sobota, 31 sierpnia 2013

Seriale, seriale.

Właśnie obejrzałam trzy, a może i cztery odcinki Sex and the City. Nie wiem którego sezonu.  
Carrie Bradshaw (S.J. Parker) przeżywa dylematy związane z narzeczeństwem i ewentualnym małżeństwem. Od przymierzonej sukni ślubnej dostała wysypki, i o mało nie umarła dusząc się ściśnięta gorsetem. Kiedy więc jej boyfriend Eidan, grany przez cudnego Johna Corbetta z mojego ukochanego filmu Northerne Exposure proponuje ślub tu i teraz, mówi NIE. Znaczy się następuje wielkie rozstanie oraz mieszkaniowo-kredytowe dylematy.
Samantha Jones ma romans ze swoim szefem i udaje, że go nie kocha. Gada jak szalona o jego soczystym, twardym fiucie, udając zimną, napaloną sukę, a w rzeczywistości piszczy z miłości za nim. Miranda Hobbes jest w ciąży i zwalając na swój odmienny stan pierdzi otwarcie i publicznie. Nie wiem właściwie w czym problem, byłam w ciąży i jakoś nie miałam problemu z kontrolą pierdzeń. Nie spotkałam się też z żadną ciężarną kobietą, której sprawiałoby to aż taki kłopot. Jej drugim problemem jest, i tu pozwolę sobie zacytować samą Mirandę "I'm unfuckable". Biedactwo. No i pozostaje czwarta przyjaciółka, niejaka Charlotte York, która akurat się rozwodzi ze szkockim szlachcicem i burzy się niniejszym jej piękny wycięty z żurnala dom. Ona chce dziecko, on nie może, a może i nie chce. Zaczyna pracę w muzeum jako wolontariuszka. Możliwe, że pomoże jej to odnaleźć sens życia. A może zorganizowanie baby shower dla Mirandy da jej ukojenie?

Po raz pierwszy w życiu oglądam tę ikonę amerykańskich seriali, żeński elementarz wyzwolonej kobiety przełomu wieków  i...zastanawiam się co ze mną nie tak, skoro mnie ten film nic a nic nie kręci. Latami nakręcał miliony kobiet z całego świata. Styl życia bohaterek - pełen wolności myśli, słowa i seksualnego wyzwolenia. Piękne ciuchy, zakupy, buty, designerzy, fashion, fashionistki, sukienki, bluzeczki. Istota życia kobiety i jej sens ograniczona do zawartości garderoby obecnej i przyszłej. A jako dodatek boscy faceci i litry kolorowych drinów.
Jedyne co mogę powiedzieć o tym filmie, to, że jest znośny i głupawy.  Jego zabawność, podobnie jak w Przyjaciołach wynika właśnie z tej głupkowatości, a nie dobrze napisanych dialogów. Serial dobry na sobotni wieczór, kiedy mąż śpi (wykazując przy tym dużo większy rozsądek), a w TV nie ma nic ciekawszego. Taki do obejrzenia w akcie desperacji, kiedy towarzystwo zawiodło, książką przeczytana, a kanały w pakiecie UPC puszczają same powtórki, filmy akcji kat. Z i produkcje porno kat. minus Z. 

Nie podobali mi się Przyjaciele, nie spodobał mi się Sex w Wielkim Mieście - widać ten typ, znaczy się ja, tak ma.

Jest jednak jeden pożytek z obejrzenia go - widok Johna Corbetta obudził wspomnienia serialu z czasów licealnych, czyli Northern Exposure.
Ten był po prostu genialny - w doborze aktorów do ról, dialogów, sytuacji i całej akcji. Były tam przemyślenia, dowcip, trafne spostrzeżenia i świetna galeria ludzkich charakterów. O tak zdecydowanie - na kolejne wieczory podobne do dzisiejszego muszę zafundować sobie o wiele ambitniejszy seans!



Poniżej mały kolaż z seriali, które obejrzałam i kocham miłością namiętną i oddaną, szczególnie w czasie wakacyjnej laby, kiedy to chętnie do nich wracam.










4 komentarze:

  1. Czytam , czytam I czytam......... milo tu u Ciebie . Tak inaczej , tak domowo . A do tego jeszcze ta Norwegia . Napisz cos wiecej o swoich poczynaniach zwiazanych z wyjazdem . Moze bede mogla jakos pomoc , podpowiedziec .....sama nie wiem . Dziekuje za odwiedziny u mnie . Ale I ja tu u Ciebie zostaje . Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękować, dziękować Aniu :) i serdecznie zapraszam do rozgoszczenia się. U mnie tak zwyczajnie, ale czym chata bogata:) Właśnie wygooglowałam w której pięknej części Norwegii mieszkacie. Østlandet jak mniemam?

      Jeśli chodzi o wyjazd...znam norweski (trójmiejska skandynawistyka), bywałam w Norwegii na stypendiach, NOKUT uznał mi wykształcenie wyższe i mam ich błogosławieństwo na pracę w przedszkolach i podstawówkach. Najchętniej pracowałabym jako lektor, co robię tu w Polsce od kilkunastu lat. Niestety nie jest tak łatwo znaleźć pracę w tym zawodzie. Ostatnio zasugerowano mi szukanie pracy jako barnehageassistent i myślę, że w tym kierunku pójdę. Muszę tylko przerobić mój søknadsbrev. Może i nie mam dużego doświadczenia z przedszkolami, ale mam dużo chęci. Mój mąż jest informatykiem, ale takim bardziej od hardware niż software. Dlaczego Norwegia??? Chyba pisałam w jakimś poście - głównie dla spokoju i niespieszności życia. :) Każde sugestie przyjmę z miłą chęcią czy tutaj, czy na maila: orlandaorlanda@gmail.com

      Ha en god kveld.

      Usuń
  2. Ja też nie rozumiem co jest fantastycznego w Sex (...).
    Obejrzałam kiedyś kilka odcinków i czułam zażenowanie. Nie zażenowanie w sensie krępacji tym co widzę... tylko takie typowe zażenowanie wobec samej siebie, kiedy oglądam coś tak durnego.

    Podobne uczucia wzbudza we mnie polski serial "Pierwsza miłość", zdarza mi się jeść obiad przy stole z mamą kiedy ona ogląda powtórkę tego serialu (bo wieczorem musiała akurat oglądać inny)... i czuję coś w rodzaju zażenowania właśnie, myślę sobie: jak możesz na to patrzeć:- )

    OdpowiedzUsuń
  3. oj tam oj tam - czasami trzeba też dać sobie chwilę na odmóżdżenie w celach relaksacyjnych. Dopóty, dopóki nie robi się z tego typu seriali drogowskazu do własnego życia i ma świadomość ich miernej wartości jesteśmy rozgrzeszone :D

    OdpowiedzUsuń