poniedziałek, 9 grudnia 2013

A Xawery wiał. Oj wiał.

Odkąd antybiotyk zaczął działać, a Xawery rozhulał się nad Pomorzem w głowie kręci mi się kilka pomysłów na wpisy. Na pewno Zakynthos trzeba skończyć, ale to chyba na czas, kiedy zima mi już zbrzydnie. Zauważyłam, że odkąd zamieściłam pierwsze wspomnienia z tej greckiej wyspy, mapa świata w statystykach bloga ściemniała w rejonach Rosji. Czyżby nasi sąsiedzi szukali miejsca na wypoczynek? 
Obejrzeliśmy ostatnie dwa odcinki Broen - po prostu nie mogę przejść nad tą serią ot tak bez trzech groszy. Naszły mnie też myśli po przeczytaniu w anglojęzycznej wersji Newsweek'a o eutanazji dla dzieci w Belgii - myśli w zgoła nieświątecznym nastroju. http://www.newsweek.com/should-sick-child-be-allowed-choose-death-belgians-think-so-223851 Z jakieś 20 lat temu czytałam z lekka filozofujące opowiadanie sci-fi o społeczeństwie, w którym eutanazja była ogólnodostępnym środkiem zaradczym na wszelkiego rodzaju problemy. Fakt, że ktoś odbiera sobie życie lub ktoś mu w tym pomaga i wszystko dzieje się za przyzwoleniem ogółu bardzo mną wstrząsnęło. Prawo do eutanazji miało w swych podwalinach szczytne idee współczucia i szacunku dla drugiego człowieka i jego wyborów, wkrótce jednak uległo wynaturzeniom i stało się przykrywką do wszelkiego rodzaju nadużyć. I oto dziś jestem świadkiem, kiedy prawo do eutanazji zatacza coraz to większe kręgi. Nie zgadzam się na to, nie mieści mi się w głowie, że mogłabym świadomie pomóc komuś w miłosiernej śmierci, szczególnie teraz w obliczu tak wysoko rozwiniętej medycyny paliatywnej. Z drugiej jednak trony jedynym fizycznym bólem przez duże B, którego doświadczyłam w swoim życiu to ból porodowy w którego ostatnim akcie usłyszałam krzyk życia. A dla niego można wszystko znieść. Co jeśli w grand finale nie ma nic poza przejmującą ciszą śmierci. Niewiele o tym wiem.

Wiem natomiast, że spędziliśmy cudowny weekend. Siły odzyskane, świąteczny nastrój powoli zadomawia się na dobre w naszym domu, a zima za oknem. Sanki odkurzone, wymieniły się miejscami z rowerami. Zaczynam odliczanie do Świąt, a może do przerwy. Nie licząc weekendów, mam przed sobą 10 dni pracy. 
Skutki Xawerego.
Jeszcze piękniejsze skutki Xawerego.
Nie da się ukryć, że i to zawdzięczamy Xaweremu.



3 komentarze:

  1. Cieszę się, że Xawery nie przyniósł traumatycznych przeżyć :) Myślałam o Was. Piękną zimę macie :)))
    Ja ślęczę nad kursem i stwierdzam jednoznacznie, żem z motyką na Słońce! Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy... mój norweski jest na poziomie drugiego tygodnia a1..............irytujące :) Ale nic to..póki co piłuję szkło piłka do drewna, dźwięk uroczy....
    Pozdrawiam serdecznie
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  2. Buziaki z Polski :)
    Judyta

    OdpowiedzUsuń