środa, 4 grudnia 2013

Paczka, na ile szlachetna?

Ruszyła coroczna akcja "szlachetna paczka". 
Swoimi wizerunkami wspierają ją celebryci, prezydencka para, sportowcy i inni tak zwani "opiniotwórcy".  W tym roku mija jej 13 lat. Nigdy się nią specjalnie nie interesowałam, ponieważ co roku robimy paczki dla kościelnego Caritasu, zarówno na Boże Narodzenie jak i na Wielkanoc. W tym roku przedszkole, do którego chodzą chłopcy, a właściwie już tylko Filip, wybrało pewną sześcioosobową rodzinę i poprosiło o pomoc w zbieraniu podarunków. Dostaliśmy opis rodziny, jej historię i listę potrzeb. Imiona członków rodziny zostały zmienione, podobnie jak i miejsce zamieszkania. Napisano, że mieszkają w jednej z dzielnic Gdańska. Wiedziona ciekawością weszłam na stronę i zaczęłam czytać o rodzinach zgłoszonych do paczki. Nie do końca rozumiem zasady przystąpienia do programu, bo patrząc na finansowe zaplecze niektórych rodzin, nie wydaje mi się, aby różnili się w jakimś drastycznym stopniu od wielu tysięcy polskich rodzin, którym po zapłaceniu opłat i uregulowaniu wszelkich finansowych zobowiązań zostaje kilkaset złotych do końca miesiąca. Są też jednak i takie, którym życie wydaje się dokopywać z każdej strony.
Wczoraj na trojmiasto.pl pojawił się artykuł o rodzinie, której w/w portal zaoferował pomoc, oraz zachęcał internautów do zaangażowana się w pomoc właśnie tej rodzinie. Wymieniono ich z imienia i nazwiska, podano miejsce zamieszkania. Porobiono zdjęcia i wystawiono na publiczną ocenę. Opinie, które pojawiły się w tempie bolidu Kubicy powaliły mnie na kolana. Zmieszano rodzinę z błotem, wyśmiano, napisano wiele złych słów o bachorach, patologii, "naróbta jeszcze więcej". Wylano na nich dużo, dużo pomyj.  Tutaj pojawia się wielkie pytanie, czy ta paczka jest rzeczywiście nadal szlachetna? Portal upublicznia dane, zadając sobie sprawę jaki będzie odzew, nie robią tego po raz pierwszy. Wiedzą jednak, że liczba odsłon natychmiast wzrośnie, widełki "czytalności" ruszą w górę. Zaś frustraci i głupcy, korzystając z anonimowości Internetu ulżą swoim śliskim i odstręczającym pobudkom. Wielka, zadowolona masa anonimowych ludzi. Obok nich żyje w moim sąsiedztwie 6tka ludzi z krwi i kości, wymieniona z nazwiska. Dzięki Bogu dzieci są jeszcze tego nieświadome, ale ich rodzice już tego szczęścia nie mają i czytają iście przedświąteczne słowa pełne jadu na własny temat. Owszem, wielokrotnie zastanawiałam się nad sensem wielodzietnych rodzin, żyjących w biedzie. Szukałam zdrowego rozsądku u rodziców, którzy mając niewielkie dochody, lub ich zupełny brak poza zapomogami, nie kontrolowali swojej płodności. W okresie, kiedy nie było jeszcze naszych chłopaków, a już tak bardzo pragnęliśmy ich pojawienia się, zdarzało się, że myślałam o nich ze złością. Z drugiej strony kim jestem, żeby ich oceniać? Mogę co najwyżej nie pomóc, ale żeby pisać stek oszczerstw pod adresem ludzi, którym się udało mieć dzieci, a nam nie? Wydaje się to być nie do pomyślenia! Świat składa się z różnych ludzi, jedni mają wielką głowę do robienia interesów, nieprzeciętną inteligencję, talenty, są też tacy jak ja, całkiem przeciętni, choć może chciałoby się inaczej. Hm...w sumie to żadna frajda być przeciętnym. Są też jednak tacy, których często określamy mianem nieporadni życiowo. I tak jak ja nie przeskoczę swojej przeciętności i nie zostanę na przykład wirtuozem skrzypiec, a co najwyżej szarpidrutem, tak i oni mogą mieć problemy z przeskoczeniem swej ułomności. Nie wiem skąd się to bierze i jak można to usprawnić. Wszelkiego rodzaju zapomogi to tylko krótkotrwały środek zaradczy. Ich plusem jest oczywiście spektakularność, choć może zależy z jakiej perspektywy na to patrzymy. Z pewnością istnieją metody, ale potrzebny jest ogromny wkład pracy i pomocy ze strony osób trzecich. Wyobrażam sobie, że musi to obejmować wszystko począwszy od budowy własnej wartości, gospodarności, zaradności, planowania i przewidywania, samodzielności, nie poddawania się. Ludziom wydaje się, że to takie proste i oczywiste. Z drugiej jednak strony to co dla jednych jest proste i oczywiste, dla innych jest największą trudnością ich życia. 
"Szlachetna paczka" w swych korzeniach jest na pewno szlachetna. To co się z nią działo przez te 13 lat, troszeczkę obdarło ją z tej szlachetności. Medialne zainteresowanie, łapanie punktów popularności na biedzie innych. Cieszę się, że dyrekcja naszego przedszkola ukryła dane rodziny, do której pojechały prezenty. Daje mi to poczucie, że cała ta akcja i zbiórka ma swój bezinteresowny i szlachetny sens.

9 komentarzy:

  1. Po pierwsze - zgadzam się z Tobą. Nie mnie oceniać czyjąś psychikę, zaradność życiową czy zdolność rozrodczą. Co czuję i myślę - moja sprawa, co najwyżej porozmawiam o tym z wąskim gronie przyjaciół. Na forum publicznym nie ma co wylewać swoich frustracji. Najwyżej po prostu nie przyłączam się do akcji mówiąc nie, dziękuję, nie jestem zainteresowana.
    Po drugie - Ty i przeciętność. Żartujesz czy upominasz się o komplementy? :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze cieszę się, że podzielasz moje zdanie. Po drugie moja przeciętność. Tak, chyba tak. W sensie bycia normalnym - gjennomsnitt, average. Ale może ja jestem jak ta polska przeciętna pensja, że niby przeciętna, ale jak się ją rozłoży na czynniki to się okaże, że są one ponad przeciętną ;) Jeśli chodzi o komplementa to jak każdy chyba człowiek lubię je. Są miłe. Może nawet podświadomie prosiłam o nie pisząc powyższe słowa, ale powaga, wydaje mi się, że ogólna wypadkowa mojej osoby jest przeciętna. Choć uwaga, nadal poszukuję w sobie wyjątkowości :D

      Usuń
    2. On second thought however muszę przyznać, że myślałam o swojej przeciętność w skali makro. W skali mikro, czyli Oni Trzej i (może) Kot jestem nieprzeciętna, jedyna i wspaniała. I to mi się już dużo bardziej podoba. Może jednak zabiorę się za te skrzypce...dwuletni etap wiolonczeli już przechodziłam.

      Usuń
  2. Myślałam ostatnio o szlachetnej paczce, kiedy na blogu: http://lepetitka.blogspot.com/ - poczytałam chwilę... o jedenastoletniej dziewczynce i mamie przy nadziei. Pomyślałam mniej więcej to samo co Ty: o tym, po co ktoś kto nie ma pieniędzy, pakuje się w kolejne potomstwo?
    Myślę tak za każdym razem, kiedy patrzę np. na moją sąsiadkę. Ma dziewczynkę chorą na porażenie mózgowe. Kobieta nigdy nie pracowała, bo zawsze zajmowała się małą. Teraz mała spędza czas od 7-14 w jakimś "ośrodku rehabilitacji", nazwijmy to. Kobieta ma więc czas na pójście na pół etatu do pracy... zwłaszcza, że ma nowego fagasa, który chyba jest na rencie, albo po prostu oboje utrzymują się z tego, co mała dziewczynka dostaje "na siebie" = na siebie i na mamę. No i z tym nowym fagasem spodziewają się kolejnego dziecka tej pani. Siedzą w domu, oboje, opiekując się małą popołudniami - i teraz dojdzie im niemowlę, na które też jakiś socjal się przydarzy.

    Nie wiem, na ile ze strony sąsiadki - i innych takich ludzi - to wyrachowanie: zrobię sobie jeszcze jedno, socjal będzie większy. A na ile to po prostu nieumiejętność stosowania antykoncepcji czy tak silna wiara w zasady Kościoła, że antykoncepcja jest be, a dzieci robi się hurtowo; skoro Bóg daje - trzeba "brać".

    Wracając do bloga o którym wspomniałam - mama przy nadziei i jej jedenastoletnia córka życzą sobie tetrowych pieluch, kilku innych potrzebnych dla niemowlaka rzeczy... i blendera. Zgadnij, po co im blender? Ja stawiam że po to, żeby mama nie musiała trzeć marchewki na tarce.
    Ja - do chuja jasnego - mam prawie 25 lat, dobrze mi się powodzi, i nie mam w domu nawet miksera. Co więcej, żadnego e-urządzenia w kuchni. A rodzina "na skraju nędzy" pragnie blendera. Ja nawet do końca nie wiem, jak takie urządzenie działa.

    Kiedy czytam takie rzeczy, to myślę, że jednak sporo jest osób, które na posiadaniu sporej rodziny chcą po prostu nie pracować, a dostawać pieniądze od państwa - i jeszcze kiedy się o nich napisze to co ja... Ludzie mówią o mnie, że nie mam serca, kiedy "jadę" po robiących sobie dzieci hurtowo, jeszcze z różnymi nieporadnymi pajacami. "Biedna kobiecina", "Ciekawe jak ty byś podcierała dupę czwórce dzieci na jej miejscu" - itd.

    A ja uważam, że nie ma co biadolić nad takimi ludźmi, bo sporo z nich to wcale nie "nieporadni życiowo",o których wspomniałaś, a ludzie którzy po prostu są wyrachowani. Nieporadnym życiowo, którzy udupili sobie trójkę dzieci, a nie mają za co żyć, opieka społeczna powie: NIE RÓBCIE SOBIE WIĘCEJ DZIECI - i oni posłuchają. Są nieporadni sami sobie, ale innych rad słuchają. A wyrachowani będą się dupczyć bez zabezpieczenia dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz Agnieszko, chyba zaczynam się starzeć. Czytam Cię właśnie i myślę, że mój świat nie jest już kanciasty i taki ostry w kształtach. I taki jednoznaczny. A był. Oj był, był. Teraz złagodniał, może to naiwność, może przyszłoroczne wejście w 40tkę, może moje dzieci i jakieś tam doświadczenia. Nie jestem krainą łagodności, ale jakoś zaokrągliłam się w swoich uczuciach do ludzi. Owszem pewnych rzeczy nie toleruję i ich nie zmienię. Wierzę w pracę, a nie dawanie. Daj wędkę, a nie rybę. A gdzie są ludzie dający tę wędkę? Ja wiem, nie moja odpowiedzialność, nie mój cyrk, nie moje małpy. Nie muszę. Ale może chcę. Kiedyś wydawało mi się, że świat kanciasty, ramowy jest prosty. A jest A, B jest B, a C musi być C. I kiedy się okazało, że tak nie jest, miotałam się próbując ten świat w te ramy wstawić. W końcu się pogodziłam - świat jest jednym wielkim esem floresem, a jego wąsy przeplatają się ze sobą w nieskończoność figur i możliwości. Pytanie tylko jakim JA będę cżłowiekiem w całej tej zawiłej plątaninie?
    A do czego jest im potrzebny blender - wyobrażam sobie, że do przemielenia zupek na papkę, żeby ułatwić dziewczynce jedzenie. Kiedy jeździliśmy do Wojtka do żółtego domku, na jego oddziale było dużo dzieci spastycznych. Niektóre w takiej deformacji, że grę wchodziło tylko karmienie dojelitowe.

    Agnieszko - ciesz się z tego co masz i jak możesz to się tym dziel. Bo szczęściem trzeba się dzielić. W taki czy inny sposób. Ocenianie innych ludzi i poniżanie ich za takie, a nie inne zachowanie nikomu nic dobrego nie przyniesie. Szczególnie Tobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trochę źle doczytałam. Kobieta, która chciałaby blender nie ma chorej córki. Ale jest w ciąży. Blender będzie jej w kilka miesięcy po porodzie do miksowania zupek. Nie jest sztuką kupić słoiczki.

      Usuń
  4. Jest tez takie powiedzenie ,, czego oczy nie widza tego sercu nie zal '' i moze nie warto czytac , zastanawiac sie czy ta moja pomoc idzie w dobrym kierunku. Ja mysle ze jesli decydujemy sie na jaka kolwiek pomoc wazne , abysmy robili to z sercem. Nie mamy nigdy pewnosci, czy ktos nie wykozysta nas w niecnym celu. Ale chyba nie o to chodzi. Bo tak juz jest ten swiat skonstruowany, ze zawsze wsrod uczciwych znajdzie sie ten jeden, ktory na uczciwosci innych bedzie chcial skozystac . Przykre , ze tak sie dzieje, ale tak po prostu juz jest. I zgadzam sie z Toba Ewelina, ale obie wiemy ze my-jednostki - nic nie poradzimy . Jak patrze w TV na politykow i to co robia i mowia, jak dzilaja sady polskie , jak ustawodawcy dbaja tylko o swoje interesy - plakac mi sie chce. I wiem ze i tak wokol nas sprawiedliwosci nigdy nie bedzie. A pomagac nadal trzeba, wazne zebys Ty mial wrazenie spelnienia. A co sie dalej z ta Twoja dobra wola bedzie dzialo, to pozostaje juz tylko w sferze naszych marzen i dobrych mysli. Pozdrawiam, ta co to zapewne tez butelke niejednokrotnie byla nabijana, ale jest szczesliwa ze pomoc mogla. Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. nas mama miała sześć, mieszkaliśmy w bardzo trudnych warunkach, nikt nam nie pomagał ale i po nic nie wyciągaliśmy ręki do nikogo. Szóstka dzieci w biedzie to co najmniej nierozważne. A teraz - ja piszę, dwie z nas pięknie malują, jedna jest nauczycielką, jedna muzykiem, jest wśród nas pielęgniarka i krawcowa. Mamy mądre i dobre dzieci. I teraz pytanie - której z nas miałoby nie być, którą ciążę mama miała usunąć albo które dziecko oddać do adopcji?
    Wiem, nie zawsze z wielodzietnymi rodzinami tak jest ale może łatwiej tak niż myśleć, że rodzi się kolejne pokolenie roszczeniowej patologii. Niestety, częściej patologia i bieda są dziedziczne.
    Serdecznie pozdrawiam autorkę!

    OdpowiedzUsuń
  6. ...zawsze znajdą się piękne wyjątki...niczym delikatne kwiaty na bagnie...i ja również ślę do Ciebie pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń