niedziela, 5 stycznia 2014

Bilans wydarzeń i wieści początku roku.

Po pierwsze weszliśmy w 2014 radośnie, ale niestety chorobowo. Wojtek wylądował z wirusem bostońskim - poza faktem, że brzmi groźnie, niczym ebola i jest z lekka upierdliwa, to całkiem niewinna wirusówka. Mnie dopadło jak zwykle gardło, zapalenie krtani tym razem. A moją mamę zmogła angina. Jeśli mogę o coś prosić, to proszę ostry mróz, co by "zabił na śmierć" wszelaki chorobogenny badziew.

Po drugie dostałam ofertę pracy z norweskim, właściwie dwie. Tu w Polsce, ale brzmi interesująco. Zobaczymy co przyniosą ze sobą dalsze rozmowy. Pierwsza we wtorek, druga w piątek. Obie związane z uczeniem, ale to akurat mi odpowiada. Kurcze, ja naprawdę lubię to co robię.

Po trzecie bliska mi osoba została pobita przez swojego partnera. Złamany obojczyk. Oficjalnie facet wyleciał z domu. Mniej oficjalnie, ona go tłumaczy, że to nie on, tylko jego problemy alkoholowe, niepanowanie nad popędami, m.in seksualnym, oraz złe układy rodzinne i naleciałości z dzieciństwa. A poza tym wciąż go kocha. Włos się mój długi na głowie zjeżył na te słowa, i tylko z lekka opadł kiedy dodała, że dopóki się z nimi sam nie upora, nie ma wstępu do jej domu. W sumie to włos nadal mi się jeży, ale nie mój cyrk, nie moje małpy. Swoją opinię wyraziłam i całkowitą dezaprobatę utrzymywania jakichkolwiek kontaktów między nią, a nim. Podałam przykłady, uczuliłam na zły wpływ na dzieci, które ma z poprzedniego związku. Jej pierwszy partner był kawałem wielkiego drania, teraz wpadła na jeszcze gorszego. Trochę chyba naiwnie dziewczyna wierzy, że dzieci nie wiedzą i mimo wszystko udaje się jej je ochronić. Właściwie to już chyba zakrawa na głupotę, nie naiwność. Słyszą kłótnie i wyzwiska, widzą pijanych i awanturujących się mężczyzn, czy to ojca, czy wujka. Dwa do dwóch dodadzą, pytanie tylko jak zinterpretują sumę i jaki będzie ostateczny wynik w ich przyszłości. Chłopaki, z lekka pogubione potrzebują męskiego wzorca, ale wg mnie lepszy wzorzec silnej, choć samotnej mamy, niż byle jaki popapranego faceta.

Po czwarte, osoba bliska memu mężowi się rozwiodła. W kwietniu. A po kilku dniach dodała, że w kwietniu, ale nie zeszłego, tylko 2012r. W okolicy szczęki opadły, a pupy na siedzenia oklapły. Ale jak to!? Nie, że rozwód, bo do tego od dawna owa osoba była namawiana, tylko, że przez ponad rok utrzymywała to w ukryciu. Odgrywała jakąś szopkę, przed rodzicami i resztą ważnych sercu osób, nadszarpując przy tym straszliwie zaufanie jakim go obdarzano. Powrócił z niczym, poza długami na rodziców łono, ale na twardych warunkach. Jak potoczą się jego dalsze losy, czas pokaże. Twierdzi, że po osiągnięciu dna, zaczyna od nowa. Brzmi dobrze. Choć ja mam pewne obawy, czy aby nie odstawia jakiejś nowej szopki kłamstwem podszytej. Nie mam wiary w człowieka? No chyba nie, a już na pewno do jego ex, bardzo złego człowieka i manipulatora. Pamiętam jak do dziś, kiedy wmawiała, wtedy jeszcze nie mojej teściowej, że jeśli Tomek poślubi mnie w tym roku, to na pewno A. będzie nieszczęśliwy w życiu. Karty tak powiedziały...Teściowie i my wyszliśmy obronną ręką z kontaktów z tą osobą i  nie ulegliśmy jej destrukcyjnemu wpływowi.  A. niestety nie miał tyle szczęścia. Życzę ci więc samozaparcia i siły, żebyś się uwolnij od niej.

Po piąte, do końca stycznia ważą się podobno losy naszych pensji - czy je obciąć, czy nie. Paranoja, jak jeszcze długa moje szefostwo będzie z 'kryzysu' robiło zasłonę dymną na własne błędne decyzje i coraz większy spadek jakości usług?

Po szóste, ksiądz, z którym są związane miłe i ciepłe wspomnienia został wczoraj wyświęcony na biskupa pomocniczego archidiecezji gdańskiej. Człowiek o wielkim umyśle, wielkim sercu i przeogromnej życzliwości dla drugiego człowieka. Poeta. Szczęść Boże, ks. Wiesławie.

Po siódme i będące zdecydowanie cudną wisienką na torcie wydarzeń ostatnich dni jest telefon od Judyty! Osoby poznanej w blogowym świecie. Kochana, narobiłaś mi takiego apetytu na spotkanie z Tobą oko w oko, żem sprawdziła loty do Ciebie. Jest dobrze, więc czy Ty do mnie, czy ja do Ciebie...nasze spotkanie jest nieuniknione. Mam nadzieję, że ostatni etap drogi powrotnej do domu był miły, a Ty i syn szybko wrócicie do zdrowia. Trzymam kciuki za jego jutrzejsze zmagania w szkole.





8 komentarzy:

  1. Rany, mialas to zakonczenie roku z przytupem. Mam tylko nadzieje, ze 2014 okaze sie rokiem milym, pieknym i przyjaznym dla uzytkownika :)
    Usciski z pracy
    Mara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, postaram się go takim stworzyć, a przynajmniej będę negocjowała warunki. :)
      My świętujemy Trzech Króli.

      Usuń
  2. Gratulacje ofert pracy.
    Zupełnie nie zrozumiałam, o co chodzi w pkt. 4.
    Mój komentarz do pkt. 3: Nie pomożesz jej,ani nikt inny, dopóki ona sama nie będzie chciała sobie pomóc. Może jeszcze za mało oberwała? Jedyny sposób, aby jej jakoś pomóc, to mówiąc twardo patrząc w oczy, że jej tłumaczenia i przekonania o partnerze i niewiedzy dzieci o sytuacji w domu to jej własna bajka i iluzja, w której żyje. Bo Ty i reszta osób z jej otoczenia doskonale wiecie, co tak naprawdę się dzieje. Ona ma zniszczone poczucie własnej wartości. Dopóki nie zacznie go odbudowywać, nie będzie w stanie wyzwolić się spod wpływu destrukcyjnego partnera.
    Pkt. 7. Latam do Gdańska. Może kiedyś wypijemy wspólnie kawę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ona w ogóle nie ma poczucia wartości. Nigdy go nie miała. Jej życie to wielka walka i gonitwa. Mając 15 lat musiała stać się "matką" dla swojego brata, bo szacowna mamuśka pojechała na saksy do Niemiec. A mieszkając w jednej z najgorszych dzielnic Gdańska napatrzyła się na dużo złego. To silna dziewczyna, zaprawiona w boju. Wyrwała się ze slamsów, kupiła mieszkanie, imała się różnych prac, by być niezależną finansowo. Teraz od 3 lat pracuje jako niania, zawsze z umową o pracę. Swoich synów prowadzi dobrze, stara się jak może. Może trochę za surowo, w końcu robi za dwoje i za matkę i za ojca. Rzadko kiedy prosi o pomoc. Do tego wszystkiego jest sama jak palec. Brat na drugim końcu Polski z własną rodziną. Ojciec zniknął z jej życia ponad 20 lat temu. A matka zmarła w 2010. Żadnych cioć, wujków, kuzynostwa. Jesteśmy z Tomkiem chyba jej jedyną "rodziną" - po narodzinach swojego pierwszego syna poprosiła nas o bycie chrzestnymi co związało nas na wieki. I w całym tym swoim życiu jedyne co pragnie to rodzina. Mama, tata, dzieci, pies. Rozpaczliwie i z wielką tęsknotą.

      Hm...pkt 4. Może rzeczywiście niejasny. Historia mega skomplikowana od samego początku, może kiedyś pokuszę się o opisanie jej. Jest przykładem na to jak kobieta zniszczyła zakochanego i skłonnego do bycia manipulowanym mężczyznę. Teraz chodzi o to, że brat mojego Tomka rozwiódł się półtora roku temu, choć wszystkich utrzymywał w świadomości, że nadal są małżeństwem. Zresztą nadal mieszkał ze swoją ex. Teraz się "objawił" z rewelacjami i chce wrócić do rodziców, bo go ex wyrzuciła. Rodzice są strasznie zaskoczeni, ale przede wszystkim zranieni faktem, że przez tak długi czas ich oszukiwał. To tak pokrótce. Ma sens?

      Pkt. 7. No pewnie, z miłą chęcią. Może nawet niejedną kawę wypijemy :)

      Usuń
    2. pkt.4. Teraz rozumiem.
      Pkt.3. Fajna kobieta, aż chce się taką poznać. Ona przyciąga do siebie takich typów tym swoim pragnieniem rodziny i ciepła za wszelką cenę. Jeżeli chce się z tego wyzwolić, musi to przepracować z psychologiem lub terapeutą. Są takie zajęcia dla ofiar przemocy w Ośrodkach Interwencji Kryzysowej, Centrum Pomocy Rodzinie czy w grupach Al-Anon. Trzeba tylko poszukać. Ewentualnie prywatny psycholog, ale to kosztowna sprawa. Najważniejsze w tym wszystkim jest JEJ chęć do zmiany. Bez tego nikt i nic nie da rady.
      Pkt. 7. No to wstępnie jesteśmy umówione :)

      Usuń
    3. Dziękuję za info. Spróbuję z nią o tym porozmawiać.
      kiedy będziesz wyruszała w moje rejony daj znać. Maila znasz, umówimy się już dokładnie.
      Dobrej nocy.

      Usuń
    4. No tak , wszystkie latamy ( jezdzimy ) do Gdanska ale jakos razem spotkac sie nie mozemy :-(

      Usuń
  3. No ja tu w Gdańsku jestem zawsze :) zwarta i gotowa

    OdpowiedzUsuń