czwartek, 26 września 2013

Nie lubię.

Nie lubię narzekać ani rozmawiać o finansach, ale czasami nie ma wyjścia. Szczególnie, kiedy w kwestii finansów nie wygląda różowo i serce ściska strach.
Zbliża się nowy rok szkolny i mój powrót do pracy. Zapowiada się mało optymistycznie. Do szkoły zgłosiło się dużo mniej chętnych niż w zeszłym roku i mam podejrzenia, że nie do końca winą są uszczuplone portfele uczniów, ale też i brak szacunku mojego szefostwa do klienta, lub innymi słowy zabiegania o niego. Klienta trzeba dopieścić, a nie widzieć tylko przez pryzmat wpłacanych pieniędzy. Dla mnie natomiast oznacza to mniej grup, mniej godzin, mniejszą pensję. Owszem więcej czasu, ale co mi po czasie, kiedy nie będzie z czego opłacić rachunków. Wojtek poszedł do przedszkola i za nic nie chcemy go stamtąd zabierać, aby ciąć wydatki. Dobrze się tam czuje i widać, że chodzi z przyjemnością. Oboje dobrze się tam czują i widać gołym okiem jakie korzyści niesie za sobą przedszkole.

Od kilku lat wynajmujemy mieszkanie. Są czasami problemy z najemcami, mimo to jest to pewien zastrzyk gotówki. Kiedy wynajęliśmy mieszkanie w 2008r opłata, którą pobieraliśmy była wyższa o 20% niż jest to teraz. Moja pensja, kiedyś rosnąca jak na drożdżach, z czasem stanęła na tym samym poziomie, a dwa lata temu została obniżona o 7%, bo według naszych szefów trzeba było ratować kondycję finansową firmy. Zrobili to więc kosztem pracowników. Duży spadek. Patrząc na rachunki do zapłacenia tendencja jest zgoła inna. Duży wzrost. To samo dotyczy cen. Podsumowując - pensje spadają, koszty życia wzrastają. Jakim więc cudem wciąż funkcjonujemy? 

Zeszły rok zakończyliśmy mimo wszystko pozytywnie - udało się nam zorganizować wakacje w Norwegii, mały remont w pokojach dziecięcy, kilka przyjemności., mniejszych lub większych. Było relatywnie spokojnie i bezpiecznie. Nowy, właśnie się zaczynający, krzyczy ze strachu czy podołamy. Poza opłatami domowymi i przedszkolem, są jeszcze kredyty do spłacenia. Jedzenie, ubranie, leki - wszyscy wiedzą ile kosztują, a są rzeczami niezbędnymi. Już od dawna przestałam chodzić co miesiąc do kosmetyczki i fryzjera (długie włosy ułatwiają sprawę), czy spontanicznie skoczyć na zakupy po kolejny zbędny ciuch, buty czy kosmetyk. Nigdy zakupy mnie specjalnie nie nęciły, ale kiedy już weszłam do jakiegoś sklepu, to miło było wyjść z niego z jakąś fajną rzeczą, niekoniecznie dla siebie, czy niekoniecznie potrzebną. Co jakiś czas wypad do restauracji, kina, w zależności od nastroju. Poza przyjemnością dawało to też poczucie bezpieczeństwa, że wciąż zarabiamy na tyle dużo i że wciąż nas stać. A tu wygląda, że przyjdzie ograniczyć nam życie do spraw całkowicie niezbędnych. Pytanie, czy to co zarobimy wystarczy nam nawet na podstawowe życie? I jak wpłynie na nas przejście z dużego, fajnego auta na małe i z wieloma wadami? To oczywiście przenośnia - nie zamierzamy sprzedać passata! Wiem, że miliony Polaków są w dużo gorszej sytuacji więc powinnam zamknąć buzię i dalej sprzątać. Odkąd dowiedziałam się, że pensja będzie mniejsza targają mną nerwy i za nic nie mogę się zabrać. Bałagan spiętrzył się masakrycznie.

Najnormalniej w świecie się boję. Tomek pociesza, że damy radę. Wiem, że damy radę. Zawsze dajemy sobie radę. To tylko strach przed nowym, nieznanym i niekoniecznie przyjemnym. Po prostu muszę dać sobie czas na oswojenie sytuacji i życia z kalkulatorem w dłoni, a wężem w kieszeni. 

Od 19 października zaczynam uczyć na studiach zaocznych - zawsze coś, choć dwie soboty w miesiącu nie będą już wolne. A tak zarzekałam się, że weekendy są święte i tylko dla rodziny. Mam nadzieję, że znajdzie się z jeden, może dwóch prywatnych uczniów dla podreperowania domowego budżetu. Już porozsyłałam wici między znajomych.

Z drugiej strony próbuję spojrzeć na całą tę sytuację z innej strony. Kolejny krok do rozstanie się z tą firmą. Mam 9 miesięcy na znalezienie innej pracy. Dlaczego 9? Bo m.in dla ratowania budżetu poprosiłam o podzielenie mojej pensji nie na 12 miesięcy, ale na 9 (tyle miesięcy pracuję, 3 to cudowne wakacje, do tej pory płatne). Jeśli sytuacja się nie zmieni, w czerwcu przyszłego roku rozpocznę wspaniałe wakacje, ale nie będą one już płatne. Co zdecydowanie pomniejsza ich wspaniałość. Istnieje jednak szansa, że w przeciągu 9 miesięcy zmienię pracę w Polsce, lub co byłoby lepsze zmienię nie tylko pracę, ale i kraj. 


A z innej beczki - What does the fox say? Piosenka odkryta dzięki czytanym przeze mnie blogom, żałuję tylko, że śpiewana po angielsku. Może powstanie jej norweska wersja? 
Śpiewający w niej panowie są doprawdy miłym obiektem do oglądania. Jeśli ktoś powie, że Norwegowie nie są przystojni, proszę zerknąć na braci Bårda i Vegarda (no troszkę może zbyt chłopięcy jak na mój gust). Albo na aktora grającego detektywa z Bergen, Verga Veuma (Trond Espen Seim).



10 komentarzy:

  1. Doskonale rozumiem Twoje rozterki - i rozumiem, skąd takie przemyślenia.
    Czasem patrzę na wszystko tak: myślę sobie o tych, którzy mają znacznie gorzej ode mnie. Na przykład szwagier i jego ukochana. Ona bez szkoły, bez pracy, bez wsparcia rodziców, z kilkumiesięcznym dzieckiem... i z drugim w drodze. On - zarabia tyle, że ledwo wiążą koniec z końcem teraz, a co dopiero kiedy w grudniu pojawi się drugie dziecko... z tego samego rocznika, bo jak tylko urodził się Młody na początku roku, to zrobili sobie drugiego.

    Ale... nie można się przecież ciągle porównywać do tych, którzy mają gorzej/są słabsi. Inaczej: trzeba mierzyć wyżej, celować wyżej. Bo co to za sposób na życie, liczyć byleby starczyło na chleb i margarynę na co dzień. To nie dla mnie - dla Ciebie na pewno też.

    Nie będę się rozpisywać bardzo, bo mogłabym tu stworzyć komentarz dłuższy niż Twój post.
    Ale... wiesz, też myślę o zmianie kraju. Choć na dobrą sprawę nie zaczęłam jeszcze kariery zawodowej - bo z zawodu jestem od niedawna inżynierem budownictwa, a od października będę kontynuować studia na poziomie magisterskim. W branży doświadczenie mam marne, a na co dzień pracuję przy czymś zupełnie innym - jestem copywriterem.

    Można by mówić: jak nabiorę doświadczenia, to łatwiej znajdę później pracę za granicą.
    Ale nie ma co odkładać decyzji o zmianach na lepsze na później.
    Bo "później" może nie nadejść, może się nigdy nie pojawić.

    Mam nadzieję, że nie jesteś tak niezdecydowana jak ja. Wręcz - jestem przekonana, że jesteś silną i mądrą kobietą. Nie trudno to wywnioskować po przejrzeniu nawet kilku Twoich postów.
    Nie bój się zmian - niekoniecznie od razu pakuj manatki i wyjeżdżaj do Norwegii...
    Ale planuj zmiany i realizuj je, bo bez nich skiśniesz jak reszta obywateli Rzeczpospolitej.

    Jeśli jednak nie chcesz jej opuszczać - to redukuj wydatki, ale myśl o przyszłości. O tym, jak zrobić, żeby kiedyś już nie musieć pisać takich postów.

    Nie bierz moich słów za pouczenie oczywiście:- ) nie mam prawa ani kompetencji aby Cię pouczać i też nie chcę tego robić. Wiedz tylko, że są ludzie którzy zgadzają się z Twoim trybem myślenia. Masz rację. Działaj. Idź do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, Ty jak już coś napiszesz to długo i konkretnie, hehhehe
      Właściwie to nic dodać nic ująć. Myślę o tym co napisałaś odnośnie własnych planów na najbliższe lata, czyli studia mgr. Masz przed sobą 2 lata - wpisałaś w nie naukę języka (dodatkowego, lub szlifowanie już znanego?), wyjazd (nawet krótki) na zagraniczne stypendium? Jakiś staż, może wolontariat? A może masz już kilka dobrych punktów do wrzucenia w CV. I nie ma co pisać. Jako studentka brałam udział w the Civic Education Project, gdzie odkrywałam uroki społeczeństwa obywatelskiego, a potem próbowałam jakoś krzewić te idee na moim małym osiedlu. Angażowałam się, pisałam, brałam udział w konferencjach, a potem siły i entuzjazm uciekły jak powietrze z pękniętego balonika w zetknięciu z rzeczywistością. Jedyne co mi pozostało to przeświadczenie, że zmiany mogę przeprowadzić tylko i wyłącznie na własnym podwórku i liczyć, że może postawa moja i mojej rodziny zainspiruje innych. Może nie zrewolucjonizowałam świata (a wydawało mi się, że to zrobię, hehehe), ale może udało mi się stworzyć ochronny mur przed skiśnięciem, o którym piszesz. I nawet jeśli nachodzą mnie gorsze myśli, to nie dam się, ani ja, ani moja rodzina. Na moim profilu w couchsurfing moim mottem jest "to have a happy life" i takie zamierzam mieć.

      Usuń
  2. Nie bede sie Ewelinko rozpisywac . Zasyp ich swoimi CV . Bierz co Ci sie sensownego na poczatek trafi , potem zmienisz miejsce i prace - wiesz ze to mozliwe . I wal do przodu . Poki masz na to sile i odwage , bo wiesz , ze Norwegia nie jest latwym krajem ( ha, i kto to mowi ??? ) . Jak beda Cie wiolac na rozmowe kwalifikacyjna - przyjezdzaj bez mrugniecia oka. Nie martw sie transportem, jakos zorganizujemy pomoc . Samoloty tanie - to chociaz tyle dobrego . Trzymam kciuki i nie poddawaj sie !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki wielkie za słowa otuchy i dopingu. Wiem, że Norwegia, pomimo mojego zachwytu nie należy do najłatwiejszych. Zastanawiam się jednakże czy mamy tę samą "niełatwość" na myśli?

      Usuń
  3. Ach zapomnialabym YLVIS ..............- niech mi ktos da dobry mlotek zebym to soebie z glowy wybic mogla !!!!!! Graja juz na wszystkich stacjach !!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już przerobiłam Twoje dylematy. Własnie się pakuję. Norwegia czeka.

    P.S. Dobrze, że wybrałaś inny szablon bloga. Nareszcie wszystko mi się otwiera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, a to nowina! Gratuluję! Pamiętam Twoje wpisy o chęci wyjazdu z innego blogu (Eve w Norwegii), zanim się jeszcze "poznałyśmy". A tu wyjazd tuż, tuż! Podziwiam i powodzenia życzę!

      Usuń
    2. Przeraża mnie, jak wiele ludzi wokół mnie ma podobne do Twoich problemy. Nie są to ludzie bezrobotni, na zasiłkach z Opieki Społecznej, tylko normalnie pracujące pary, po studiach, na niezłych wydawałoby się posadach, posiadający już jakiś dorobek życiowy. I okazuje się, że z miesiąca na miesiąc zaczyna brakować na podstawowe potrzeby. To nie jest normalne, że dwoje pracujących, zdrowych ludzi, mający dodatkowy dochód z wynajmu mieszkania, z dwojgiem dzieci musi martwić się o zapłacenie rachunków. A propos kosztów utrzymania, jakiś czas temu mignęła mi informacja, że inflacja w Polsce w pierwszym kwartale tego roku w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym wyniosła 3% (słownie: trzy procent).
      Na podstawie kilkudziesięciu produktów, które kupuję (dokładnie te same marki, w tych samych sklepach,aptekach, stacjach benzynowych itp.) na przestrzeni powiedzmy 3 lat śmiem twierdzić, że inflacja wynosi kilkadziesiąt procent. Wiem, jak się oblicza inflację. Zdaje sobie sprawę, że aby ogłosić 3% inflację do tzw. koszyka dóbr dobrano takie produkty i usługi, aby cyferki wypadły odpowiednio. Wiele razy słuchając wiadomości ekonomicznych mam wrażenie, że ja żyję na planecie Ziemia, a dziennikarze i politycy i eksperci od ekonomii, operujący takimi faktami zupełnie gdzie indziej. Gdzie? Nie wiem. Ale liczę, że kiedyś im się wymsknie nazwa tej szczęśliwej krainy i będę mogła też tam się niezwłocznie udać.
      Pozdrawiam serdecznie Ewelinko :)

      Usuń
  5. oj koloryzować to oni potrafią....wystarczy spojrzeć na średnią krajową - ponad 3800 brutto? Kto tyle zarabia? Bo na pewno nie przeciętny obywatel Polski.

    Różo - czy dobrze kojarzę? 30.09 to wielki dzień wyjazdu? czytałam jeden z postów na Twoim blogu, w którym wspominałaś właśnie ten dzień. Powodzenia, z całego serca tego Wam życzę. Lykke til. Chciałabym się spytać jak to się wam udało, ale myślę, że każdy musi znaleźć swoją własną drogę:)
    Dobrej nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mniej więcej. Jak się udało? Nic samo się nie stało. Zapewne mnie czytasz i ten wzór można zastosować do wielu dziedzin życia. http://dojrzalejestpyszne.blogspot.com/2013/09/chec-decyzja-konsekwencja-skutecznosc.html.
      Jestem na etapie konsekwencji. Jak będę za znakiem równa się - opiszę to:)
      Pozdrawiam :)

      Usuń