sobota, 3 sierpnia 2013

Ot, kilka spostrzeżeń.

 Miesiąc temu o tej porze przygotowaliśmy się do naszej norweskiej wyprawy. Mija ponad tydzień odkąd wróciliśmy. Niestety.
Zdjęć mnóstwo - wiele tych pięknych i niezapomnianych, są i takie śmieciowe - selekcja konieczna. Ważne jest to, że żadne z nich nie zniknie ani nie umknie, chyba, że sami tak zdecydujemy. Mamy też mnóstwo spostrzeżeń i wrażeń dotyczących miejsc i ludzi - pewnie wiele trafnych, drugie tyle śmieciowych. Problem z nimi wielki - ulotne jak diabli, a pamięć moja krótka i prawie już 40letnia nie ułatwia sprawy.

Pora więc na spisywanie relacji. Norwegia jest piękna, każdy to wie. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że i nasza Polska dorównuje jej pięknem. Jeśli jednak chodzi o ludzi to tutaj jest dużo gorzej. Norwegowie biją nas na łeb na szyję jako społeczeństwo. 

1. Kempingi - natura - wolny czas - psy.







































































































Nocowaliśmy na kilku kempingach i tych lepszych i tych gorszych. Niemniej jednak pod względem standardów były one bardzo podobne - schludne i czyste. Toalety choć wspólne, zawsze były posprzątane, co było dość zastanawiające, gdyż sprzątano 2 może 3 razy dziennie. Ani razu nie widziałam obsikanej lub obsranej ubikacji, czy walających się na podłodze włosów. W kuchni nie walały się resztki jedzenia czy brudne naczynia. I nie była to zasługa sprawnej obsługi sprzątającej. Tam każdy po sobie sprzątał. 


Na kempingach, choć prawie wszystkie były zapełnione po brzegi, było wystarczająco dużo miejsca i nikt nikomu nie przeszkadzał. Każdego dnia delektowaliśmy się przyrodą, pięknymi jeziorami lub górami, odgłosami natury, a wieczorową porą wszechobecną ciszą. Tak zwana cisza nocna, obowiązująca i u nas w Polsce od 22.00 do 06.00. Szkoda tylko, że u nas tak niewielu jej przestrzega, szczególnie teraz letnią porą.


Flagi, flagi, flagi.


Flateland, Valle.


Z racji wielkiego wiatru i lekkiego deszczu skusiliśmy się na noc w hyttcie.
Camping pod Preikestolen. Około godziny 23.
Wracając do ciszy - mam wrażenie, że przeciętny Norweg mówi ciszej, zachowuje się ciszej. On po prostu nie musi podniesionym głosem zaznaczyć swojej obecności. Z kolei przeciętny Polak obcując z naturą musi włączyć muzę, od razu na pełną parę, znaczyć swoje terytorium okrzykami i bluzgami. Im głośniej, im ordynarniej tym lepiej. Z racji, że znam norweski wielokrotnie podsłuchiwałam rozmowy ludzi będących w naszym pobliżu, starając się wyłowić norweskie odpowiedniki naszych polskich przekleństw. I nic.

Polak zaznacza też swoje terytorium papierosami, które po wypaleniu należy rzucić pod nogi dla zwiększenia efektu zaznaczenia granicy. Zostawi śmieci, a wcześniej jeszcze potłucze butelki - a co tam. Już od dłuższego czasu zastanawia mnie umiłowanie Polaków do tłuczenia butelek. Wypij piwo człowiecze, tanie wino czy wódę, zostaw butelkę, jeśli do kosza stojącego obok ci nie po drodze,  ale jej nie tłucz na miłość boską!!! Szkoda, że w Polsce wycofano kaucję za butelki. Może szansa na zarobienie dodatkowej złotówki czy dwóch byłaby kusząca. Butelka do butelki i kasa na nowe wino jest.

Nie jestem miłośnikiem psów, ale ogólnie mi nie przeszkadzają pod warunkiem, że nie drą się jak opętałe. Nie lubię też obsranych trawników i chodników, ale to już raczej wina właściciela, a nie samego psa. W Norwegii pies nie stanowi problemu - z reguły jest tak samo cichy jak jego właściciel. Jeździe z właścicielem na kamping, chodzi po trawnikach, parkach i lasach, ba nawet pędzi na Preikestolen i jest ok. Do duńskiego Legolandu też wejdzie. Pies trzymany jest na smyczy, a właściciel zaopatrzony jest w miskę z wodą i woreczki na odchody. Spędzają czas razem nikomu nie wadząc. Filip, który boi się psów stwierdził, że mógłby te norweskie psy polubić, bo są takie ciche. 

Jaka jest różnica między Polakami, a Norwegami? Brakuje nam inteligencji? Umiejętności analizy i zdrowego rozsądku? Dlaczego zamiast postępowania 'wolnoć Tomku w swoim domku', nie wybierzemy 'nie rób drugiemu co tobie nie miłe.'

*** 
Jakiś czas temu na podczytywanym przeze mnie blogu pojawił się wpis, zresztą bardzo ciekawy, o polskim społeczeństwie i o jego tendencji do cierpiętnictwa i użalania się nad swym podłym losem. Martyrologia czy to jednostkowa czy to zbiorowa zawsze była u nas w cenie, tego nie da się ukryć. I tak jest nadal, mam jednak wrażenie, że się to zmienia i ustępuje coraz silniej zapuszczającej swe korzenie tendencji do chamstwa.


CDN...













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz