piątek, 22 lutego 2013

Hopelessness...

Wszystko zaczęło się od nudy, więc zaproponowałam wspólne rysowanie na wielkim arkuszu papieru. Farby jeszcze nie przyszły więc zaproponowałam kredę. Zanim jednak sprzątniemy trzeba szybko uprzątnąć pokój chłopaków. F. zapytał czy może posprzątać po rysowaniu. Dwukrotnie zapytałam, czy rzeczywiście chce zrobić to potem. "Obiecuję", padło z jego ust.

Zabawa całkiem ok, F. oczywiście zaczął malować czołg i coś tam jeszcze, ale koniecznie militarne. W. trochę pobazgrolił, po czym z dziką radością zaczął biegać po papierze. Zdecydowaliśmy z F., że koniec rysowania. No to pora sprzątnąć pokój. I to było preludium do walki, która trwała i trwała.

Dowiedziałam się, że:
  • nie kocha mnie,(który to już raz)
  • nie chce takiej mamy (który to już raz)
  • nie chce takiej rodziny i jutro się wyprowadza (który to już raz)
  • nie będę nim rządziła (który to już raz)
  • muszę mu pomóc,
  • nie lubi sprzątać, 
  • nigdy już nie posprząta, 
  • nie potrafi sprzątać, 
  • to są nudy,
  • on jest do kitu (wg F. to oznacza bycie bardzo zmęczonym, pytałam)
  • jak będę miała urodziny to nie posprząta
  • jak on będzie miał urodziny też nie posprząta.
Te oskarżenia przeplatały się z błaganiem o przebaczenie, brzydkimi słowami, kolejnymi wybuchami płaczu, kiedy przypominała o umowie.  Próbowała tłumaczyć, wyjaśnić. Przypomnieć moje ostrzeżenie, jego obietnicę. A tak naprawdę to najchętniej bym go uderzyła, najnormalniej w świecie dała starodawnego, solidnego klapsa. Wydarła się na niego i zostawiła płaczącego. Przyniosłoby chwilową ulgę i moralnego kaca. Czułam, że nerwy zaczynały brać górę nad rozsądkiem. I kiedy z tym swoim niefajnym wyrazem twarzy zapytał: "I co, i co mi zrobisz?" po prostu nie wytrzymałam.
 Nie uderzyłam, ale to co powiedziałam nie było dużo lepsze.
 "A skąd wiesz, że ktoś w ogóle przyjdzie na twoje urodziny. Jeśli będziesz tak dalej się nie fajnie zachowywał to zobaczysz, że ludzie przestaną cię lubić. I ja też."

Skutek był natychmiastowy - wielki płacz, tragedia, rozpaczliwe komentarze dotyczące swego jakże beznadziejnego życia. Chwilę potem wtrąciła się moja mama. Czasami myślę, że wielopokoleniowe domy to jednak zły pomysł.

Niestety takie zachowanie jest już codziennością w naszym życiu. F. nie chce lub/i (w zależności od natężenia nerwów) nie potrafi zjeść, ubrać się, wyjść na dwór, wrócić, ubrać się lub rozebrać, sprzątać, 
Urządza teatralne przedstawienie, na przemian obrażając nas i narzekając na swój nieszczęsny los lub błagając o przebaczenie i jeszcze jedną szansę. Jęczy, skrzeczy, wyje, rzuca się po podłodze, uderza w płacz. To naprawdę może doprowadzić do szewskiej pasji. Zderzenie tych ekstremalnych zachowań w tak krótkim czasie zapędza mnie w kozi róg i zupełnie nie wiem co robić, jak reagować. Zaczynam już nawet nie wierzyć w szczerość jego przeprosin. Czuję się beznadziejnie, nie wiem co powiedzieć, jak reagować, ponieważ mam wrażenie, że cokolwiek zrobię i powiem zadziała to jeszcze bardziej przeciwko mnie. Z reguły daję sobie i F. na przeczekanie, ale niestety nie zawsze działa.

Ktoś może powiedzieć, że to odreagowanie na pojawienie się młodszego brata. W. wszedł do naszej rodziny mając 7 miesięcy, F. był wtedy świeżo upieczonym trzylatkiem. Nie wiem na ile w tym prawdy. Normalnie nie pamiętam jak zachowywał się F. sprzed pojawienia się W. :/

Moja mama, wierząca w przysłowie 'dzieci i ryby głosu nie mają' wini moje metody wychowawcze. Za dużo tłumaczę, za dużo dyskutuję, daję za duży wybór. Kiedyś  na korytarzu ośrodka adopcyjnego przeczytałam List do Rodziców Janusza Korczaka. To mój drogowskaz na drodze bycia rodzicem. Gorąco wierzę w jego słowa i gorąco wierzę, że dziecko to odrębna jednostka ludzka, z prawem do własnego zdania, prywatności, z własnymi lękami i potrzebami, marzeniami. Dużo czytam, szukam, chcę być jak najlepszym rodzicem i ....przegrywam w zderzeniu z własnym dzieckiem.

I co dalej??? Co robić, żeby i F. i W. wyrośli na fajnych, mądrych i pozytywnie nastawionych ludzi. Myślę, że obrałam dobry kierunek, ale co jeśli się mylę? Jeśli popełniam nieświadomie jakiś błąd, który przyniesie swoje złe skutki w przyszłości???


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz