedziałam, że nie mogę opowiedzieć mu historii o Billy'm, bo to nie ja go wymyśliłam. "Może o Basi chcesz?" - zapytałam.
F. przecząco pokręcił głową i wyjaśnił mi sprawę używając całej swej cztero i pół letniej logiki - "Mamusiu, ale ja nie chcę tych nowych historii, ani o gwizdku, ani o szkole*. Ja chcę zupełnie, zupełnie nową. Takiej, której jeszcze nie ma. No proszę cię, mamusiu, proszę."

Po krótkiej chwili zastanowienia powstała historia pt "Zupełnie inny Billy i Wielki Sklep".

Billy wrócił z przedszkola w doskonałym humorze. Mama powiedziała mu rano, że pojadą do wielkiego sklepu po zakupy. Billy bardzo lubił wielki sklep, a w szczególności dwie rzeczy - jazdę wózkiem na zakupy i lody. Zawsze po kupieniu wszystkich potrzebnych rzeczy z listy, Billy i mama szli do kawiarni - Billy na lody jabłkowe, bo były zielone, a mama kupowała dla siebie kawę i czasami ciasteczko.

W sklepie było mnóstwo ludzi, mama nie wyglądała na zadowoloną.
"Musimy jak najszybciej zrobić zakupy i uciekać z tego sklepu"
"A dlaczego tu tyle ludzi?"
"Jutro zaczyna się długi weekend i wszystkie sklepy będą zamknięte" - odpowiedziała mama.

Mama i Billy kupili mąkę, cukier, olej. Ketchup, musztardę. Jakąś kiełbasę, ser. Jogurty. Wodę mineralną. W wózku przybywało produktów i Billy miał coraz mniej miejsca.

"A owoce i warzywa mamo?" - zapytał Billy.
"Jabłka, banany i kapustę kupiłam w naszym warzywniaku."

Szliśmy w kierunku mydeł, kiedy zadzwonił telefon mamy. Dzwoniła ciocia Ania. To nie była prawdziwa ciocia, tylko przyjaciółka mamy. Mama stanęła przy półce i zaczęła gadać z ciocią. Gadały i gadały, gadały i gadały, aż Billy'emu zrobiło się nudno. Przymknął oczy i zaczął myśleć o wspaniałych lodach, które zaraz zje. Nagle wózek ruszył, a Billy nie otwierając oczu, dalej marzył o wielkich zielonych lodach.

"Mamo, możemy iść już na lody?" - Billy otworzył oczy, ale zamiast mamy zobaczył wysokiego pana w okularach i z wąsami. Billy się przeraził i pan się przeraził.

"A kim ty jesteś?" zapytał pan w okularach i z wąsami.

"Jestem Billy. A pan to kto? I gdzie jest moja mama?"

"Ja jestem Eryk, tata Marcina. Nie wiem gdzie jest twoja mama. I gdzie jest mój Marcin?"

"O nie!!!!" Billy i tata Marcina krzyknęli jednocześni. "Zgubiłem mamę!" krzyknął Billy i prawie chciał płakać. Na szczęście tata Marcina wpadł na pomysł, żeby powoli jechać główną alejką sklepu w kierunku półek z mydłami. Tam chyba doszło do nieszczęsnej zamiany wózków.


"Billy!!! Synku!!!! Gdzie jesteś?!!! Billy!!! Synku!!!! Gdzie jesteś?!!!", Billy usłyszał głos mamy:

"Mamo!!! Mamo!!! Mamusiu!!! Tutaj!!!"

Tata Marcina ruszył pędem w kierunku głosu mamy Billy'ego.

"Tata!!!" - krzyknął po chwili uradowany głos. Jak się okazało był to Marcin.

"Mama!!!" - krzyknął szczęśliwy Billy.

Mama była bardzo zdenerwowana i już chciała krzyczeć na tatę Marcina, że jest nieuważny i że zabrał jej wózek. I że to bardzo nieodpowiedzialne. Ale wtedy przypomniała sobie, że tak naprawdę to jej wina - była tak zajęta rozmową z ciocią Anią, że nie zauważyła kiedy odjechała do stoiska z rybami, pchając wózek w którym siedział zupełnie inny chłopiec.
Jak się okazało tata Marcina zrobił dokładnie to samo. Był tak pochłonięty rozmową ze swoim szefem, że wziął przez przypadek wózek z Billy'm.

Kiedy Billy i mama byli już w kawiarni, mama powiedziała - "Przepraszam cię synku. To moja wina. Musiałeś się najeść strachu, bo ja byłam bardzo zdenerwowana. Ale wiesz Billy ja byłam bardzo nieuważna. To się już więcej nie powtórzy, szczególnie kiedy jesteśmy razem."

Billy przytulił się do mamy bardzo, bardzo mocno i powiedział - "Nic się nie stało mamusiu. Bardzo, bardzo cię kocham."

"Ja też synku bardzo cię kocham." - z uśmiechem odpowiedziała mama i pocałowała Billy'ego w czoło.

KONIEC.


 Etapu trzeciego tym razem nie było, bo F. najnormalniej w świecie zasnął w trakcie snucia przeze mnie opowieści.


















*Dla niewtajemniczonych - Billy to chłopiec stworzony przez duet Birgitt Stenberg i Matti Lepp. Genialna jak dla mnie seria historyjek o kilkulatku, jego mamie i kilku przyjaciołach. :Billy i Gwizdek"" oraz "Billy i szkoła" to dwie nowe pozycje, których jeszcze nie mamy. Gwizdek już zamówiony - tylko cicho sza, to niespodzianka dla Filipa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz