czwartek, 12 września 2013

Jesiennie...

Wróciłam z cmentarza od dziewczynek. Niby jeszcze słońce świeci, niby jeszcze ciepło, ale w powietrzu już czuje się tę specjalną, jesienną wilgoć. Na grobach chryzantemy, astry i cynie. Wrzosy i wrzośce. Dziewczynki też dostały wrzosy - różowe i białe. Ładne. Kilka razy zmieniałam ustawienie kwiatów - białe do środka, a może zmieszać kolory, a może jednak różowe do środka. Latarenka z aniołkiem bliżej krzyża? A może u stóp. Zamiast kocyka i podusi białe kamyczki, zamiast zabawek, pamiątki z naszych wakacji - muszelka z Zakynthos, i kamienie z Mazur, Puszczy Kampinoskiej i teraz z Norwegii. To Filip był pomysłodawcą. Tylko tyle możemy zrobić. Ciągle o nich pamiętać i ciągle do nich wracać. Nienarodzone dziewczynki moje, Jadzia i Kalinka, tak bardzo upragnione i oczekiwane, dzieci, których nigdy nie dane mi było mieć. Dni narodzin te same co i odejścia.
http://sowa.website.pl/cpg/displayimage.php?pid
  
Na najdelikatniejszym i najczulszym

poziomie mojego jestestwa,
 jesteś ze mną.

Nadal patrzymy na siebie w wymiarze,
 którego wzrok już nie sięga.

Rozmawiamy i śmiejemy się razem tam, gdzie nie ma słów.

Nadal dotykamy się w wymiarze, 
który sięga poza dotyk.

Spędzamy wspólnie czas w miejscu, 
w którym stopi czas.

Nadal jesteśmy razem na poziomie zwanym miłością.

Ale płaczę w samotności za tobą w miejscu zwanym

rzeczywistością.

R. Lapinsky.

I wbrew temu, że serce boli wciąż, to dziękuję Bogu za to, że nie doświadczył mnie bardziej. Koło grobu dziewczynek mnóstwo innych. Tych które stały się domem dla niemowląt, kilkulatków, i nastolatków. Po chorobach, po wypadkach i po samobójstwach. Mnie oddarto tylko z wyobrażenia o dziewczynkach, nadziei o nich. Tamtym rodzicom zabrano dużo więcej - wspomnienia, zapachy, głos dzieci. Słowa, plany. Moja miłość i tęsknota za dziewczynkami pozostaje w sferze wyobrażeń, im wydarto serce, mi tylko zraniono. 

Zawsze staram się szukać sensu we wszystkim złym co mnie spotyka. Wierzyć gorąco, że nic nie dzieje się bez przypadku. Może właśnie dlatego dzieci jawią mi się teraz jako wspaniały cud i dar. Takie mądre choć wciąż pełne niewiedzy, próbujące zrozumieć świat dookoła i kompletnie nieświadomie czyniące ten świat lepszym. Odważne, ciekawe i zabawne.

Jestem szczęściarą. Dziękuję. 

Wracając wskoczyłam do Piotra i Pawła - dziś otwarcie. Kupiłam w końcu ketjap manis, zrobię łososia z przepisu Nadine. Jest też mleczko kokosowe na tajską herbatę - w sam raz na taką pogodę. Ludzi mnóstwo, promocje, obsługa miła i uśmiechnięta, lekko poddenerwowana czy wszystko zadziała, czy się sprawdzą. W kolejce do kasy mała obsuwa czasowa. Któryś z produktów nie został wprowadzony, potem aktualizacja systemu. Mijają sekundy. Przede mną starsza pani cierpliwie czeka na swoją gazetę, ja za nią równie spokojna. Nic mi się nie stanie jeśli chwilę poczekam. Świat przede mną nie ucieknie. Przy punkcie obsługi klienta gdzie się udaję, stoi młoda kobieta - ostra, wyrazista i mocna. Niestety także w przysłowiowej "gębie" - władcza, rozkazująca, wbijająca w ziemię dziewczynę stojącą po drugiej stronie lady. Dziewczyna dwoi się i troi, aby sprawę załatwić jak najszybciej. Klientka wyrzuca słowa jak z karabinu "Ja chcę, tak ma być, ileż można, co za obsługa, wy musicie, ja, ja, ja..." 
Kobieta odeszła, moja kolej. 

Bardzo, bardzo przepraszam, że musiała pani czekać - mówi zdenerwowana ekspedientka. 

Ależ proszę dać spokój. Nic się nie stało. Proszę się tym nie przejmować. To nie jest warte pani nerwów. Mam nadzieję, że reszta dnia będzie dla pani bardziej przyjemna. 

Ile znaczy minuta, pięć minut czy nawet dziesięć zmarnowanego czasu? Czy daje nam to prawo do chamstwa i prostactwa? Co przyniesie podniesiony głos i nieprzyjemne słowa - nadrobi te stracone kilka minut? Doda ważności i prestiżu? Sprawi, że ktoś poczuje się lepiej kosztem drugiego?   
Gdzie podziała się wyrozumiałość i empatia? 

Co myśli kierowca dodający gazu przed przejściem dla pieszych? A ten, który pędzi 80tką przez małą miejscowość? Czy mój sąsiad szybko wjeżdżający w naszą uliczkę, pozornie opustoszałą, ale kto wie, czy z ogrodu nie wyleci beztroski kilkulatek. 
Czy będą wcześniej, szybciej i prędzej? O jeden samochód do przodu, ale nie daj Boże o jedno życie do tyłu.


http://www.bokstavbutikken.no
Ciekawe czy w Polsce zdałyby egzamin takie oto drogowskazy, które widzieliśmy w Norwegii.
Ten jest elegancki, ale czasami była to po prostu dykta postawiona przy drodze. Eeeee, u nas nie zdałyby egzaminu. Bo u nas każdy się spieszy i nie ma czasu na byle pierdoły.





Niestety jesień przyszła - nasz kot neurotyk, znaczy się Heniek domaga się kuwety, bo na dworzu za zimno, tudzież za mokro.

2 komentarze:

  1. Nie dane mi bylo dac Tomaszowi dziecko . Staralismy sie latami , ale lekarze powiedzieli ze tylko in-vitro nam pozostalo . Ale ze jako juz nie te lata mamy wiec finansowac nas nie moga , ale zalatwia wszystko prawie darmo w Dani . Ale nie zdecydowalismy sie na to . Nie , nie zebysmy byli temu przeciwni . Po prostu zyjemy tak , jakby Bog mial dla nas jakis plan . I skoro w jego planach nie bylo dzieci to postanowilismy zostawic to tak jak jest . Nie uslyszelismy tupotu malych stop w naszym domu . Ale wnuki nam to wynagradzaja . Kocham dzieci I sa moim calym swiatem . Bez nich swiat bylby niczym . Moze to zbyt intymne co pisze , ale co mi tam taka juz jestem

    OdpowiedzUsuń
  2. To są już nas TAKIE dwie :) Ja myślę, że nam było dane mieć i Filipa i Wojtka. Tylko, żeby to się spełniło musiałam stracić coś, aby zyskać więcej. God natt!

    OdpowiedzUsuń