piątek, 20 września 2013

Kolejna historia o Trollu, z Ewelinką w roli głównej.

Gdzieś tam jest mój Troll z muchomorami na nosie. A rysować nie potrafię.
Wczoraj dostałam nowe zamówienie od Filipa na historię z bardzo dokładnymi wytycznymi o czym miałaby ona być. Po pierwsze - o tym, jak mama była mała. Po drugie - o tym, jak zgubiła się w lesie.



I tak oto powstała historia z cyklu "Kiedy mama była mała" pod tytułem:

"Jak mama zgubiła się w lesie i o tym kogo tam spotkała."

Był piękny sobotni poranek. Słonce świeciło, wiał lekki wiaterek, było przyjemnie ciepło. Mała Ewelinka obudziła się i od razu chciała oglądać bajki w telewizji. Ale mama kiwnęła głową, że nie.

- Ewelinko, dzisiaj jedziemy na wycieczkę do lasu. Wstawaj raz dwa! Za godzinę odjeżdża nasz pociąg.

- Ble, ale nuda - pomyślała Ewelinka. Pomysł bardzo, ale to bardzo się jej nie podobał.

Mama przygotowała kanapki, ciasto, kompot w termosie, a tata spakował koc i kilka potrzebnych ubrań. Plecak był gotowy, mama i tata też. Tylko Ewelinka jak tylko mogła spowalniała wyjście licząc, że nie zdążą na pociąg.

- Ej guzdrałko mała, szybciej. Czekamy już tylko na ciebie! - krzyknął wesoło tata - Chcesz zabrać jakieś zabawki? Piłkę? Może Funia pojedzie z nami? 

Ewelinka pokręciła przeczącą głową.

Nic nie chcę i tak będzie nudno. - odrzekła nadąsana. 

Przez chwilę myślała, żeby wziąć Funię, ale po co i ona ma się nudzić w tym okropnym lesie. Funia była ukochaną przytulanką, kupioną na wakacjach w Grybowie. Pojechały tam we trzy: ona, mama Zosia i babcia Jadzia. 

Ale w lesie jest niebezpiecznie i można się zgubić - próbowała zniechęcić do wycieczki rodziców, ale ci tylko się roześmiali i kazali się jej pospieszyć.

Na dworzec dotarli w prawie ostatniej chwili. Pociąg nadjeżdżał, kiedy wskakiwali na ostatni schodek peronu. Podróż pociągiem była nawet fajna. Ale tylko trochę. Jacyś ludzie grali i śpiewali. Mama wyjaśniła, że są to harcerze. Pewnie jechali na biwak. A po drugiej stronie siedział bardzo chudy i bardzo wysoki chłopak.  Ewelince wydawał się bardzo dziwny i może trochę nawet straszny. W każdym uchu miał kolczyki. W jednym to nawet miał kłódkę, taką jaką dziadek Ludwik zamyka altankę na działce!!! Na palcach miał dwa pierścionki - jeden z głową węża, a drugi z trupią czaszką. Był ubrany cały na czarno. Kiedy zobaczył, że Ewelinka się mu przygląda, zaczął robić dziwaczne miny. Potem przyszedł konduktor, sprawdził bilety. Temu dziwnemu chłopakowi wlepił mandat, bo nie miał biletu.

W końcu cała trójka wysiadła na przystanku w samym środku lasu. Zeszli w dół ścieżką i zaczęli iść w głąb lasu. Ewelinkę ogarniała coraz większa złość. Kopała kamienie, rwała gałęzie i liście. Pluła i tupała. Myślę, że gdyby miała pod ręką Funię, to z tej złości, mogłaby jej nawet powyrywać uszy. W końcu podniosła wielki kij i zaczęła nim uderzać we wszystko, co spotkała na swojej drodze. Była tak zła, że nie zauważyła jak skręciła w leśną ścieżkę, podczas gdy rodzice poszli dalej prosto. Kiedy spostrzegła, że jest sama poczuła się dziwnie. 

Mamo! Tato! - zawołała. Cisza. Po chwili zawołała jeszcze głośniej - Tatooooo! Mamooooo! Mamooooo! Tatooooo!

Cisza. Ewelinka wołała jeszcze kilka razy, ale poza bzyczeniem owadów, śpiewem ptaków i szumem wiatru w liściach, Ewelinka nie słyszała żadnych głosów. Dziewczynka zaczęła się bać, była taka sama, samiuteńka w obcym lesie i zupełnie, ale to zupełnie nie wiedziała co ma zrobić.  Usiadła na kamieniu i zaczęła rozmyślać. Postanowiła, że będzie płakać. Już łzy zaczęły się zbierać w jej oczach, kiedy zauważyła dwa muchomory. Niby nic dziwnego, w końcu muchomory rosną w lesie. Tylko, że te dwa muchomory rosły na krzaku. Ewelinka podeszła bliżej i ku swemu zdziwieniu zobaczyła, że muchomory się ruszają, a właściwie to rusza się ogromny nochal, na którym rosły. 

Ewelinka była przestraszona, a kiedy zobaczyła, że z krzaka gramoli się jakaś wielka postać, była przerażona od stóp, aż po czubek głowy. CO TO JEST???? POTWÓR!!!! - krzyknęła. 
Była tak przestraszona, że nie mogła się ruszyć. 

Stwór, który przed nią stanął był wielki, większy od taty, wyższy nawet od tego wysokiego, dziwnego chłopaka z pociągu. Miał wielkie ręce, zmierzwione i skołtunione włosy. Na wielkich stopach miał wielkie buciska, stare i dziurawe. Ubranie też było stare i dziurawe. Był to najbrzydszy stwór którego kiedykolwiek widziała Ewelinka. Właściwie był to jedyny stwór, którego widziała Ewelinka w swoim życiu, ale i tak wiedziała, że był on najbrzydszy. I tak stali na przeciwko siebie, Ewelinka i Wielkostwór, bo tak go w myślach nazwała. 

- Witaj - odezwał się Wielkostwór, dziwnie przyjemnym głosem. - Czemu tak się wydzierasz? I jak się nazywasz? 

Ewelinka wiedziała, że z obcymi nie powinna rozmawiać, więc milczała, intensywnie się mu przyglądając.

- Nie słyszysz co do ciebie mówię? A może straciłaś głos po tych krzykach? - zaniepokoił się Wielkostwór. - To ja będę mówił. Nazywam się Troll-z-Muchomorami-na-nosie, ale wszyscy mówią do mnie po prostu Troll. Przyjechałem tu na wycieczkę, z bardzo, bardzo  daleka. Z lasu w Norwegii. Tam jest mój dom.

Ewelinka słuchała i patrzyła na Trolla.  Już nie wydawał się jej taki straszny - miał naprawdę miły głos, śmiejące się niebieskie oczy, a we włosach miał ptasie gniazdo. No i te dwa śliczne muchomory na nosie!   

- Właściwie to on nie jest taki STRASZNY! Właściwie to on jest całkiem MIŁY! - pomyślała Ewelinka i postanowiła się do niego odezwać. 

- Mam na imię Ewelinka. Też przyjechałam tu na wycieczkę. Z rodzicami. Niestety zgubiłam się i nie wiem gdzie oni są. I jest mi bardzo smutno. Od rana była dla nich niemiła. 

- A czemu to? Czy coś się stało, że byłaś niemiła? Może oni byli niemili dla ciebie?

- Tak, kazali mi jechać z nim na tę głupią wycieczkę do tego głupiego lasu. A ja chciałam oglądać telewizję. 

Mówiąc to Ewelinka czuła się trochę głupio, bo tak naprawdę to rodzice byli dla niej mili od samego rana. Ale, ale...skoro kazali jej jechać do lasu to byli niemili. Tak, byli niemili i niesprawiedliwi. Ona miała inne plany! 

Troll nie wiedział co to telewizja, ale wiedział, że las to wspaniałe miejsce i że cudnie jest po nim spacerować w tak ciepły dzień. Postanowił, że spróbuje przekonać Ewelinkę do lasu i jego mieszkańców. Przede wszystkim postanowił pomóc jej odnaleźć rodziców. Zagwizdał jeden raz, potem drugi raz. A po chwili jeszcze trzeci raz. Ze wszystkich stron zaczęła nadbiegać zwierzęta, owady i ptaki. Pojawiła się rodzina lisów, zająców, kuny, nawet stary borsuk wyszedł ze swojej kryjówki. W koronach drzew zaroiło się od ptaków i wiewiórek. Na koniec na polanę wkroczył dostojny jeleń ze swoją liczną sarnią rodziną. 

- Kochani, to jest Ewelinka. Przyjechała tutaj na spacer z rodzicami, ale niestety zgubiła się i bardzo chciałaby odnaleźć swoją mamę i swojego tatę. 

Dziewczynka spojrzała na Trolla z wdzięcznością, że nie powiedział zwierzętom o jej niegrzecznym zachowaniu. Troll spojrzał na Ewelinkę i puścił do niej porozumiewawczo oko. Kiedyś sam przecież był  niefajnym trollem i dopiero dobroć Babci Brzozy pomogła mu odkryć się na nowo.

Zwierzęta od razu przystąpiły do poszukiwań. Wiedziały, że ktoś znajdujący się na terenie lasu, jest w potrzebie. Zwierzęta nie dbały czy ktoś miał 2 nogi, 4 kopyta, miał ogon czy dziób, czy skakał, czy latał, żywił się korzonkami czy kornikami. Solidarność zwierząt z lasu nakazywała wzajemną pomoc, a Ewelinka wchodząc do lasu stała się jego częścią. 

Zwierzęta podzieliły się na cztery grupy - te co skaczą, te co pełzają, te co latają i w końcu te co biegają. Skaczące ruszyły na prawo. Pełzające na lewo. Latające poszybowało prosto, a biegające pobiegły do tyłu. Troll i Ewelinka zostali na polanie. 

A My? Co my będziemy teraz robić? Ja też chcę biec i szukać rodziców.

A nie jesteś za bardzo zmęczona? Nie jesteś głodna? Może spragniona? 

Jestem i zmęczona i głodna i spragniona. - odpowiedziała dziewczynka żałośnie. 

Zaraz temu zaradzimy. - rzekł z uśmiechem Troll i zabrał się do roboty.


Z plecaka wyciągnął wielką kraciastą chusteczkę do nosa.Właściwie chustę, taka była olbrzymia. Właściwie to była ona tak wielka, że spokojnie mogłaby służyć za obrus. Troll rozłożył ją na trawie (chustka była wyprana i wyprasowana!), po czym zabrał się do szykowania jedzenia. Szast, prast i nazbierał garść jagód, oraz leśnych malin. Szast, prast i nabrał kropli rosy do kubeczka zrobionego z liści klonu. Rosę zaś doprawił do smaku nektarem z wrzosów. Ewelinka zjadła wszystko ze smakiem i ziewnęła przeciągle. Już chciała położyć się, kiedy na polanę wbiegła sarnia rodzina z jeleniem na czele.  

Znaleźliśmy ich! - pisnęły rozradowane sarniątka. 

Wskakuj na mój grzbiet, chwyć się mojej grzywy i jazda. - rzekł jeleń. 

Po chwili wszyscy pędzili przez chaszcze i zarośla. Potoczki i strumyczki. Wzgórki i doliny. Ewelinka chciała krzyczeć i piszczeć z zachwytu, ale pęd i wiatr jej to utrudniały. Trzymała się więc grzywy, wtulając ręce i twarz w ciepłą sierść zwierzęcia. Wiedziała, że jest bezpieczna i wiedziała, że las to cudowne miejsce. Nagle zatrzymali się. Stanęli za wielkim dębem. 

Spójrz w tamtą stronę. Tam stoją twoi rodzice. Bardzo się o ciebie niepokoją. Leć do nich. 

Dziewczynka uściskała zwierzęta. 
- Dziękuję, dziękuję wam z całego serca. Gdyby nie wasza pomoc, cały czas byłabym taka smutna i zła i cała nieszczęśliwa. Podziękujcie też inny zwierzętom, tym co pełzają i skaczą i latają. Byliście dla mnie naprawdę wspaniali. 

Tego ostatniego zdania sarny już nie usłyszały, gdyż popędziły w siną dal. 

- Ale ty Trollu chodź ze mną. Przedstawię cię moim rodzicom. Na pewno się ucieszą i chętnie cię poznają. 

Troll pokręcił przecząco głową - Nie. Nie poznają mnie. Dorośli nie wierzą w istoty takie jak ja. Nie zobaczą mnie, choćbym stanął prosto przed ich oczyma i pociągnął za nos. Lepiej będzie jak do nich teraz pójdziesz. Bardzo, ale to bardzo się o ciebie niepokoją. 

Ewelinka uścisnęła ogromnego Trolla i szepnęła - Dziękuję za wszystko. Nigdy o tobie nie zapomnę. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu. 

Troll uśmiechnął się, posłał jej buziaka i po prostu znikł. Rodzice zauważyli Ewelinkę i szczęściu nie było końca. Mama tuliła córeczkę, a tata podskakiwał z radości.

Już nigdy nie pójdziemy do lasu. To był głupi pomysł - powiedziała mama - W lesie jest niebezpiecznie, można się zgubić. Miałaś rację kochanie. Od dzisiaj będziemy cię uważniej słuchać. 

Ewelinka spojrzała na nich poważnie i powiedziała - Tak, zgadzam się. Dzieci trzeba słuchać, bo mają czasami ważne rzeczy do powiedzenia. Ale nie zgadzam się z lasem. To nie wina lasu, że się zgubiłam. Stało się tak przez moją nieuwagę. A las jest piękny, wspaniały i bardzo przyjazny, trzeba tylko wiedzieć jak się w nim zachować. 

Rodzice spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się. Cóż za zmiana w córce! I rzeczywiście od tamtej pory Ewelinka pokochała las z całego serca.

Jeśli chodzi o Trolla to Ewelinka nie dotrzymała obietnicy i niestety z upływem czasu zapomniała o nim. Przypomniała sobie o nim dopiero po wielu, wielu latach, kiedy była już bardzo, bardzo duża. Właściwie to przypomniał jej o Trollu jej synek Filipek, który pewnego wrześniowego wieczora zażyczył sobie opowieść o tym jak jego mama, będąc małą dziewczynką, zgubiła się w lesie...




 
 


 






Chcą


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz