poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Life is tough, but so much beautiful...

Nie cierpię, nie jestem chora na raka. Właściwie na nic nie jestem chora, poza migdałkami, które mówią "wytnij mnie" i w swojej nadętej wielkości uprzykrzają mi anginą życie średnio co półtora miesiąca, z porywami do dwóch. Nerwy mnie trochę kołaczą i przemęczenie daje się czasami we znaki, ale mam nadzieję, że i z tym damy sobie radę. Mój life balance jest z lekka rozchwiany, szczególnie w kwestii praca - życie prywatne. Pracuję nad jego przywróceniem. Choć w życiu bywało różnie, nie doświadczyłam takiej przeogromnej tragedii, że ta wbiłaby mnie w ziemię i nie pozwoliła się dźwignąć. Zawsze wychodziłam zwycięsko, zawsze do przodu, z czymś dobrym.  Czy to dzięki sile mego charakteru, czy może dzięki średniemu kalibrowi doświadczeń? 17 lat temu na mojej drodze  stanął wspaniały facet, do którego, gdybym była skończoną kretynką, mogłabym się z lekka przyczepić, że ma jakieś braki. Kretynką nie jestem, ergo mój facet to ideał. Są dni, kiedy wracam wypluta zmęczeniem z pracy otacza mnie błogość pewności, że w domu jest ktoś, na kim mogę bezgranicznie polegać i kto jest mi opoką choćby nie wiem co! Problemy maleją kiedy wiem, że nie dzielę ich sama...

Nasze dzieci to też chodzące ideały. Cudowne, najwspanialsze i nasze jedyne...tylko czemu tak potrafią wkurzyć? Swoim zachowaniem potrafią wyrządzić szkody niczym czerwonoskóry wojownik skalpujący i zarazem wbijający mnie na pal jednocześnie! I tak są idealne. Tak idealne jak ich z nami dialogi.

- Tatusiu! Tak bardzo cię kocham, że wszystko chcę z tobą robić. Nawet teraz.
- A co będziesz teraz robił?
- Teraz będę robił kupę. (Wojtek)

- Filip, wyrzucam stary zeszyt z matematyki.
- Nie, zostaw go mamuś! Mam tam tyle wspomnień.

Dzięki Ci, Boże Panie za to co do tej pory mi dałeś. Będę Ci wdzięczna do końca moich dni, w każdym moim dniu chcę Ci dziękować za moje życie. I jeśli mogę o coś prosić, to proszę nie daj mi nigdy zapomnieć jak wspaniałe jest moje życie.





„Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.
Prześlij te słowa komu zechcesz.
Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.
I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie.
Teraz jest czas.”
Testament, Gabriel Maria Marquez.

1 komentarz:

  1. Spowodowalas Ewlino , ze sie poplakalam ze smiechu, ale tez uronila lze na mysl, ze mam tez obok kogos takiego jak Twoj Tomasz. I moj to tez Tomasz :-) . Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń