poniedziałek, 11 lutego 2013

Pozornie wiosenne wczoraj

W końcu udało się wyruszyć mi i F. na upragniony spacer. Było ostro i na włosku, że F. zostanie w domu - bo to się nie podoba, bo ma milion innych spraw do załatwienia, bo teraz koniecznie jest coś ważniejszego do zrobienia. A w ogóle to on się wyprowadza, idzie w świat i niekoniecznie zaprosi mnie na swoje urodziny. Gdzieś chyba nawet padło słowo 'dupku' wypowiedziane pod nosem, z solidnym naburmuszeniem i obrazą na cały świat. Niestety to moja wina, zdecydowanie nadużywam tego słowa, choć wydaje mi się, że nie używam go przy dzieciach. Przecież wiadomo, że z dniem ich narodzin ścianom wyrastają uszy;)

Wracając jednak do spaceru - kiedy już zawarliśmy pakt o nieagresji (czyt. nieobrażaniu się),  poszliśmy moją ukochaną trasą starych torów kolejowych, które wiodły prosto do lasu. Piękna pogoda, niewielki mróz, delikatne słońce, powoli rozgrzewające się po zimie.
I nagle słyszę je. Coraz więcej, natarczywiej i głośniej. Ptaki, już te wiosenne, trelujące. I nagle widzę lekko nabrzmiałe kwiaty leszczyny i już prawie otwarte bazie wierzbowe. Ze pagórków i wzgórków spływa roztapiający się śnieg. Udaję, że nie widzę walających się w rowach melioracyjnych śmieci - tych codziennych i tych wielkogabarytowych. Muszę tylko wyjaśnić F. skąd się wzięły tutaj śmieci. A co tam, czemu nie mam mu mówić o głupocie ludzi?

Spacer udany, pełen opowieści z serii "Opowiedz mamusiu jak to było kiedy byłaś mała" - historie zawsze są prawdziwe, no może czasami podkoloryzowane. Troszeczkę. Hitem okazała się historia o przejażdżce parowozem.

A było to tak...pewnego dnia odwiedziły mnie koleżanki i kolega ze szkoły. Poszliśmy na spacer torami kolejowymi prosto do lasu. Zapewniłam ich, z wielkim przekonaniem, że tory są stare i dawno żadna lokomotywa po nich nie jeździła. Szliśmy, wydurnialiśmy się, śpiewaliśmy, Andrzej i Magda uskuteczniali jakiś flirt niewinny. Ot, grupa licealistów na wolności i łonie przyrody. Nagle usłyszeliśmy za nami gwizd parowozu. Z wielkim zaskoczeniem spojrzeliśmy do tyłu i z jeszcze większym przerażeniem zobaczyliśmy jadącą wprost na nas machinę. Momentalnie odskoczyliśmy na boki. Parowóz jechał mega wolno i się zatrzymał. Maszynista nakrzyczał na nas strasznie, czemu się trudna dziwić. Wykazaliśmy skruchę, po czym stało się coś nieoczekiwanego. Andrzej z miną niewiniątka i błyskiem w oku zapytał czy możemy się przejechać parowozem. Maszynista zrobił głupią minę, po czym się zgodził. Nie pamiętam dokładnie ile nas było, ale wszyscy wskoczyliśmy ochoczo i wielka machina potoczyła się po szynach :D

No, ale to było lata świetlne temu, wiosenny dzień za to był wczoraj. Dziś już tylko zadymka i skrzek srok. Ale ja i tak wiem swoje - zima w odwrocie.

P.S. Teraz tory są już tak naprawdę, naprawdę nieużywane. Nie ma szyn, są same podkłady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz