czwartek, 20 czerwca 2013

Newralgiczny punkt naszej wyprawy.


Znaczy się Preikestolen - miejsce piękne, aczkolwiek niebezpieczne. A kiedy się idzie w takie miejsce z małymi dziećmi to niebezpieczeństwo nabiera zupełnie innego wymiaru. To, że człowiek ryzykuje własnym życiem jest małym problemem - robi to na własne żądanie i odpowiedzialność. Po górach zaczęłam chodzić mając 16 lat. Wyższe, niższe, dziksze, łagodniejsze - w Polsce, Słowacji i Galdhøpiggen w Norwegii z przewodnikiem. 
Zero historii mrożących krew, zero kontuzji, zero uszczerbków na zdrowiu. Prawie co roku, począwszy od 1990, a zakończywszy na 2007 jeździłam na łazęgę po górach. Ciąża i narodziny Filipa jakoś przystopowały mnie, ale kiedy w 2011 wjechaliśmy wszyscy troje kolejką (spontaniczny wjazd o godz. 18 czy jakoś tak) na Kasprowy Wierch, tęsknota i miłość do gór wróciły z wielką intensywnością. 


Już prawie północ, siedzę na balkonie. Temperatura + 21 stopni. Jest po prostu bosko. I prawie cicho - przynajmniej od mojej części domu. Z wielkiej oddali słychać tylko rechot żab. Byłam u chłopaków, przez otwarte okna dobiegają rozmowy sąsiadów - prostaków, którzy za nic mają zasady współżycia sąsiedzkiego i wieczór w wieczór urządzają popijawy. Czuję do nich ogromną pogardę, oczywiście nie za wieczorne imprezy, ale za całokształt. Wiem, że to straszne tak mówić o drugim człowieku. Nigdy nie czułam do żadnego człowiek takiej pogardy jaką czuję do tych ludzi. Mam nadzieję, że nigdy nie spotkam na swojej drodze nikogo podobnego.

Szkoda na nich czasu, wróćmy do Preikestolen - klif położony na Lysefjorden (długość fjordu 42km), wysokość 604 m. Reszta informacji - ogólnodostępna w Internecie. Z wielkim podziwem i uwielbieniem przeglądam galerie ludzi, którzy zdobyli Ambonę. http://obiezyswiat.org/ to prawdziwa skarbnica pięknych zdjęć i trafnych komentarzy. To właśnie tam zobaczyłam w miniaturze majestat i grozę skalnych występów i uskoków, półek. Pomyślałam o małych nóżkach Filipa przemierzających kolejne przeszkody skalne i z lekka zmartwiałam. Czy da radę, czy przejdzie, wejdzie i nie spanikuje widząc 25-cio metrowy płaski bezmiar Preikestolen. Z drugiej strony Filip już nie raz zaskoczył swą siłą, choć na co dzień wydaje się być z lekka miałkliwy. Wojtek będzie wesoło dyndał z nosidła - martwię się więc raczej o ramiona i siły Tomka. Na samym szczycie będziemy musieli przywiązać go chyba sznurkiem, gdyż jego umiłowanie do robienia dokładnej odwrotności tego o co prosimy może przynieść opłakane skutki. Oczywiście chodzi mi o Wojtka. 

Biorąc pod uwagę powyższe dywagacje, można zapytać o sens targania nieletnich w takie miejsce - pozornie mało dla nich atrakcyjne, a z pewnością niebezpieczne. Nie będę kryła - powodują mną czysto egoistyczne pobudki - BO JA CHCĘ. Wierzę też, że choć pozornie mali, moi chłopcy dostrzegą zalety tej wyprawy. A to wszystko okaże się już wkrótce. Odliczanie rozpoczęte - jeszcze tylko 13 dni do wyjazdu. I pomyśleć, że kiedy planowaliśmy wakacje na lato 2013 - kierunek był Chorwacja. Może w przyszły roku.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz