piątek, 17 stycznia 2014

Z mapą po lesie.

Większość tygodnia przesiadujemy w budynkach i z dala od siebie. Ja i Tomek w pracy, Filip w przedszkolu, Wojtek w zależności od dnia u jednej, lub drugiej babci. Mało ruchu i świeżego powietrza, dużo sztucznego światła i zaduchu ogrzewanego kaloryferami. Nic na to nie poradzimy. Mus to mus, pracować trzeba. Zresztą nawet gdyby nie było trzeba ze względów finansowych, nie sądzę, że dałabym rady długo wysiedzieć jak przykładna pani domu. Może tydzień? Dwa? 
Za to weekend musi być nasz i na dworzu dla doładowania płuc i każdej komórki ciała życiodajnym powietrzem. Mieszkając w Trójmieście mamy do wyboru - lasy, jeziora, morze, wzgórki i pagórki. Różnorodność krajobrazu niespotykana w innych rejonach naszego pięknego (mimo wszystko) kraju. Czemu więc u licha tylu mieszkańców Trójmiasta wciąż woli eksplorować zakamarki przecenowe zamiast inwestować w zdrowie i relacje rodzinne. Nikt mnie nie przekona, że bieganie od przeceny do przeceny i fastfoodowy lunch wspiera relacje między dziećmi, a rodzicami. Co najwyżej uczy konsumpcyjnego spędzenia czasu czy dokładnego rozmiaru latorośli. 
Z drugiej jednak strony włócząc się po lasach i innych krzakach, czy piaskach widzimy coraz więcej ludzi mało i dużo letnich korzystających z trójmiejskich dóbr natury. Ostatnio postanowiliśmy włóczyć się po lasach z celem, czyli wzięliśmy udział w akcji "z mapą do lasu" organizowanej przez klub sportowy. W ostatnią niedzielę ślizgaliśmy się po błotach Doliny Radości, 28.grudnia chodziliśmy szukając punktów kontrolnych po lasach w Gdyni Pustki Cisowskie. Z trzech możliwych tras wybraliśmy tę najprostszą o długości 2,5 km. Chłopaki radzili sobie świetnie, bawiąc się przy tym nieustannie. W ostatnią niedzielę pogoda średnio dopisała, raz słońce, raz deszcz, a wszystko podszyte świstem wiatru w koronach drzew. Co któryś punkt przystanek piknikowy. Chyba nigdy zwyczajne kanapki nie smakują tak dobrze jak wtedy - osmagane wiatrem, wychłodzone i lekko zduźdane w plecakowym bałaganie. Nasz główny przystanek skąpany był w deszczu. Radość w oczach chłopaków pomimo trudów uświadomiła mi, jak jeszcze nigdy do tej pory, znaczenie dwóch norweskich powiedzeń - Ut på tur, aldri sur i Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær.
Ten pierwszy w mniejszym lub większym stopniu można porównać do naszego polskiego w zdrowym ciele zdrowy duch - zdrowe ciało mamy dzięki ruchowi, często temu na świeżym powietrzu. A zdrowe ciało jest gwarantem dobrego samopoczucia. Gwarantem to może za dużo powiedziane, ale na pewno się do niego w dużej mierze przyczynia. Drugie powiedzenie udowadnia zaś, że nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Nic dodać, nic ująć. Rozczuliły mnie jakiś czas temu wyszperane w necie norweskie instrukcje ubierania dzieci do przedszkola lub po prostu na dwór. Co, kiedy, w jakim celu i ilu sztukach. Wojtek i Filip brodzili w błocie, przewalali się, ślizgali. Ja już wiem z autopsji, że dwie pary rękawiczek było za mało.
Zabłocone paluchy, deszcz kapiący z nosów i nieustający uśmiech na twarzy. Pytanie, co stoi na przeszkodzie brania przykładu z naszych dzieci i entuzjazmu wpisanego w ich wiek? Nic tak naprawdę, dlatego jutro jedziemy na sanki. Jeśli wierzyć http://www.yr.no/ zapowiadają częściowe zachmurzenie, słaby wiatr i kilka stopni na minusie. Póki chłopaki nas chcą i szukają naszego towarzystwa, póty będziemy spędzali z nimi nasze wolne chwile, wakacje i nie wyobrażam sobie innego stylu życia mojej rodziny.



P.S. W którymś poście pisałam o propozycjach pracy. Jedną sama odrzuciłam, drugą zaakceptowałam i zostałam zaakceptowana. Z początkiem letniego semestru rozpoczynam pracę jako lektor norweskiego na jednej z prywatnych uczelni wyższych w Trójmieście.  Na początek 17 osób, ale z czasem może uda się rozbujać tę imprezę!






2 komentarze:

  1. Obydwa norweskie przysłowia mają w sobie dużo prawdy, zwłaszcza to o ubraniach :) Nie trzeba ich mieć na sobie dużo, tylko właściwe. Już dawno zarzuciłam ładny wygląd, nad wygodę i komfort termiczny (nigdy nie wiesz, kiedy zepsuje ci się samochód i przyjdzie ci czekać na pomoc drogową przy -15 lub trzeba go będzie pchać, a w spódnicy i w kozaczkach na szpilkach byłoby ciężko ;) ). Poza tym, jak nie kochać wędrówek po Norwegii? To przecież jeden z najpiękniejszych krajów świata, o czym sama przekonuje się nieustannie :)
    Gratulacje z okazji nowej pracy!
    Pozdrawiam z zaśnieżonego Lillehammer!
    Mara

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęściaro - ano mieszkasz w jednym z najpiękniejszych państw i do tego w jednej z piękniejszych jego części. Będąc chyba na 3 roku studiów mieliśmy lektorkę z Lillehammer - Ellinor - cudna kobieta.

    W Polsce wciąż ważniejsze jest to jak wyglądasz niż czy w pupę ciepło;)

    Dzięki, zobaczymy co z tą pracą. Zostałam już wpisana na listę pracowników dydaktycznych. :) Będzie 18 chłopa w grupie, przyszłych inżynierów.

    God helg.

    OdpowiedzUsuń