środa, 13 sierpnia 2014

Pytania, pytania, pytania - wyższy pułap.

http://www.smartcollegevisit.com
To, że dzieci zarzucają nas rodziców miliardami, tryliardami pytań na dzień nie jest żadną nowością. Co więcej wskazuje u naszych dzieci ciekawość życia, umiejętność myślenia i analizowania danych. Więc choć wkurza cię rodzicu odpowiadanie na często bezsensowne pytania, zagryź wargi i odpowiadaj, bo oto objawiają się zalążki geniuszu u twego dziecia. 

W zadawaniu pytań palmę pierwszeństwa dzierży mój Filip. Szybko zaczął mówić i szybko pokochał zadawanie pytań. Pyta non stop. A kiedy nie pyta to śpiewa. W jego repertuarze króluje "Hey brother" by Avicii, motyw przewodni Star Wars oraz polskie pieśni wojskowe i patriotyczne. Sama go ich nauczyłam, a mnie z kolei prababcia Stefcia. Ta od strojów dla królewny, lalek z gałganków, jaśminu i masła w starodawnym kredensie. 

Wracając jednak do pytań. Kiedyś zdarzyło się mu nawet zadać pytanie w czasie snu. Myślałam, że się obudził i mu odpowiedziałam. Szybko jednak okazało się, że chłopak nadal spał, po prostu się mu coś śniło. Od trzech lat z dużym hakiem jestem przyzwyczajona do pytań, niemniej jednak, w skrytości swych myśli liczyłam, że kiedy skończy 6 lat, intensywność pytań zmaleje. Nie zmalała. Zmieniła tylko swój kaliber, gdyż przeszła w abstrakty, na przykład śmierć. Wczoraj dajmy na to w trakcie wygłupów w oliwskim parku, zapytał jakby od niechcenia. 

Mamo, a ty masz jeszcze dużo życia, czy mało?

Mam nadzieję, że jeszcze całkiem, całkiem sporo życia przede mną, zaśmiałam się.

Mamo, a czy dzieci umierają? 

I co mam mu powiedzieć????? Prawdę. Są ludzie, którzy omijają pewne tematy, tłumacząc że nie chcą zasmucać dziecka. Już kilka razy przekonałam się o swoistej mądrości dzieci i wychodzę z założenia, że tematy życia i śmierci czy inne, równie niełatwe są wplątane w nasze istnienie, jakże więc je omijać? 

Niestety dzieci też umierają, odrzekłam w imię tego przekonania. 

Ale jak to? Przecież są małe, a nie stare. Mają jeszcze dużo życia. 

Tak, to prawda. Niestety może zdarzyć się wypadek, mogą być bardzo chore i nie ma na tę chorobę lekarstwa. Najlepiej, kiedy człowiek umiera będąc starszą osobą, ale tak niestety nie jest zawsze.

Czyli ja też mogę umrzeć w wypadku i ty też. 

No tak, na chwilę zawiesiłam głos, jest takie prawdopodobieństwo, powiedziałam, modląc się aby nie kazał mi tłumaczyć pojęcia prawdopodobieństwa tuż zaraz po śmierci. Może nie mówmy już o takich smutnych tematach?, zaproponowałam.

Tak, nie marnujmy czasu. Po tych słowach popędził ze śmiechem w kierunku parkowego wodospadu.

Podążałam za moimi chłopakami zastanawiając się równocześnie, czy oto byłam świadkiem dziecięcego Carpe Diem*, czy po prostu znudził się rozmową. Cokolwiek to było, mądre mam dzieci i póki mi sił i pomysłów starczy będę odpowiadała. Choć pytanie "a skąd wziął się pierwszy na świecie las?" z lekka zbiło mnie stropu, gdyż moja odpowiedź "z nasionek" doprowadziła do pytania o pochodzenie nasionek.

Pojawiają się też pytania dotyczące biologicznej matki Wojtka. Właściwie to zapytał może dwa razy, ale widocznie uznaje ten temat za nudny, gdyż chyba nawet nie czekał na odpowiedź. Bo istnieją też pytania zadane ot tak dla samego pytania. Filip zaczyna "Mamo, a dlaczego...", po czym milknie. A nic, już mi się nie chce pytać. Zdaję sobie sprawę, że nadejdzie wkrótce czas na pytania o kwestię adopcji naszego Wojtka i to nie tylko zadane przez Filipa, ale i Wojtka. Młodsze dziecię również zadaje dużo pytań, jest jednak chyba mniej filozoficzny. Woli czyny i akcję. Patrząc na jego wakacyjne wyczyny na drabinkach, wpadłam na pomysł rodzinnego pójścia na ściankę wspinaczkową. Właśnie jestem w trakcie poszukiwania informacji. Sama jakoś nie miałam śmiałości, teraz mam idealną wymówkę - to dla dziecka. 

* Przesłanie carpe diem poznałam dzięki oglądanemu z wypiekami na twarzy Dead Poets Society. Byłam na nim w kinie wraz z moimi przyjaciółkami w pierwszej może drugiej klasie liceum. Od tego filmu wszystkie marzyłyśmy o nauczycielu pokroju Johna Keatinga. Myślę, że marzenia te ziściły się dzięki kilku pedagogom, którzy prowokowali nas do "to be wise, not stupid", między innymi poprzez nieustające zadawanie pytań. Szkoda, że pytanie "dlaczego" do Robina Williamsa pozostanie bez odpowiedzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz