sobota, 14 września 2013

Weekend bez dzieci

Wygląda na to, że będziemy we dwoje. Ja i Tomek. Już wczoraj Filip został wyekspediowany do dziadków na Zaspę. Wieczorem cisza błoga, zero kłótni między małoletnimi. Około 19tej Wojtek zapakowany do łóżka, tradycyjnie czytam dwa razy jedną i tę samą książeczkę. Potem kołysanka, blondas zasypia przy ostatnich taktach  Dorotki. A my oddajemy się lenistwu - znaczy się Tomek ogląda film dzieciństwa Transformers: Zemsta Upadłych, a ja kończę wpis na bloga. Te ostatnie chwile w Norwegii ciągną się i ciągną. Kristiansand będzie w 3ciej odsłonie dopiero. Aż w końcu zasypiamy wtuleni, zbyt zmęczeni na cokolwiek więcej.


Dzisiaj ma być nawet lepiej, bo i młodszy chyba pojedzie na noc do dziadków. Zgłupiejemy z tym wolnym czasem. Pierwotny plan był pójść do kina, ale nie ma za bardzo na co. Może Paranoja, a może Jobs. W tym pierwszym grają Gary Oldman i Harrison Ford, w drugim Ashton Kutcher, średnio lubię, ale film podobno fajny. Drugi plan, porzucić dzieci pod skrzydłami dziadków i plażą iść, aż padniemy ze zmęczenia. Tylko my dwoje - ja i Tomek. Don't stress out mate! - na miejscu podejmiemy decyzję.

06 października wybije nam 12 rocznica ślubu - plan prosty, kupujemy jakiś grupon i jedziemy we dwoje na weekend. Już chyba nawet wybrałam miejsce - Samotnia nad Wdą w Borach Tucholskich. Spanie do późna, zrelaksowane igraszki i tylko my dwoje. Przytulania, całusy, błogostan w duecie.
Więc cholerka muszę odpędzić natychmiast tę myśl, że chłopakom też by się tam podobało. Czytam o atrakcjach i już czuję, że kręciłoby ich, oj kręciłoby. Stop, basta. 

TO MA BYĆ NASZ WEEKEND! NASZA ROCZNICA!

 ---------15.09.2013. ---------

Weekend dobiega końca, chłopaki już śpią. Jak dom szybko przycicha bez dzieci i jak szybko potrafi na nowo rozkrzyczeć się dziecięcą radością. Zanim latorośle przyjechały, wybraliśmy się do naszego lasu na rowery. Wróciliśmy z koszem grzybów - jeździmy daleko w lasy wdzydzkie, a tu mamy pod nosem nasze piękne lasy oliwskie. 

Ale od początku. 
Zanim odwieźliśmy Wojtka na Zaspę, zdążył mi naprawić szufladę w witrynce. Wojtek, kiedy tylko ma szansę na jakąś manualną pracę, pędzi na łeb na szyję. Śrubokręt, młotek czy inne narzędzia wprawiają go w stan niemal ekstatyczny. Pod warunkiem oczywiście, że są one prawdziwe, wszelki zabawkowy chłam Wojtek traktuje z pogardą. 

W końcu Wojtek dołączył do Filipa, a po kawie dziadkowie żegnali nas z lekka mieszanymi odczuciami. To znaczy babcia wydawała się być dzielna, jednakże świadoma ewentualnych zagrożeń nocowania dwóch charakternych wnuków w domu, podczas gdy dziadek chichrał jak dziecko z radości. A nasze wszelkie obawy zniknęły, kiedy tylko weszliśmy na plażę.
Morza szum, mew śpiew i lekko zamglone widoki. Ludzi całkiem sporo, a na morzu ruch. 

Nie mając samochodu mogliśmy wejść do naszej ulubionej knajpki Kliper http://www.klipper.pl/# i bez wyrzutów sumienia wypić grzańca. Oj, oj skoro zamiast zimnego piwa z malinowym sokiem, wybieramy ciepłem parujący grzaniec, oznacza to, że jesień stawia coraz większe kroki, zbliżając się nieuchronnie. 
Jazda tramwajem, spacer Oliwą, jazda autobusem do domu - kiedy człowiek przemieszcza się wszędzie samochodem w wielkim pośpiechu, mała odskocznia od rutyny jawi się niczym przygoda. A i Oliwa wydaje się jakaś inna...



 
 
Niedzielny poranek był nieopisanie inny od standardowej niedzieli - nikt nie skakał nam po łóżku, nikt nie wpychał się między nas, nawet kot zachował się przyzwoicie i spał w sypialni chłopaków. Leniwe śniadanie w łóżku, a w końcu rowerowa przejażdżka leśnymi ścieżkami i koniec. Weekend zakończony, chłopaki wróciły, a z nimi normalność dnia powszedniego rodzinnego. Doszliśmy z Tomkiem do wniosku, że dwa dni bez chłopaków to od czasu do czasu rzecz pożądana. Byle nie dłużej, bo tęsknota za tymi dwoma łobuzami staje się nieznośna. 

2 komentarze:

  1. Widze , ze nasi panowie obydwaj Tomki robili wczoraj to samo . Ewelona, my akurat najczescie wlasnie bywamy w Trojmiescie. Reda to takie moje ostatnie miejsce , gdzie przed przyjazdem do Norwegi swoje serce zostawilam. Jestesmy tam praktycznie co trzy miesiace, chocby na weekend .I tez zawsze przed wyjazdem Tomek studiuje repertuar kin, ba nawet kupuje online bilety . I obydwoje w tych okolicach jestesmy zakochani . A nawet ostatnio myslimy o jakims malym domku na starosc , wlasnie gdzies tam- Zbychowo, czy dalej na kaszuby, ale nie za daleko od trojmiasta . Bo tam najlepiej nam sie wypoczywa . Widzisz , Ty myslisz o Norwegi, a nas ciagle ciagnie do Polski . Trudne wybory . Mowisz samotna nad Wda, Bory Tucholskie............. az sobie to wyobrazila. Poranki na grzybach , wieczorem jakies ognisko i nas dwoje. Kurcze, szkoda ze nie mozemy sie z tad teraz wyrwac, bo nasza suka niedlugo rodzi . Eh , los . Pozdrawiam ANia

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany, ale zbieg okoliczności z Trójmiastem :) A i na Kaszubach mamy metę - no to zapraszamy, kiedy już uporacie się z nowym nabytkiem psim i jeśli tylko będziecie mieli ochotę na nasze towarzystwo. hehehe, faceci w pewnych kwestiach nigdy nie dorosną ;)

    OdpowiedzUsuń