niedziela, 12 stycznia 2014

Koszmar cholernych szlaczków.

Jestem lektorem od 14 lat. Uczę i uczę i nie sprawia mi to zbyt wielkiej trudności, za to daje satysfakcję i zadowolenie. Pod warunkiem jednak, że nie jest to moje dziecko. Właśnie z mega wkurwionym krzykiem moim, a płaczem Filipa zakończyliśmy 3cią linijkę pisania pieprzonych szlaczków, które w wydaniu Filipa są pieprzonymi kulfonami. Gdybym mogła strzeliłabym mu w łeb, dupę, zwyzywała na czym świat stoi. Za podpierającą się rękę, za ciągły ziew i spojrzenie muła. Linijek kurwa nie widzi? Pętelki nie może zakręcić? Ileż można gumkować do cholery jasnej? 
Jeszcze trochę zakończyłoby się na rękoczynach.  No more! Cała moja moralna postawa dała dupy i ciała.Wylazł ze mnie cholerny monster i dwulicowy dupek. Kolejne linijki przejął Tomek. Oby on był tym lepszym niczym w parze "good cop, bad cop"

Z góry przepraszam za siebie, ale wolę "wybuzować się" wirtualnie, niż gdybym miała kompletnie stracić panowanie nad sobą przed oczami Filipa. Złość powoli odchodzi wraz z wyrzucanymi w myślach bluźnierstwami. W końcu po to one są, aby dać upust złym emocjom. Pozostaje już tylko własna bezsilność. Nie potrafię schować nerwów do kieszeni ani wyrzucić ich do śmieci, kiedy robię z Filipem pracę domową. Nie potrafię zmotywować, zachęcić, ani pochwalić na tyle wiarygodnie, aby sprowokowało to Filipa do większego wysiłku. Funduję mu za to zniechęcenie, frustrację i złość. Zauważyłam ostatnio, że Filip jest bardzo "mamusiowym" dzieckiem. Ciągle się przytula, ciągle czegoś ode mnie chce, ciągle coś chce ce mną robić. Ciągle szuka mojej aprobaty i akceptacji. No i właśnie mu zafundowałam taką dozę uwagi przeciwnie proporcjonalnej do tej, której tak poszukuje. Takim zachowaniem mogę tylko zachwiać jego wiarą w siebie.

Idę przeprosić Filipa.Tylko co mu z przeprosin jeśli nie opanuję w sobie złości...

9 komentarzy:

  1. Coz madrego droga Ewelino ci odpowiedziec . Choc dziecko moja konczy w tym roku 28 lat , a wnuczka jest w peirwesz klasie , to dokladnie pamietam czasy kiedy to i moje wkurwienie siegalo zenitu . I zastanawialam sie czy istnieja jakies normalne mamy , ktore potrafia w spokojny sposob po raz tysieczny tlumaczyc lekcje swojej pociesze , ktora akurat teraz znajduje sie na wyspach bergamutach . Powiem Ci - ja nie wiem co jest lepsze - spokoj czy darcie sie za uchem opornego milusinskiego . Moja najblizsza przyjaciolka ma podobny problem, Maciek jest zawsze gdzies w swoim swiecie, ma wylane na wszstko ,, ale jest przeslodki I pierogi za mame na swieta ulepil. Nie powiem , ze I ja mam go czasami ochote zamordowac . A on gdy to wyczuwa zaraz pamieta , zeby mi drzwi do samochodu otworzyc jak damie jakiejs. Nie jestem specjalistka ani pedagogiem od dobrych rad wychowawczych . Czasami mysle , ze zle wychowalam swoja corke , ze moze albo za malo sie na nia darlam albo za malo bylam cirpliwa . Czy istnieje jakis madry lek dla rodzicow ? Chyba nie . Pozostaje mi zyczyc Ci cierpliwosci . Ale jak masz ochote czasami tupnac to tup, bo to pomaga . Sciskam Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Aniu. Dziękuję za słowa pocieszenia. Ja idealna nie jestem, nie powinnam więc oczekiwać tego po dzieciach. Musimy z Tomkiem wprowadzić inny system odrabiania pracy domowej. Pomijając fakt, że praca domowa dla 5latka to chory pomysł. Nauka wierszyka czy piosenki to wciąż zabawa. Mozolne dłubanie szlaczków to zupełnie inna para kaloszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Obawiam się takiej swojej reakcji już niedługo ;-)) Choć gdzieś tam mam nadzieję jej uniknąć, bo wiem z czego problemy mojego syna wynikają - z zaburzeń integracji sensorycznej. Mój 5,5 latek nie chce chodzić do przedszkola, bo mają zadania i on ich nie lubi (w Polsce takie przygotowanie do szkoły), to aż boję się myśleć co będzie jak pójdzie do zerówki czy do pierwszej klasy.
    Ale i ja pamiętam jak mój tata denerwował się na mnie gdy czegoś tam nie umiałam.

    Dobrze, że wyrzuciłaś te złe emocje z siebie. Jutro będzie nowy dzień, będzie lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip chętnie chodzi do przedszkola. wciąż więcej w tym wszystkim zabawy i coraz większe znaczenie odgrywa aspekt towarzyski. Niemniej jednak wprowadzane są elementy nauki i chyba dobrze. Po rozmowie z panią odnośnie szlaczków i całkowitym ochłonięciu po niedzielnych ekscesach czuję, że można to jakoś oswoić. Muszę po prostu pomyśleć nad realizacją tego "jakoś". Widzę, że Twój synek ma tak jak mój wybór - zerówka czy Iwsza klasa. Gdybym wiedziałam, że szkoła jest przygotowana na 6latka w Iwszej klasie to bym go wysłała. Nie będę mu jednak fundowała zajęć na drugą zmianę do 17tej i ponad 20 dzieci w grupie. Chyba przedłużę mu o jeden rok dzieciństwo ;)

      Usuń
    2. Gdzie Wy mieszkacie? W Polsce czy w Norwegii, bo się pogubiłam? ;-)
      W naszym przypadku i tak wchodzi w grę "zerówka" w szkole. Niemniej jest to zmiana otoczenia i już trochę tak "szkolnie" się zrobi. No zobaczymy.

      Usuń
    3. Niestety nadal mieszkamy w Polsce, Trójmiasto. W Norwegii chcemy zamieszkać i szukamy intensywnie pracy.
      wygląda na to, ze i Twój i mój syn od września zaczną edukację w szkole. Oby trafili na dobrych nauczycieli - takich co to wierzą, że belferka to jednak powołanie, a nie tylko zawód.

      Usuń
    4. Mam wielką nadzieję, że trafi na belfrów z powołaniem, bo w przedszkolu trafiły mu się Panie nie do końca z powołaniem :-(

      Usuń
  4. Mnie dzis piorun strzelil trzy razy.Przy okazji jednego zadanka.Na szczescie w Norwegii maja inne podejcie do "kariery naukowej".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, a podobno w zimie burz z piorunami nie ma. ;)
      Oj wiem, że ma się inne....pytanie czy dużo lepsze. Nie wiem czy po prostu tam nie ma drugiej strony medalu - tu cisną, tam u Was za bardzo pobłażają.

      Usuń