piątek, 17 maja 2013

Kwiaty kością niezgody.

W końcu wyrwałam się do kosmetyczki na chwilę relaksu i dźwignięcia kondycji pięt i paznokci. Miało być miło i przyjemnie, zakończyło się smutnymi wnioskami o ludziach. Na szczęście z ładnymi paznokciami i piętami gładkimi jak pupa niemowlaka.

Bohaterkami tej historii są moja Kosmetyczka i jej sąsiadka p. Zosia, a raczej ich kwiatowy konflikt.

Kosmetyczka od ponad roku wojuje z sąsiadką, której zachciało się przekształcić trawnik należący do wspólnoty w swój prywatny ogródek. Pewnego dnia p. Zosia przytachała kilka worków ziemi, uformowała górkę i zaczęła sadzenie. A to tulipanek, a to żonkilek i narcyzek, a to jakiś krzaczek. Jeden, drugi, trochę się tego nazbierało. Kosmetyczka głos w sprawie nielegalnego ogródka zabierała na każdym zebraniu wspólnoty. Chodziła po sąsiadach i przedstawiała kwiatki w wielce negatywnym świetle. Ale ani sąsiedzi, ani zarząd spółdzielni nie wykazał żadnego, ale to żadnego zrozumienia do zażaleń kosmetyczki. Co więcej złośliwi i nieżyczliwi mojej Kosmetyczce sąsiedzi co rusz to dobre słowo p. Zosi o kwiatkach rzucą - a to że dba, a to, że ładnie i kolorowo, a to, że ma rękę do kwiatów. A biedna Kosmetyczka pianę toczy na tę jawną niesprawiedliwość dziejową. Kwiatki i krzaczki solą w oku jej stanęły i drażnią do dzisiaj. Długa zima spowodowała, że sprawa z lekka ucichła, kwiatki grzecznie pod śniegiem cicho siedziały. P. Zosia, starsza osoba w domu siedziała zimową porą i soli w oku Kosmetyczki swą osobą nie drażniła. Wraz z wiosną i jej całym pięknem, na powierzchnię wypełzł na nowo przytajony do tej pory konflikt kwiatowy. 

P. Zosia poczuwszy wiosnę, zaopatrzona w łopatkę, konewkę i nowe rośliny ruszyła na trawnik i swoją kwiatową górkę. Poszła nawet o krok dalej i postanowiła nadać owemu wzgórkowi z lekka skalny charakter i zaczęła znosić kamienie

Wściekła niczym byk Kosmetyczka przystąpiła ze zdwojoną siłą do ataku i uświadamiania sąsiadów jaką to podłą osobą jest p. Zosia. Podłą, gdyż chce wspólną część przekształcić we własny, prywatny ogródek. Padały słowa: naruszenie prawa, oszustwo, kradzież wspólnego mienia i tym podobne oskarżenia. Sąsiedzi pozostali niewzruszeni i kibicują p. Zosi w jej ogródkowych poczynaniach. 

I tu następuje punkt kulminacyjny historii - co zrobiła Kosmetyczka? Od kilku dni systematycznie obsikuje rośliny  strzykawką wypełnioną roundup'em. Smutne, żałosne i bardzo, bardzo przykre. Zastanawiam się jakie pobudki kierują Kosmetyczką. Zazdrość, zawiść czy po prostu zwyczajna nieżyczliwość jednej kobiety w mocno średnim wieku do drugiej kobiety w mocno średnim wieku, która w przeciwieństwie do tej pierwszej, znalazła w swoim życiu kawałek kwiatowej radości.  



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz