piątek, 4 kwietnia 2014

Shuttered dreams.

Może jeszcze nie tak drastycznie jak w tytule, ale czuję jak wiara w realizację moich marzeń chwieje się w swych podstawach. Dostałam dziś maila z odmowną odpowiedzią na moją aplikację na stanowisko nauczyciela angielskiego. Nie pierwsza ona i nie ostatnia, więc właściwie czym się tu przejmować. A jednak. W linijce gdzie z reguły znajduje się tylko mój adres mailowy, pojawiło się też inne. Niejakiej Tamary P z Bułgarii. Obie otrzymałyśmy odmowę. 

Od momentu przeczytania maila, po głowie błąka się nieznośnie natrętna myśl. Nigdy nie dorównasz norweskiemu kandydatowi. Możesz co najwyżej sprzątać lub usługiwać. Jesteś Polką, a większość Polek w Norwegii pracuje sprzątając, tak jak większość Polaków pracuje w budownictwie. Gdzie się więc wyrywasz przed szereg!

13 komentarzy:

  1. Ewelina, czy to z naszej szkoly ? Kuzwa !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Aniu. To szkoła gdzieś w Rogaland. Od Was póki co cisza.

      Usuń
  2. Przed jaki szereg, Ewelina!? Przecież w każdym urzędzie, agencji, uniwersytecie, szpitalu spotykam Polki. Ze względu na ilość Polaków w Norwegii zaczynają powstawać także polskie szkoły weekendowe. I nie, większość Polek nie pracuje sprzątając. Pracują wszędzie. Przestań słuchać polskiej telewizji. Z Twoimi umiejętnościami to tylko kwestia czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeczę, że Polacy są wszędzie i zajmują też dobre stanowiska. Pytanie czy od razu je dostali, czy zaczynali od pracy typu oppvaskgutt, renholder etc. Czy Polki, które teraz pracują w urzędach dostały je aplikując z Polski? A może po prostu moje kwalifikacje nie są dobre na norweskie warunki, choć nie do końca jestem do tego przekonana. Skoro UDIR zdecydował, że jestem pod względem zawodowego przygotowania OK, to chyba jest dobrze. Więc co jest we mnie nie tak, poza faktem nie bycia Norweżką.

      Usuń
    2. Znam kilka Polek mieszkających w Norwegii. Ani ja, ani żadna z nich nie sprzątamy i nie sprzątałyśmy (poza swoimi domami, oczywiście). Jestem pewna, że wkrótce będziesz będziesz musiała odmawiać, bo będą Cie chcieli tu, tam i jeszcze tam. Nie załamuj się. Na pewno Ci się uda.

      Usuń
    3. Nie załamuję się, niestety co jakiś czas muszę pojęczeć. Ale dopnę swego!

      Usuń
    4. Ja też znam polki pracujące w Norwegii... ale tylko jedna pojechała tam sama w dodatku wiele lat temu. Inne są zadowolone z mieszkania w Norwegii ale.... to mąż dostał pracę, chłopak jest Norwegiem, dojechały do pracującego już tam męża... itp
      Bardzo trudno jest zacząć kobiecie z dzieckiem, dziećmi...
      Tak na razie wychodzi z moich spostrzeżeń. Chętnie je zmienię na inne ale przykładów mi brak.
      Ale cóż. od czego są marzenia jak nie od tego aby je spełniać?

      Usuń
  3. Trochę to dołujące co napisałaś... Ja niestety też mam w planach emigrację i od znajomych dostaje dużo informacji, że tak być nie musi.. znaczy, że można robić coś sensownego.
    Nie stać mnie na wyjazd "tak sobie", nie jestem żoną przy mężu... zatem musi być praca!
    Nie chciałabym nadawać się tylko do sprzątania :(
    ... umiem jeszcze parę innych rzeczy robić ;)

    Zastanawiam się czy miałaś małe załamanie czy naprawdę tak to wygląda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to chwilowe załamanie. I tak będę nadal słała moje CV, szczególnie teraz kiedy wciąż jest dużo anonsów poszukujących nauczycieli.
      Ja właściwie to mogłabym sprzątać - ot taka roczna praca, w której nie muszę myśleć. Odpoczynek od intensywnego używania mózgu. Tylko, że będąc tutaj w Polsce nie dostanę takiej pracy, a do Norwegii nie pojadę sama. Ostatnio dowiedziałam się, że moi studenci wyjeżdżają do N. Teraz w kwietniu na tydzień w poszukiwaniu pracy i mieszkania do najmu (mają referencje od Norwegów), a potem już w czerwcu razem z dziećmi. Dają sobie pół roku. Odważne.

      Myślę, że jedyne co mogę zrobić to patrzeć na moje poszukiwanie pracy w zawodzie przez pryzmat tylko i wyłącznie własnej osoby i zupełnie nie patrzeć na innych.

      Usuń
  4. Dzień dobry! Przepraszam za moją późną odpowiedź na Twój komentarz. Byłam przez ostatnie dwa miesiące na totalnym rozdrożu, zastanawiałam się co zrobić dalej: kisić się na Politechnice, do której czuję obrzydzenie, a każdy kolejny projekt/kolokwium doprowadza mnie do płaczu/odruchów wymiotnych... czy może jednak rzucić to w cholerę.
    To chyba przykre, kiedy robi się w życiu TYLKO rzeczy, które mają zadowolić innych.
    No i zdecydowałam - przedwczoraj - że rzucam to. Rzucam. Jestem inżynierem, to mi wystarczy.
    Co dalej - jeszcze nie wiem. Wiem że muszę zrobić porządek ze sobą, swoim życiem. I porządek w mieszkaniu;- )

    Irytacja związana z poszukiwaniem pracy dotyczy w zasadzie większości ludzi, którzy w naszym kraju/z naszego kraju szukają ROBOTY. Wiesz to - więc w zasadzie nie wiem, dlaczego o tym piszę. Nie pocieszy Cię to pewnie. Zawsze trzeba szukać w życiu tego, co nas cieszy: to znaczy umieć cieszyć się z tego, co już mamy. I myśleć, że świat się nie zawali jeśli nie będziemy mieć więcej - ale też uparcie dążyć do tego, co chcemy mieć.
    Wiem, puste frazesy. Ale moje - od serca - dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. To nie są puste frazesy. Tak po prostu jest i tego się trzeba trzymać - marzyć i dążyć do spełnienia marzeń, do poszukiwania szczęścia. Ja doceniam to co mam i kogo mam w swoim życiu. I chyba to właśnie pozwala mi nie popaść w kompletną frustrację ze względu na przedłużony okres realizacji planów.

      Skoro tak mówisz - znaczy się podjęłaś dobrą decyzję. Patrząc na bliskie mi osoby, które z takich bądź innych powodów robiły to i owo celem zadowolenia innych, ale wbrew sobie, widzę, że wyszły one na tym źle.

      Usuń
  5. Dla wielu kobiet sprzatanie, to tak zwane "frycowe", ktore placi sie czesto na poczatku migracji, zanim nie pozna sie ludzi i nie utworzy swojej wlasnej sieci kontaktow. W Polsce jest krzyk, ze prace dostaje sie po znajmosci, ale jezeli ktos mysli, ze tu jest inaczej, to sie myli. W Norwegii nazywaja to ladnie "nettverking", co nie zmienia faktu, ze najlatwiej dostac prace, gdy ktos (najlepiej Norweg) za ciebie poreczy. Ot, smutna rzeczywistosc. Niemniej moja kolezanka dostala prace aplikujac bezposrednio z Polski, jednak wczesniej miala staz w Norwegii i jej przyszli pracodawcy zadzwonili po referencje do poprzednich norweskich szefow.
    Tutaj w Norwegii jakos nie postrzega sie sprzatania jako prace "degradujaca", ale jako pierwszy krok w nowym zyciu zawodowym i czas, zeby poznac jezyk i ludzi. Zgadnij od jakiej pracy ja sama zaczynalam? :)
    Powodzeniu w szukaniu pracy i nie martw sie, bo w Norwegii jest deficyt nauczycieli :)
    Mara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mając stypendium w folkehøyskole musiałam odpracować część pieniędzy poprzez sprzątanie budynków szkolnych. Strasznie to źle przyjęłam, choć nikt nie dawał mi poznać, że mają mnie za gorszą. Sama sobie to wmówiła. Co więcej nie byłam jedyną osobą, która to robiła, ale jako jedyna robiłam z tego tragedię graniczącą z detronizacją królewskiej głowy!

      Wczoraj skończyłam 40 lat. I zdałam sobie sprawę z naprawdę fajnej rzeczy w moim życiu. Zawsze przepełniały je marzenia. A to o liceum, a to o studiach na skandynawistyce, wyjeździe na stypendium, podróżach (choć może nie na jakąś kolosalną skalę), wielkiej miłości u mego boku. W końcu i o dzieciach, bo i na te marzenia kiedyś przyszedł czas. I osiągnęłam wszystko co sobie wyśniłam. Nie bez walki, utrudnień po drodze, ale jednak. I Norwegię osiągnę. Nie wymknie mi się.

      Usuń