czwartek, 5 września 2013

Preludium do boskiego nektaru czyli...

...czyli cała prawda o baby spinach.
Kilka dni temu szukałam gotowych przepisów na zdrowe śniadania i trafiłam na przejrzysty, pełen przestrzeni i fajnych pomysłów blog 

Tam właśnie rzuciła mi się w oczy buteleczka i szklaneczka z zieloną, gęstą cieczą. Zieleń soczysta, pełna energii i wigoru. Zieleń, którą lubię. Zieleń pierwszych wiosennych liści, zieleń przecząca kolorom zbliżającej się jesieni  - choć też niezaprzeczalnie pięknych. Bazą do tego napitku okazał się...szpinak. Owszem lubię, lubię - na przykład z sosem śmietankowym i czosnkiem. Szpinak do picia wzbudził sprzeciw mojego żołądka i kubków smakowych. Kolejne składniki napawają jednak nadzieją, że smak będzie więcej niż dobry: imbir, świeży ogórek, jabłko, miód, kusi coraz bardziej. Mięta i limonka nie pozostawia wątpliwości, wchodzę w TO! Pijam codziennie odkąd poznałam, kocham całym moim spragnionym żołądkiem. W zależności od zasobności lodówki dorzucam a to gruszeczkę, a to kilka śliwek, a to brzoskwinkę.  Bananek też pasuje do towarzystwa idealnie. Okraszone kostkami lodu. Niestety nie mam kruszarki do lodu, więc są te wielkie, prosto z zamrażarki. Napój bogów czyli green smoothie jeśli chcemy być bardziej ą ę lub po prostu swojski zielony koktajl w wersji bomby witaminowej. 

Dzisiaj pojechałam odwiedzić bliską memu sercu koleżankę G. i z racji iż wprowadziła się wraz z rodziną do nowego domu z pustym wciąż ogrodem, kupiłam jej 10 wrzosów, co było dość oczywistym wyborem o tej porze roku. Natomiast do domu, który jak można się domyślić mają urządzony od A do Z,  zakupiłam wszystkie składniki do zielonego koktajlu - zamiast gruszek, bo nie wyglądały soczyście, wzięłam kiwi. G. zadowolona, ja zadowolona, koktajl zrobiony i wypity w pięknych wysmukłych szklankach. Wszyscy zadowoleni, alleluja! 



Z racji zwiększenia ilości wolnego czasu - Filip i Wojtek od 8 do 15 spędzają czas sielsko-anielsko w przedszkolu, więc ja, ich matka jedyna i najlepsza mam dużo czasu. Spędzam go mniej lub bardziej produktywnie.  M.in. oglądam-podglądam blogi innych kobiet. Czy jest to produktywne czy nie, to już kwestia interpretacji. W każdym razie serce rośnie, że na świecie jest TYLE fajnych ludzi, mądrych, kreatywnych i nie bojących się żyć życiem swoim.  Lubię się zachwycać innymi, lubię widzieć wkoło ludzi nadających swemu życiu znaczenie. Ludzi od których mogę się czegoś nauczyć. Niemniej jednak muszę wprowadzić cenzurę czasową na buszowanie w blogowej dżungli bo czuję, że mogłabym spędzać tam całe dnie i noce pełna zachwytu nad innymi ludźmi. Wyselekcjonowałam kilka i z miłą chęcią będę delektowała się ich urokiem. Niestety czuję już, że nadchodzi mrok końca wakacji i powrotu do pracy więc nie będzie już tak koselig jak mawiają Norwegowie. Jeszcze trzy tygodnie + kilka dni i wpadnę w kierat tego co lubię robić, ale i tego co zabiera mi tak cenne chwile bycia z chłopakami. Tomek mówi ostatnio 'uśmiechnij się', nawet nie wiem, że przestałam. Niby wciąż dużo czasu, ale chyba gdzieś już podświadomie, na poziomie komórkowym zaczynam się spinać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz