piątek, 4 lipca 2014

Pan Tusk i jego manowce.

Już przed chorobą zaczął mi się plątać po głowie post polityczny o tym jak to pan Tusk i jemu podobni zawiedli nas i nasz kraj na manowce. Musiałam powstrzymać się od napisania go, gdyż wzburzenie i gniew obok zwykłych słów cisnęły mi na usta masy całe najgorszych inwektywów pod słońcem.

Bo po pierwsze do spazmów doprowadza mnie afera stworzona wkoło nagrań udostępnionych przez Wprost. Boższszssz....Doświadczamy oto nieprawdopodobnej wręcz w skali kosmicznej jawnej niesprawiedliwości wobec wspaniałych polityków rządu. Zgwałcono nieskazitelnych moralnie i etycznie mężów stanu, ich prawo do prywatnej rozmowy, do zaspokojenia głodu w godnych warunkach. Naruszono święte prawo pod tytułem "nie ruszaj gówna, bo zacznie śmierdzieć'. Choć nie wiem, czy ma to jakikolwiek sens, bo jak na mój mało politycznie zainteresowany umysł to śmierdzi od dawna. Tylko ludzie jakoś węch stracili. Stracili węch i słuch jakiś takiś wybiórczy się zrobił. Bo zamiast skupić się na treści owych rozmów, wiedzie się jakieś nijakie dysputy o języku typowym dla męskich rozmów - znaczy o te kurwy chodzi i inne przekleństwa jako środek ekspresji męskiej. Czy polityk to jeszcze facet i przystoi mu używanie soczystego języka, czy polityk to już nie facet więc taki język mu nie przystoi. Lub o nielegalność owych podsłuchów i prawo do prywatności. Ale to tematy poboczne, zastępcze i tak naprawdę nic nie znaczące. Bo prawo do prywatności już od dawna przestało istnieć poza papierem - w dobie internetu, telefonii komórkowej i cyfryzacji nie ma czegoś takiego jak prawo do prywatności. Co chwila jesteśmy go pozbawiani czy to w postaci reklam internetowych magicznie wyczytujących nasze potrzeby, czy to nagabujących nas pracowników call center. Nasze dane i numery telefonów przerzucane są od firmy do firmy, które gonią za nami dzień w dzień, byle tylko coś sprzedać. Nie ma mowy o prywatności. Tym bardziej naruszane jest prawo do prywatności osób publicznych. Do tej pory obrywało się celebrytom przy ich mniejszym, choć z reguły większym zezwoleniu. Celebryci się znudzili, na tapetę weszli politycy. Tylko, że przy celebrytach cała sensacja to widok majtek, cellulit na podudziu lub może piwny brzuszek zamiast kaloryfera. Dziecko z nieślubnego łoża, lifting czy inna popierdółka. Przy politykach zaczyna być groźniej, bo tu sensacja dotyka naszego kraju i jego spraw. I tak naprawdę to już nie jest sensacja, to jest poważna rzecz. Jeśli politycy, a do tego członkowie rządu wyrażają się w takich, a nie innych słowach o Polsce, to nie powinni oni piastować takich urzędów. Jeśli działają w sposób ewidentnie dla Polski niekorzystny to powinni zostać postawieni do odpowiedzialności, ukarani i zdymisjonowani. Cokolwiek się wszystkim może wydawać, polityk to osoba w służbie narodu, a nie osoba, w której służbie ów naród się znajduje. Ciekawe, czy ludzie idąc do kolejnych wyborów nadal będą głosowali na te same skompromitowane osoby? Pytanie, czy widzą ich przez pryzmat kompromitacji, czy może jawią się im one jako moja kuzynka Anna - Wieczna - Dziewica.
Ciocia i wujek, których Anna - Wieczna - Dziewica jest najmłodszą córką, zawsze jawiła się im jako ta piękna, dobra, mądra, szczodra i wspaniałomyślna. A przy tym pobożna i nieskalana. Pochodzi spod Warszawy, studiowała w Gdańsku. Początkowo mieszkała w akademikach, potem z koleżankami na stancjach. Rodzice wychowawszy ją w czystości wierzyli, że ich córcia taka w czasie studiów pozostaje. Miała chłopaka, ale seksu bez ślubu nie uprawiali, boć to grzech. Tak ciocia i wujek mówili. A Anna - Wieczna - Dziewica oczka spuszczała, coś zaszczebiotała, toć serce rośnie! Sytuacje, w których ja i Tomek Annę - Wieczną - Dziewicę widywaliśmy na imprezach bez podsłuchu i filmowania jawnie pokazywały z lekka inne oblicze dziewczyny. Dla mnie właściwie nie miało znaczenia co dziewczyna wyprawiała na studiach. Znaczenie miała jej dwulicowość i obłuda z jaką się Anna - Wieczna - Dziewica zachowywała i zachowuje nadal. Ale z trójki rodzeństwa, najlepsza w oczach cioci i wujka jest.  I z tymi naszymi rządowymi politykami to tak po trochu jak z tą Anną - Wieczną - Dziewicą - dymają* na lewo i prawo, ale oficjalnie nieskalani są.

Bo po drugie i właściwie najważniejsze, gdyż uderzające prosto we mnie i moją rodzinę - twór tworzasty NFZ nazwany. Czymże to jest? Wylęgarnią głupich zarządzeń i decyzji. Pochłaniaczem pieniędzy, których brakuje na prawdziwe potrzeby. Bazą dla biurw i biurwek przekładających papiery i papierki. Że co? Że i ZUS do tego opisu też pasuje. Ano prawda to, teraz będzie o NFZ tylko.

Dzięki NFZ Wojtek nie będzie miał wycinanych migdałków w poniedziałek 14 lipca. Czekamy od lutego. Z jakieś dwa tygodnie temu zadzwonili ze szpitala, że dyrekcja wstrzymuje wszystkie zabiegi gdyż NFZ nie płaci za nie. Czemu nie płaci? Bo kwestionuje słuszność wykonywanych zabiegów. Ale na zabieg kieruje laryngolog. Potem laryngolog szpitalny akceptuje bądź odrzuca skierowanie. Nas przyjął i laryngolog ze szpitala Marynarki Wojennej i ze szpitala na Zaspie i w końcu ten z Dziecięcego. Wybór padł na dziecięcy bo termin był najszybszy, a i oddział nowy. W każdym razie nasz zabieg jest jak najbardziej słuszny, co potwierdza 3 niezależnych laryngologów. Czego urzędasie z NFZ więcej potrzebujesz? Łapówki? Za nic jej nie dostaniesz. Będę uczciwa do szpiku kości. W przeciwieństwie do polskiego rządu. Nigdy go nie wybierałam i nie utożsamiam się z powiedzeniem, że społeczeństwo dostaje taki rząd na jaki zasługuje. Poczekamy do 14 października. Taki termin wyznaczył nam szpital na Zaspie.

Ten tydzień miał być po kilku miesiącach czekania tygodniem wizyt u pani doktor z poradni rehabilitacyjnej, neurologa, kardiologa i  alergologa. Moja choroba pokrzyżowała plany. Najgorzej było w poniedziałek. Tomek miał jakieś zebranie na UG, ja umieram. Odwołaliśmy wizytę, prosząc o przełożenie na inny termin. Do końca roku nie ma ani jednego miejsca. Byłam przygotowana na to, że znowu przyjdzie nam czekać z 2, 3 miesiące, ale na kompletny brak miejsc nie byłam przygotowana. Jak to nie ma???? Pani z pewną rezygnacją w głosie wyjaśniła, że kiedy 5 maja były zapisy na drugie półrocze pojawiło się w ciągu tego dnia dwa i pół tysiąca ludzi. Wszystkie miejsca rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Na neurologa, kardiologa i alergologa Tomek urywał się z pracy. Rzucał plagiaty, przyjeżdżał po Wojtka i jechał na wizyty. Już żadnej nie przepuściliśmy.

W maju Tomek jechał zarejestrować mnie na MRI mózgu do szpitala na Zaspie. Tam mają podobno najnowszy sprzęt. Telefon, Tomek pyta czy będzie mi pasowało za 25 maja ok 12.30. Toż to za tydzień, pomyślałam z przerażeniem. Hehehehe, śmieje się Tomek, ale dopiero 2017r. Pani rejestratorka powiedziała mu, że najbliższy kontrakt z NFZ mają mieć podpisany za 3 lata, a teraz wszystkie miejsca są zajęte. W końcu znaleźliśmy termin na 08 stycznia 2015 roku w innym szpitalu.

Te przypadki są małe, nie zagrażają życiu mojemu czy moich chłopców. Trochę uprzykrzają plany, ale ogólnie nic się nie dzieje. Ale jeśli rozejrzymy się dokoła to usłyszymy setki tysięcy poważniejszych opowieści naszych znajomych i nieznajomych. Czyjaś odwołana operacja z braku refundacji, komuś zabrano dodatek pielęgnacyjny. Komuś zdiagnozowano raka, ale na wizytę u onkologa nie ma co liczyć wcześniej niż za kilka miesięcy. Chory na SM nie dostanie interferonu, bo NFZ nie widzi konieczności. Enedue rike fake torba borba usmesmake eus deus kosmateus tobie dam, a tobie nie pieniążki na lekarstwa. Raz dwa trzy i z gry wypadasz TY i TY i TY i TY.
NFZ, szkolnictwo, sądy, przemysł, banki, poczta, koleje, itd itp. Każdy ma swoją wyliczankę eliminującą. 

Z dwa, może trzy weekendy temu po kolejnym marszu z mapą po lesie, ruszyliśmy dokończyć wycieczkę po Górze Gradowej. Patrząc na panoramę Gdańska zauważyłam, że oddali do użytku most, wiodący m.in przez byłe tereny stoczni. Musieliśmy tam pojechać. Na lewo patrz zrujnowane budynki stoczni oddane tudzież odsprzedane artystom już w 1999 r. Nadal zrujnowane, może nawet trochę bardziej. Te nie dla artystów też zrujnowane. Ale dzieje się, tereny szykowane są pod ekskluzywne osiedla. Na prawo patrz zardzewiała maszkara architektoniczna będąca Europejskim Centrum Solidarności. Czy stoczniowcy ruszający do boju z komunizmem, w najgorszych koszmarach mogli śnić o tym co się z ich stocznią stanie? Za komuny nie dało rady zniszczyć stoczni. Ale dało radę zniszczyć ją za "wolności".

A impreza u pana Tuska kręci się.










* dziwne słowo, z lekka wulgarne, cokolwiek wieloznaczne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz