sobota, 15 marca 2014

Blogowy bilans.

Jakiś czas temu stuknął  mi rok, odkąd zaczęłam popełniać blogową chałturę w słowie i fotografii.
Rozpoczynałam z pokładem olbrzymiej frustracji zawodowej i wielką potrzebą zmian. Ileż można się kisić w kiszonce ąsów i dąsów na cały świat. Mój mózg zaczął więc proces rewitalizacji stanu ducha, znaczy się zaczął snuć plany na przyszłość związane z Norwegią i norweskim w roli głównej. Nie mam zamiaru podawać bilansu owych poczynań. Jestem nadal w drodze, a moi wspaniali mężczyźni ze mną.

Niestety zima nie jest najlepszym okresem dla mnie. Gdybym mogła, zapadałabym w stan hibernacji i nietykana spała do wiosny, po czym wstała kipiąca energią. Zwolniłam tempo realizacji moich marzeń i planów. Musiałam się zamknąć na jakiś czas, zaskorupić w sobie przemyślenia, wydarzenia i mijający czas. Było mi źle do tego stopnia, że chciałam umknąć swą osobą także przed mym słowno-zdjęciowym ekshibicjonizmem. Wyłaziło ze mnie dużo zwątpienia, żalu i niechęci do wszystkiego, czy warto było więc to zatrzymywać w słowie? Niestety wraz z tym złym stanem, umknęło mi wiele dobrych chwili i czynów. Kiedy jednak dusza płacze, muszę ją wstawić w samotność i intymność, bo tak jest mi łatwiej to co złe wypłakać.



1 komentarz: