piątek, 26 kwietnia 2013

1% podatku

W okresie rozliczeń PIT-ów następuje wielka akcja nakłaniania ludzi przekazywania 1% podatku w ogóle i do przekonania, że trzeba oddać go tej osobie, temu dziecku czy tej fundacji. Kwestia przekazania 1% jest bezsporna. Odkąd powstała ta idea, jedna z niewielu dobrych przedstawionych przez polskie rządy, zawsze oddajemy wyliczoną przez program kwotę. Kwestia komu przekazać, nie jest już taka łatwa. Jak wybrać osobę czy cel, kto czy co jest ważniejsze. Czyja choroba lub sytuacja powinna mnie zainteresować na tyle, że to właśnie jej dam te kilkadziesiąt złotych. Niby kwota sama w sobie niewielka, ale jeśli doda się do innych wpłat, istnieje szansa że zbierze się odpowiednia suma.
Z reguły decyzję ułatwia fakt, że w najbliższym otoczeniu jest ktoś, kto tej pomocy wymaga. Może więc to być na przykład chory na stwardnienie rozsiane kolega mojego brata, któremu przekazaliśmy 1% podatku w zeszłym roku. Może to być synek znajomych, który urodził się z poważną wadą serca. Albo córeczka koleżanki, której narodziny i to, że żyje graniczy z cudem. Człowiek myśli i myśli i gdzieś pod skórą czuje, że choć na pewno są oni potrzebujący, to nie oni powinni dostać te kilkadziesiąt złotych. 
Kolega brata ma to szczęście, że jest otoczony rodziną i przyjaciółmi, są też fundusze. Synek znajomych wbrew negatywnych rokowań na początku, rozwija się znakomicie. Kolejna operacja jest przesuwana w czasie przy każdej wizycie w klinice kardiologicznej. Córeczka koleżanki ma wspaniałą rodzinę i przyjaciół rodziców, którzy pomagają jak mogą. Pieniędzmi, modlitwą, wsparciem, słowem i czynem. W każdym z tych przypadków jest wsparcie finansowe, ale co najważniejsze jest nadzieja i wiara w to, że może być już tylko lepiej.

I są one - dzieci z hospicjum, w których przypadku tej nadziei nie ma. Jest tylko wyrok śmierci stojący nad nimi do końca ich malutkiego i kruchego życia. Choć przecież cuda się zdarzają. Ale ani one, ani ich rodzice nie mają czasu czekać na cud. Mogą się modlić i prosić Boga, ale obok tego muszą przede wszystkim działać. Przynosić ulgę w cierpieniu, wywoływać uśmiech, radość i szczęście wbrew temu co nieuniknione, wbrew cierpieniu i bólowi. Muszą stwarzać warunki, aby dzieci te żyły w poczuciu normalności, a kiedy przyjdzie ich czas, mogły odejść otoczone miłością i szacunkiem. W domu, wtulone w kojące ramiona mamy lub taty.  

Ja piszę o odejściu i śmierci, a to co bardzo rzuca się w oczy, czytając relacje rodziców dzieci nieuleczalnie chorych to życie. Tu i teraz, w tej chwili, bo kolejnej może nie być. Rodzice jednej z dziewczynek na koniec swej historii napisali - Żyć, nie umierać.

video



Alegría
I hear a young minstrel sing
Alegría
Beautiful roaring scream
of joy and sorrow,
so extreme
There is a love in me raging
Alegría
A joyous, magical feeling

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz