niedziela, 3 listopada 2013

Trochę inne oblicze Gdańska.

Minął Dzień Zaduszny. Świat wrócił do normy po pierwszolistopadowym pędzie. Z namysłem wybieram kwiaty, kolorami dopasowuję znicze. Lubię te dni, bo lubię cmentarze. Ich spokój, ciszę, zadumę i historię wypisaną na nagrobnym kamieniu. Imiona, nazwiska. Te współczesne odkrywają mniej, te starsze dużo więcej. Czy kiedyś ludzie byli bardziej dumni ze swoich bliskich? Są wypisane zasługi, tytuły - może kiedyś miały większe znaczenie. Teraz każdy może zostać inżynierem, magistrem czy lekarzem, dawniej trzeba się chyba było bardziej natrudzić. Ktoś zmarł tragicznie, ktoś inny na służbie ku chwale ojczyzny. Ktoś był najukochańszą mamą, żoną, babcią i siostrą. A ktoś żył na tym świecie tylko 15 lat i odszedł pozostawiając rodzinę w nieutulonym żalu. Groby dzieci - najstraszniejszy owoc ślepego wyboru śmierci.

Setki tysięcy chryzantem, miliony zniczy rozjarzonych i ciepłem okalających listopadowy zmrok. Nad grobami słychać śmiech, rozmowy, dym palonych papierosów, krzyk radosnych dzieci. To tak jakby zmarli wrócili do swych rodzin i właśnie zasiedli do imieninowego przyjęcia. Może i jest w tym trochę jarmarcznego patosu i tandety sztucznych kwiatów. Ale rok rocznie rodzinne tłumy idą się jednoczyć ze swoimi zmarłymi w ten święty dzień. Wolę pompę z jaką obchodzimy ten dzień, niż zimne i nieczułe zapomnienie.

Ale nie o tym miało przecież być! Choć deszcz obchodzi się okrutnie z umytymi przeze mnie wczoraj oknami, a wiatr przegania z gałęzi ostatnie liście, ja myślami wracam do tegorocznego Dnia Dziecka. Chłopaki nie dostali żadnych prezentów, nawet słodyczy nie było. Naszym ukłonem w ich stronę miał być dzień pełen wycieczek. Pogoda dopisała i zastanawialiśmy się gdzie wybrać. Centra Gdyni, Sopotu czy Gdańska opanowali kupcy i drobni handlarze za wszelką cenę chcący nakłonić dzieci do kupna balonowych koszmarków, waty cukrowej czy innej tandety. Gwar, krzyk i chaotycznie organizowane imprezy dla dzieci jakoś mało nas kusiły. Zabraliśmy więc naszych chłopaków tam, gdzie sami nigdy nie byliśmy, choć całe życie spędziliśmy w Gdańsku.
Ruszyliśmy w rejony Starego Przedmieścia, którego powstanie datuje się na XIV w. 






A dokładnie to odwiedziliśmy siedemnastowieczną Bramę Nizinną i okoliczne fortyfikacje z bastionami św. Gertrudy i Żubra. 





Miejsce magiczne, głównie chyba z racji braku turystów. Podobno jest to miejsce zbiórek okolicznych meneli, ale o dziwo było dość czyste. Czyżby dowód, że i menel potrafi zadbać o swoje sąsiedztwo
Wśród rozbudzonej ciepłym majem przyrody, śpiewu ptaków i braku śmieci milej jest sączyć tanie wino marki wino. Bastion św. Gertrudy skusił nas swą zielenią i tam zasiedliśmy do piknikowej biesiady.

 Z góry rozpościerał się piękny widok na ul. Toruńską z domem dzieciństwa mojego taty. To ta wyższa kamienica, połączona z jakimiś budynkami kolejowymi. W dole, tutaj na zdjęciu niewidoczna, płynie sobie leniwie Motława.
Stare miesza się z nowym...


W tle dumnie góruje kościół mariacki.  Wciąż widać też znajome żurawie stoczniowe. Piszę wciąż, gdyż osoba pełniąca stanowisko prezydenta Gdańsk, alias Budyń, wraz ze swoją kliką pozwala na wyprzedaż i likwidację wszystkiego co tożsame było z Gdańskiem i jego historią. W zamian funduje nam coraz to nowsze centra handlowe, galerie i banki. Fakt, że ten człowiek piastuje urząd prezydencki od 1998r jest dla mnie wielką zagadką. Kocham moje miasto, ale patrząc na nie mam wrażenie, że jest tak samo 'zbudyniałe' i zapyziałe jak jego włodarz. A 17 km dalej z wielkim rozmachem i przestrzenią stoi sobie miasto Gdynia...
 
Back to our trip! Choć miejsce piękne jest, ileż można siedzieć na bastionie i prażyć się na słońcu. Gdzie jedziemy? Mostem, który użytkowany jest może w 10%, a koszt jego był kolosalny pojechaliśmy na Westerplatte. 
Może nie do końca był to dobry pomysł, gdyż wystawa plakatów i zdjęć z początku II wojny światowej była z lekka makabryczna, a Filip musiał przystanąć przy każdym z nich i domagał się szczegółowych wyjaśnień. Przy zdjęciu pokazującym masowe egzekucje Polaków odmówiłam czytania i go po prostu zabrałam. Historia nie ucieknie, zdąży ją jeszcze poznać. Niemniej było jednak miło, słonecznie i choć ludzie spacerowali w tą i we w tą, uniknęliśmy tej swoistej przepychanki od atrakcji do atrakcji za którą trzeba płacić coraz więcej. Podarowaliśmy naszym chłopakom to co każdy rodzic powinien - czas, uwagę i bycie.



4 komentarze:

  1. W Gdańsku grasuje pewien bloger, który bardzo fajnie opisuje poczynania prezydenta Gdańska.
    http://gedania.org

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tę stronę, choć nie jestem jej stałą czytelniczką. Po co mam się denerwować...:/

      Usuń
  2. Gdynię i Gdańsk znam lepiej, niż Zabrze sąsiadujące z moimi rodzinnymi Gliwicami.
    Nie wiem, ile razy odwiedziłam już te miasta, straciłam rachubę. Kiedyś odwiedzałam je często, bo ciocia taty mieszkała w Gdyni, w Orłowie, druga ciocia w Starogardzie Gdańskim - więc się tam jeździło, przy okazji wczasów, które najczęściej spędzaliśmy nad morzem albo nad jeziorami w Borach Tucholskich.
    Dzisiaj odwiedzam swoją ukochaną Gdynię przy okazji wyjazdów z Adamem...

    Listopadowe święto wprawia mnie w różne nastroje. Często myślę o tym, co by było gdyby. Nie gdyby ktoś nie umarł - tylko... na przykład czy istniałabym teraz, gdyby nie to, że dziadek poznał w wojsku wujka taty, potem dzięki temu babcię - i tak dalej:- ) czy byłaby inna droga do ich poznania się - bo przecież dziadek był z Wielkopolski, babcia z Pomorza...
    Mogłabym pisać o tym długo, jak o wszystkim.

    Listopad nie wprawia mnie w smutny nastrój, nie przywiewa do mnie zbyt wiele melancholii. Za to Dzień Dziecka, o którym piszesz, z roku na rok bardziej we mnie uderza. Tęsknię za tą siedmioletnią Agnieszką, która malowała z wujkiem obrazy siedząc na trawie, włóczyła się z jednym dziadkiem tu - z drugim tam... za tą dziewczynką, która była taka dobra i taka radosna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj myślę, że ta dziewczynka nadal jest na swoim miejscu. Może wybujała w kształtach (w porównaniu do siedmiolatki;-), może z lekka zapomniała jak to jest być radosnym i dobrym, ale czyż nie wystarczy odświeżyć pamięć?
      A jednak Gdynia????

      Usuń