niedziela, 5 stycznia 2014

Myśl raczej niż post.

Wczoraj, albo raczej przedwczoraj błądząc po kanałach, obejrzałam przez chwilę program publicystyczny, w którym jedna mądra pani, niejaka Katarzyna B. mówiła o aborcji i prawie kobiety do jej macicy, a druga równie mądra pani dziennikarz pierwszej odpowiadała. Nie oglądałam całego programu, z racji tego, że mam alergię na prowadzącą, niejaką Elizę M., a raczej manierę z jaką się zachowuje - rozkapryszone dziewczynisko z muchami w nosie i "I'm simply the best" wytatuowanym na czole. Pierwsza pani na modłę wolnościową prowadziła tyradę o tym co kobieta może i chce i że niczego nie musi. Głównie to nie musi ponosić odpowiedzialności za swoje zachowanie i nie musi myśleć, a ewentualnie może, jeśli taka jest jej wola.

Dowodem na tezy pierwszej pani mądrej była dygresja drugiej mądrej pani odnośnie posiadania dzieci. Wypowiedź była mniej więcej w takim tonie.

"No właśnie, właśnie. Moja znajoma nie ma w ogóle za nic instynktu macierzyńskiego. Owszem chciała mieć dziecko, dlatego je urodziła. Ale dziecko ma 2,5 roku, a ona nadal nie czuje więzi emocjonalnej z dzieckiem. Po prostu go nie kocha. Nie, no oczywiście, karmi je, przewija, opiekuje się. Jest dobrą matką."

Chwila, ale o kim mowa? O dziecku, czy raczej o nowoczesnym gadżecie, który chce się mieć w chwili kaprysu, pomyślałam. Zachowany paragon, idę oddać. Nie zachowany paragon, cholera musi zostać śmieć jeden. A skoro jest to może go kiedyś użyję.
 
 Albo świat się robi porąbany, albo to mnie rąbie na stare lata i nie nadążam za społecznymi zmianami. Czy bycie odpowiedzialnym za swoje czyny i antykoncepcja to takie strasznie skomplikowane rzeczy? Nie uważam, że każda kobieta musi gotować i piec, czy chcieć dzieci, tak jak nie każdy facet musi potrafić zmieniać koła i używać wiertarki. To jest nasze prawo. Nie musimy. Tylko, że kiedy kobieta zachodzi w ciążę, to odpowiedzialność staje się podwójna. Sorry Batory, ale tak nas matka natura skonstruowała, że to my kobiety posiadamy zdolność bycia 9miesięcznym inkubatorem dla nowej istoty ludzkiej. Wydaje mi się, że dostałyśmy tym samym więcej odpowiedzialności w pakiecie startowym. Czy kobieta skorzysta z opcji "ciąża" to rzeczywiście jej sprawa. A może i nie do końca tylko jej. Bo jak mówi piosenka, do tanga trzeba dwojga, więc może i sprawa partnera?
Anyway, kobieta, która nie chciała mieć dziecka, zachodzi w ciążę. Nie jest ona następstwem gwałtu, płód rozwija się dobrze i nie stanowi śmiertelnego zagrożenia dla matki, co najwyżej uprzykrzy jej trochę życie przez 9 miesięcy. Więc uważam, że tak, owa kobieta powinna urodzić dziecko. Choć nie musi się nim zajmować. W dniu narodzin droga wolna. Można oddać do adopcji. W kraju, gdzie co szósta para ma problemy z doczekaniem się potomstwa, noworodki są na wagę złota. Wstyd oddać dziecko??? A nie wstyd zabić go w łonie, dokonując aborcji?

Po co ja się pieklę, może prościej byłoby tak - Dokonujmy aborcji, jeździjmy po pijaku, zalegalizujmy marihuanę, znieśmy obowiązek nauki, zlikwidujmy zakazy i normy społeczne, a jedynym prawem niech będzie hasło "bo JA mam prawo do...".
Amen.
 



1 komentarz:

  1. Ewelina, nie napisze nic bo juz wszystko ujelas w ostatnim zdaniu. Amen

    OdpowiedzUsuń