wtorek, 24 września 2013

Kiedy pogoda w niedzielę średnia jest, jedziemy do ...

...Pucka. A co ciekawego można robić w Pucku w wietrzno-pochmurno i z lekka deszczowy dzień? W taki dzień przecież wszystkie fajne rzeczy zmieniają się w niefajne. Tak przynajmniej może się wszystkim wydawać. My udowodniliśmy, choć pewnie tylko sobie, że nawet tak nieciekawe i opustoszałe miejsce jakim wydaje się być Puck, może stać się placem fajnych zabaw. Musi jednak spełnić kilka wymogów.

Po pierwsze: fontanna.
Przypominająca tę w Kościerzynie na rynku. Ta wczorajsza miała jednakże jedną wadę - lała zimną wodą w zimny dzień - chłopaki mogły sobie pozwolić na naprawdę krótkie szaleństwo. Ja w tym czasie rozglądałam się po ryneczku wiedząc, że nad intensywnością moczenia czuwa przecież Tomek.

Po drugie: kasztany.
Jesienną porą jak znalazł. Szukanie upadłych kasztanów w trawie, oczekiwanie na kolejne za każdym podmuchem wiatru, wydobywanie kasztanów z łupinek, że o chowaniu po kieszeniach nie wspomnę, okazało się być bardzo, ale to bardzo zajmujące dla pięciolatka i dwulatka. Ja kocham zbieranie kasztanów odkąd pamiętam. Kasztany są piękne, błyszczące, ciepło brązowe, a dotykanie ich jest naprawdę przyjemne. 


Po trzecie: meduzy.
Zatoka Pucka obfituje w meduzy. Pamiętam nasz wypad "za kawalera" do Rewy - po jednej stronie wody Zatoki, po drugiej Bałtyku. Po jednej multum meduz i ciepła woda, po drugiej przejrzyście czysta woda, za to zimna. Koniec końców kąpać nie dało się ani po jednej, ani po drugiej stronie. W Zatoce odstraszały mnie bowiem różowe meduzy, zwane mądrze chełbiami modrymi, choć wiem, że są zupełnie niewinne. W porównaniu z widzianymi przez nas w Norwegii kolosami (bełtwa festonowa????) wyglądają chyba nawet dużo ładniej. Ale znowu zbaczam z tematu. Czemu i dla kogo meduzy stały się atrakcją dnia? Morze wyrzucało jedną po drugiej na brzeg i mój Filip poczuł w sobie zew wybawiciela. Kijkiem odrzucał je do wody, krzycząc zapamiętale "A sio niegrzeczne. Do domu, do domu." Była to jednak walka z wiatrakami, więc po chwili zdenerwowany ogłosił koniec akcji, bo meduzy są głupie.



Po czwarte: buczynowy park, który okazał się być główną atrakcją dla mnie. Kocham drzewa, a te tutaj były piękne - majestatyczne i wciąż zielone, twardo nie dające się jesieni. 




 Po piąte: piknik. Świetny sposób na uniknięcie wydawania pieniędzy. Było trochę skromnie, bo tylko kanapki. Musiały jednak wzbudzić uznanie u Wojtka, bo obdarował mnie koniczyną. Każdy chyba jednak przyzna, że jedzenie na dworzu "doprawi" każdą potrawę.

 






Po szóste: Rzucewo, czyli wioska kaszubska w gminie Puck, którą omijano by szerokim łukiem, gdyby nie zamek zbudowany przez rodzinę von Below, obecnie zamieniony w Zamek Jana III Sobieskiego (hotel). Ciekawe co XIX-wieczny zamek ma wspólnego z królem żyjącym w XVII wieku?

I cóż więcej człowiekowi potrzebne jest do radosnego spaceru? Trochę piasku, trochę wody i drzew - sukces murowany. 

7 komentarzy:

  1. Ja bym tylko dopisala jeszcze ,, mala przerwa na kawe u mojej ukochanej przyjaciolki w Redzie ,, bo i tak przez nia jechaliscie. Pieknie to opisalas, poczulam sie jakbym tam byla. No a jak wspomnialas o Rewie to az sie rozmarzylam. Wiesz, tegoroczne wakacje spedzilismy praktycznie cale w Redzie . Nad pelne morze nie bylo szans pojechac za czesto bo przez te piekna pogode korki byly straszne. Wiec jezdzilismy a yo do Zychowa nad jezioro, a to w okolice Karuz , do Brodnicy , do Ostrzyc... gdzie sie dalo . No i pojechalismy do Rewy i zakochalam sie z powrotem. Nie bylam tam chyba z 6 , moze 7 lat i pamietalam ja z czasow jak mieszkalam w Redzie . Zapyziala wioska rybacka . A teraz hoho . jezdzilismy chyba codziennie przez tydzien . I wciaz milo ten czas przywolujemy z Tomkiem. Oj , ale sie rozmarzylam . Hoho udalo mi sie otworzyc komentarze :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostrzyce są cudne - kajaki, a potem na rybkę do Pieca Chlebowego. A powiedz czy w swoich wojażach po Kaszubach zahaczyliście o Łapalice? Ta wioska jest rzut beretem od wspomnianych przez Ciebie miejscowości. My właśnie tam urzędujemy dość często. Łapalice znane są z głównie z " niedokończonego zamku" - dla jednych to atrakcja, dla mnie koszmar szpecący piękny krajobraz. Niemniej jednak zamek jest jakąś tam ciekawostką. Ha en fin dag!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie , tam niegdy nie bylismy . Ale przy nastepnej wizycie zapewne zajedziemy tam . Tak to juz jest , ze jedni wola rybki a drudzy akwarium. Ja tez pod pewnym wzgledem jestem dziwna, nie lubie tlumow, krzykow,przepychanek, najchetniej mieszkalabym w srodku lasu. Wiec przez to czasami znajomi odbieraja mnie za dziwolaga bo mam czelnosc miec inne zdanie niz oni. Coz - samo zycie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W miejscu gdzie my urzędujemy ma się wrażenia bycia w środku lasu. Zamek i cała reszta jest za wielkim murem, poza nami. Coffee w Łapalicach z widokiem na leśną ścianę. :) Zapraszamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. A my Ciebie:) - mam nadzieję, że dzień w pracy minął spokojnie.
    God natt.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, dziękuję. Było bardzo miło i spokojnie a dzień był taki piękny :)

    OdpowiedzUsuń