czwartek, 25 lipca 2013

O raju!!!! Wstali!!!!

Budzik zadzwonił o 6stej. Wstałam o 6.30, pożegnałam Tomka do pracy. Filip oczywiście w łóżku u nas, przyszedł gdzieś nad ranem. Razem z nim nieodłączna podusia i Brokuł.  Jego wędrówki nocne trwają nieprzerwanie odkąd dostał swoje pierwsze dorosłe łóżko, a my nie jesteśmy w stanie tego przerwać. Powód prosty i banalny - oboje mamy tak mocny sen, że w 90% nie odnotowujemy jego przybycia do naszego łóżka. Wojtek we własnym pokoju, jeszcze w dziecinnym łóżeczku. Śpi na brzuchu, z dziwnie powyginanymi rękoma i nogami. Czasami mam wrażenie, że jest z gumy.

Anyway, ich sen oznacza, że mam chwilę wolną dla siebie, w ciszy i spokoju letniego poranka. Kawa zaparzona - dzięki Ci Boże, żeś pozwolił wymyślić człowiekowi ekspresy ciśnieniowe! Jestem w pełni uzależniona od czarnego płynu. I to właśnie on rozpoczyna mój dzień. Kładąc się wieczorem, myślę z radością, że rano włączę ekspres i po chwili będę delektowała się pijąc kawę. Czarną, czasem z odrobiną mleka, a czasem miodu. W czerwcu wybrałam się do dietetyczki (koszmarna baba!), która gdyby mogła to rozstrzelałaby mnie, a przynajmniej wymierzyła baty za picie kawy na pusty żołądek, bo to przecież najgorsze co człowiek może zrobić organizmowi!. Walczyłam więc, próbowałam zerwać z paskudnym porannym procederem. Samopoczucie było do bani, co rano tęsknie łypałam okiem w kierunku ekspresu. Ale nie, będę twarda! Na początek szklanka obrzydliwej wody, śniadanie i dopiero po półgodzinie zasługuję na kawę. Byłam twarda, twarda i nieszczęśliwa przez jakieś 2 tygodnie. Wróciłam do dawnego procederu, organizm musi mi wybaczyć - sorry Batory, jestem 'miętka', ale porannie przeszczęśliwa.

Niestety błogostan nie trwał długo. Na początek słyszę z dziecinnego pokoju głośne, domagające się "MAMA, MAMA!!!" z wyraźnym akcentem na drugą sylabę, właściwię na ostatnie A. Wojtek wstał. Zaspane oczka, zmierzwione włos i promienny uśmiech. Cudne przytulaski i uściski.

Po chwili woła Filipa "IJIP, IJIP!!! Ten też już wstał, ale z lekka smutnawą miną, lekko skwaszoną. Oczywiście i jemu przypada poranna porcja pieszczot. Śmiech przepędza poranne fochy. 

 

 Chłopaki przystępują do poduszkowych przepychanek między sobą. Więcej w tym płaczu niż radochy, bo albo się łupną głowami, albo Wojtek zacznie skakać po Filipie, drapać lub nawet gryźć. Niemniej jednak tak jak mój poranek nie może się zacząć bez kawy, tak i ich poranek nie rozpocznie się bez figli migli. I potem słyszę siebie mówiącą 'A nie mówiłam, że wszystko się skończy płaczem'. I zaraz śmieję się w duchu, gdyż dokładnie te same słowa słyszałam z ust mojej mamy, kiedy jako dzieciak wygłupiałam się z moim tatą. 

 Dwaj bracia, młodszy wulkan optymizmu, starszy ze skłonnościami do malkontenctwa. Jeśliby użyć klasycznego eksperymentu ze szklanką wody w połowie pełną, a w połowie pustą to czuję, że Filip wybrałby tę pustą bez zastanowienia, komentując - tak mało?*


Młodszy zadziorny, jakby nie uznający kompromisów, starszy wykazuje się ogromnym zrozumieniem, chęcią współpracy i prowadzenia dialogu w sytuacjach konfliktowych. Młodszy dąży do celu za wszelką cenę, starszy cofnie się kiedy tylko uzna, że efekt nie jest warty ryzyka. Ale co ciekawe, to młodszy okazuje strach przez nowością. To właśnie on z wielkim lękiem i obawą przyjmował podróże promami po Norwegii. 

Ostatnimi czasy Filip rozpoczął etap 'matkowania'. To ma być tak, tego nie rób, robisz to źle, ja zrobię to za ciebie, i tym podobne sytuacje.Zastanawiam się skąd mu się to bierze, ja staram się nie 'matkować'. Preferuję raczej samodzielność, eksperymentowanie, że nie wspomnę o tłumaczeniu co, gdzie, jak i dlaczego. 

Ale może tak mi się tylko wydaje i gdzieś podświadomie zachowuję się jak kwoka, a Filip po prostu kalkuje moje postawy?

Często się kłócą, biją. Jeszcze inwektywami nie obrzucają z racji tego, że zasób słów Wojtka ogranicza się do kilku. Dwa kompletnie odmienne byty. A jednak pełni oddania i miłości do siebie nawzajem. Uważają na siebie, dbają o siebie. Filip pamięta o Wojtku, Wojtek o Filipie.




* Czy to właściwie jest pesymizm? Że za mało, że za krótko? A może jest to po prostu zdrowy apetyt na więcej, mocniej i intensywniej? Dorośli uczą się na wszelkich kursach pozytywnego myślenia, żeby we wszystkim doszukiwać się jakichś pozytywnych elementów. Uczą się cieszyć się półśrodkami. A takie dziecko chce po prostu sięgnąć po to co maksymalne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz