wtorek, 19 marca 2013

Zima wiosenną porą...ileż można...

Dziś irytacja, tym razem pogodowa. Zima trwa od listopada. Ileż można pytam??? Znajomi i rodzina, na wieść o naszych planach wyjazdowych pukają się palcami w czoło i tonem znawcy twierdzą, że Norwegia to tylko zimno, zima, śnieg i zero słońca non stop. Tja...jeszcze dodałabym, że polarne misie biegające po norweskich polach.

Okien nie mają, różowe okulary założyli i w tropikalnych barwach polską aurę widzą? Od pięciu miesięcy nieprzerwanie panuje zima, biała śniegiem, zimna mrozem i wilgocią niestety, bo blisko morza, wiejąca wiatrem i prawie bezsłoneczna. Wydaje się więc, że wraz ze zmianą geograficzną niewiele zmieni się w temacie pogodowym, nawet śmiem powiedzieć, że może się poprawić. Spędziłam jedną zimę w Norwegii w Hedmarku i pamiętam siarczyste mrozy i dużo słońca, dzięki czemu śnieg przybierał błękitnych i różowawych barw.

Za dwa dni zaczyna się astronomiczna wiosna, za tydzień Wielkanoc. Zastanawiam się czy wyciągać wiosenną dekorację, czy może w zgodzie z tym co za oknem ozdobić balkon światełkami i świerkowymi girlandami.

Irytacja numer dwa - zdrowotna. Od kilku lat w miesiącach styczeń - kwiecień dopadają mnie zapalenia oskrzeli. Właśnie mnie dopadło i zamknęło w domu na drugi tydzień. Pierwszy tydzień udawałam, że choroby nie ma, a przynajmniej nie jest na tyle ważna, żeby iść z tym do lekarza. Z uporem maniaka wmawiałam sobie i wszystkim, że to tylko przeziębienie. Choroba upomniała się o swoje i nie dała zbyć byle czym. Dowaliła mi jeszcze po zatokach, skoro kaszlu było im mało i tym samym dostała to co chciała, czyli antybiotyku.

Walka toczy się dalej...

I na koniec - fenomen znikających skarpetek. Skarpetki z definicji swej i roli powinny chadzać parami. Nasze nie chadzają. Właściwie to nie tyle nasze, co moich chłopaków, wszystkich trzech. 

Ich skarpetki mają wielką, nie odpartą potrzebę chodzenia własnymi drogami, najlepiej w przeciwnych kierunkach tak, aby nikt (czyt JA) broń Boże nie skompletował ich zbyt wcześnie i zbyt łatwo.One nie tylko chadzają, one się z premedytacją chowają przede mną. Pozornie wchodzą parami do pralki, a po praniu wyciągam pojedyncze sztuki? Gdzie partner twój pytam. Skarpetka nabiera przysłowiowej wody w usta i milczy.

 Dlaczego skarpetki jak rękawiczki nie mogą być na sznurku, długim na tyle by nie krępował ruchu, a sprawnie przytwierdzonym do spodni lub majtek, by się nie pałętał między nogami.

...czy dobrze słyszę...tej pani to my już na dzisiaj podziękujemy....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz