poniedziałek, 23 grudnia 2013

Nadeszły w końcu.

Wyczekane, upragnione SĄ. I choć pracy jeszcze po pachy, z własnej i nieprzymuszonej woli wymyślonej, to radość wielka. Nie straszne mi ekologów bełkoty o żywym karpiu i ciętej choince. Pierwszego mamy już ze sklepu martwego, tej drugiej nie wyobrażam sobie sztucznej. Nie straszne mi marudzenia malkontentów o robocie, niepotrzebnych porządkach, wydawaniu i niechcianych prezentach. Święta są i koniec. Cieszę się, że jutro Wigilia i że Oni Trzej też się z tego powodu cieszą. Kolędy wyśpiewują, koślawe choinki malują. Zjedzie Rodzina, bagatela 18 osób. Może nie wszyscy witani z taką samą radością, ale z drugiej strony cuda się w tym czasie zdarzają, może zmieni się coś na polu naszych rodzinnych relacji. 

A dla wszystkich ludzi, którzy zaglądają tutaj co jakiś czas, lub zajrzą przez zupełne zrządzenie losu chciałabym złożyć życzenia Bożonarodzeniowe prosto z mojego serca płynące. 
Dobrych relacji, szczerych rozmów, złości niewiele. Bo gdy człowiek przystanie, magią Świąt oszołomiony, czy to wonią świerku czy cudem Boskich Narodzin to zobaczy, że nie ma nic ważniejszego jak drugi człowiek odbity w naszych oczach i sercu noszony. 
Ewelina i Oni Trzej + Kot. 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

A Xawery wiał. Oj wiał.

Odkąd antybiotyk zaczął działać, a Xawery rozhulał się nad Pomorzem w głowie kręci mi się kilka pomysłów na wpisy. Na pewno Zakynthos trzeba skończyć, ale to chyba na czas, kiedy zima mi już zbrzydnie. Zauważyłam, że odkąd zamieściłam pierwsze wspomnienia z tej greckiej wyspy, mapa świata w statystykach bloga ściemniała w rejonach Rosji. Czyżby nasi sąsiedzi szukali miejsca na wypoczynek? 
Obejrzeliśmy ostatnie dwa odcinki Broen - po prostu nie mogę przejść nad tą serią ot tak bez trzech groszy. Naszły mnie też myśli po przeczytaniu w anglojęzycznej wersji Newsweek'a o eutanazji dla dzieci w Belgii - myśli w zgoła nieświątecznym nastroju. http://www.newsweek.com/should-sick-child-be-allowed-choose-death-belgians-think-so-223851 Z jakieś 20 lat temu czytałam z lekka filozofujące opowiadanie sci-fi o społeczeństwie, w którym eutanazja była ogólnodostępnym środkiem zaradczym na wszelkiego rodzaju problemy. Fakt, że ktoś odbiera sobie życie lub ktoś mu w tym pomaga i wszystko dzieje się za przyzwoleniem ogółu bardzo mną wstrząsnęło. Prawo do eutanazji miało w swych podwalinach szczytne idee współczucia i szacunku dla drugiego człowieka i jego wyborów, wkrótce jednak uległo wynaturzeniom i stało się przykrywką do wszelkiego rodzaju nadużyć. I oto dziś jestem świadkiem, kiedy prawo do eutanazji zatacza coraz to większe kręgi. Nie zgadzam się na to, nie mieści mi się w głowie, że mogłabym świadomie pomóc komuś w miłosiernej śmierci, szczególnie teraz w obliczu tak wysoko rozwiniętej medycyny paliatywnej. Z drugiej jednak trony jedynym fizycznym bólem przez duże B, którego doświadczyłam w swoim życiu to ból porodowy w którego ostatnim akcie usłyszałam krzyk życia. A dla niego można wszystko znieść. Co jeśli w grand finale nie ma nic poza przejmującą ciszą śmierci. Niewiele o tym wiem.

Wiem natomiast, że spędziliśmy cudowny weekend. Siły odzyskane, świąteczny nastrój powoli zadomawia się na dobre w naszym domu, a zima za oknem. Sanki odkurzone, wymieniły się miejscami z rowerami. Zaczynam odliczanie do Świąt, a może do przerwy. Nie licząc weekendów, mam przed sobą 10 dni pracy. 
Skutki Xawerego.
Jeszcze piękniejsze skutki Xawerego.
Nie da się ukryć, że i to zawdzięczamy Xaweremu.



środa, 4 grudnia 2013

Paczka, na ile szlachetna?

Ruszyła coroczna akcja "szlachetna paczka". 
Swoimi wizerunkami wspierają ją celebryci, prezydencka para, sportowcy i inni tak zwani "opiniotwórcy".  W tym roku mija jej 13 lat. Nigdy się nią specjalnie nie interesowałam, ponieważ co roku robimy paczki dla kościelnego Caritasu, zarówno na Boże Narodzenie jak i na Wielkanoc. W tym roku przedszkole, do którego chodzą chłopcy, a właściwie już tylko Filip, wybrało pewną sześcioosobową rodzinę i poprosiło o pomoc w zbieraniu podarunków. Dostaliśmy opis rodziny, jej historię i listę potrzeb. Imiona członków rodziny zostały zmienione, podobnie jak i miejsce zamieszkania. Napisano, że mieszkają w jednej z dzielnic Gdańska. Wiedziona ciekawością weszłam na stronę i zaczęłam czytać o rodzinach zgłoszonych do paczki. Nie do końca rozumiem zasady przystąpienia do programu, bo patrząc na finansowe zaplecze niektórych rodzin, nie wydaje mi się, aby różnili się w jakimś drastycznym stopniu od wielu tysięcy polskich rodzin, którym po zapłaceniu opłat i uregulowaniu wszelkich finansowych zobowiązań zostaje kilkaset złotych do końca miesiąca. Są też jednak i takie, którym życie wydaje się dokopywać z każdej strony.
Wczoraj na trojmiasto.pl pojawił się artykuł o rodzinie, której w/w portal zaoferował pomoc, oraz zachęcał internautów do zaangażowana się w pomoc właśnie tej rodzinie. Wymieniono ich z imienia i nazwiska, podano miejsce zamieszkania. Porobiono zdjęcia i wystawiono na publiczną ocenę. Opinie, które pojawiły się w tempie bolidu Kubicy powaliły mnie na kolana. Zmieszano rodzinę z błotem, wyśmiano, napisano wiele złych słów o bachorach, patologii, "naróbta jeszcze więcej". Wylano na nich dużo, dużo pomyj.  Tutaj pojawia się wielkie pytanie, czy ta paczka jest rzeczywiście nadal szlachetna? Portal upublicznia dane, zadając sobie sprawę jaki będzie odzew, nie robią tego po raz pierwszy. Wiedzą jednak, że liczba odsłon natychmiast wzrośnie, widełki "czytalności" ruszą w górę. Zaś frustraci i głupcy, korzystając z anonimowości Internetu ulżą swoim śliskim i odstręczającym pobudkom. Wielka, zadowolona masa anonimowych ludzi. Obok nich żyje w moim sąsiedztwie 6tka ludzi z krwi i kości, wymieniona z nazwiska. Dzięki Bogu dzieci są jeszcze tego nieświadome, ale ich rodzice już tego szczęścia nie mają i czytają iście przedświąteczne słowa pełne jadu na własny temat. Owszem, wielokrotnie zastanawiałam się nad sensem wielodzietnych rodzin, żyjących w biedzie. Szukałam zdrowego rozsądku u rodziców, którzy mając niewielkie dochody, lub ich zupełny brak poza zapomogami, nie kontrolowali swojej płodności. W okresie, kiedy nie było jeszcze naszych chłopaków, a już tak bardzo pragnęliśmy ich pojawienia się, zdarzało się, że myślałam o nich ze złością. Z drugiej strony kim jestem, żeby ich oceniać? Mogę co najwyżej nie pomóc, ale żeby pisać stek oszczerstw pod adresem ludzi, którym się udało mieć dzieci, a nam nie? Wydaje się to być nie do pomyślenia! Świat składa się z różnych ludzi, jedni mają wielką głowę do robienia interesów, nieprzeciętną inteligencję, talenty, są też tacy jak ja, całkiem przeciętni, choć może chciałoby się inaczej. Hm...w sumie to żadna frajda być przeciętnym. Są też jednak tacy, których często określamy mianem nieporadni życiowo. I tak jak ja nie przeskoczę swojej przeciętności i nie zostanę na przykład wirtuozem skrzypiec, a co najwyżej szarpidrutem, tak i oni mogą mieć problemy z przeskoczeniem swej ułomności. Nie wiem skąd się to bierze i jak można to usprawnić. Wszelkiego rodzaju zapomogi to tylko krótkotrwały środek zaradczy. Ich plusem jest oczywiście spektakularność, choć może zależy z jakiej perspektywy na to patrzymy. Z pewnością istnieją metody, ale potrzebny jest ogromny wkład pracy i pomocy ze strony osób trzecich. Wyobrażam sobie, że musi to obejmować wszystko począwszy od budowy własnej wartości, gospodarności, zaradności, planowania i przewidywania, samodzielności, nie poddawania się. Ludziom wydaje się, że to takie proste i oczywiste. Z drugiej jednak strony to co dla jednych jest proste i oczywiste, dla innych jest największą trudnością ich życia. 
"Szlachetna paczka" w swych korzeniach jest na pewno szlachetna. To co się z nią działo przez te 13 lat, troszeczkę obdarło ją z tej szlachetności. Medialne zainteresowanie, łapanie punktów popularności na biedzie innych. Cieszę się, że dyrekcja naszego przedszkola ukryła dane rodziny, do której pojechały prezenty. Daje mi to poczucie, że cała ta akcja i zbiórka ma swój bezinteresowny i szlachetny sens.