niedziela, 17 marca 2013

Kosmiczna technologia - tylko 5 zł dziennie!

Tydzień temu zadzwoniła do mnie kuzynka O. z prośbą, abym zgodziła się na przeprowadzenie u mnie w domu pokazu odkurzacza wodnego. 
Odpowiedź oczywista NIE, ale na jej argument w stylu 'proszę zrób to dla mnie, bo jeśli ...', serce me się ugięło i wbrew rozsądkowi powiedziało TAK.
I oto wczoraj zamiast cieszyć się dwiema godzinami z rodziną, spędziłam je z Tomkiem mile się uśmiechając, przytakując i uważnie słuchając co ma pan do powiedzenia o kulkach fekalnych, zakurzaczach (do wczoraj znanych jako odkurzacze), inwestycji w zdrowie na pokolenia i wielu innych 'pasjonujących' rzeczach. Atmosfera przyjazna, pokój przyjemnie pachniał olejkiem eukaliptusowym rozpylonym dzięki odkurzaczowi. Pan był miły i z wielkim zaangażowaniem starał się sprzedać nam odkurzacz za cenę 5890, która obowiązuje dla nas dziś i tylko dziś. Eksperymentował, udowadniał, przekonywał, a ja cały czas myślałam o jego garniturze, że szkoda tych idealnie wyprasowanych spodni i koszuli na ten pokaz. Trzeba przyznać garnitur był nienagannie wyprasowany i pomimo gimnastyki przyodkurzaczowej nie pojawiło się żadne zagniecenie. Już się chciałam zapytać, czy to też dzięki odkurzaczowi. Skoro ma tyle funkcji, to może i posiada ukryte żelazko.

Przyjemne rozbawienie i rozluźnienie towarzyszyło nam prawie cały czas, a na wieść, że nie wiadomo dlaczego ten odkurzacz tak robi, ale no tak się dzieje, zrobiło się naprawdę zabawnie. Chodziło o graniczące z cudem oczyszczanie powietrza. 

No dobrze, pokaz zakończony, pora ubijać interes. Klasyczny zestaw pytać '3 przytaknięć', czy jak to się tam mądrze nazywa. Niestety dla pana po dwukrotnym przytaknięciu z naszej strony, nie pojawiło się trzecie przytaknięcie 'tak, kupujemy'. Od tej pory miła atmosfera zaczęła się robić męcząca. Nasze NIE nie przekonywało pana i z uporem maniaka powtarzał, że nie może się mu pomieścić w głowie jak świadomie wybieramy zło zakurzacza, czyli klasycznego odkurzacza. Widząc ewidentne dowody (????) świadczące o genialności i wysokiej inteligencji sprzętu rezygnujemy z niego. Ten odkurzacz jest bagatelnie tani, w przy rozbiciu na 48 rat po 170 zł mc, CZYLI 5 zł dziennie to prawie jest za darmo!!!!   

Pan widząc nasze zdecydowanie na NIE KUPUJEMY, zaczął wyciągać dodatkowe gadżety wartości kilkuset złotych, a dziś specjalnie dla nas z złotówkę. Gadżety miały nas powalić na kolana, nie powaliły, więc na koniec wytoczył ciężki kaliber argumentacji - garnki.

Byłam już naprawdę zmęczona i poprosiłam o zakończenie tego spotkania, bo my zdania nie zmienimy, produkt jest za drogi, a my mamy inne priorytety finansowe. Koniec, kropka!

Udało się, pan odpuścił, przeszliśmy do wypełniania ankiety.
- Czy podobała się prezentacja? Tak
- Czy podobał się produkt? Tak.
- Czy zarekomendowalibyśmy produkt komuś innemu? Tak. (tym razem zasada 3 przytaknięć zadziałała ;)
- A komu? No....rodzinie, znajomym...
- Świetnie, to proszę o podanie kilku imion i numerów telefonów.

I od tej pory zaczął się zgrzyt. Jakich imion, jakich telefonów? Z jakiej racji mam podawać prywatne telefony moich znajomych? Bez ich zgody? Nie ma szans.

Oj, proszę pani, ale co w tym złego, że poda pani numery telefonów. To przecież do niczego nie zobowiązuje. 

Najeżyłam się na maxa, gadka tego typu doprowadza mnie do szału. W Polsce każdego dnia jesteśmy świadkami naruszania prywatności danych i to ma być normalne? Każdego dnia dzwonią przedstawiciele jakiś firm, oferują nikomu niepotrzebne śmieciowe usługi i równie śmieciowe produkty. Miesiąc temu dzwonili do mnie przedstawiciele jakiejś szkoły językowej i z uporem maniaka namawiali na sprawdzenie poziomu języka i kursy. Przy 3cim czy 4tym razie, jak tylko usłyszałam znajomą nazwę nazwę szkoły - powiedziałam - I'm deeply sorry to interrupt you in the middle of a sentence but look, I'm a native speaker of English - how about me checking your level of the language. Pani rozłączyła się momentalnie bez pożegnania. Od tamtej pory zero telefonów ze szkoły językowej.

Wracając do pana od odkurzacza - moją sympatię utracił prosząc o jakiekolwiek telefony, bo wtedy przynajmniej zwrócą mu pieniądze za benzynę. Nie zareagowałam, udałam, że nie słyszę. Byłam zbyt zmęczona. Mam nadzieję, że moja kuzynka O. dostanie te swoje garnki, za polecenie pięciu par. 






1 komentarz:

  1. Ola nie dostała garnków. Udało jej się namówić tylko trzy pary.

    OdpowiedzUsuń