poniedziałek, 1 sierpnia 2016

SŁOMIANA MAMA 1/2


W sobotę o 7.15 odstawiliśmy Filipa na parking przed kościołem w Baninie. Stamtąd miał nasz pierworodny wyjechać na tygodniowy obóz zuchowy. I wyjechał, a ja gdy tylko zniknął tył autokaru wiozący mojego zucha i kupę innych dzieci ku wakacyjnej przygodzie, rozryczałam się. Łzy jak grochy lały mi się po policzkach i nie chciały przestać. Moje malutkie dzieciątko, mój syneczek jedzie sam bez mamusi w daleki świat. W dupie miałam swoją postawę matki twardzielki co to wychowuje swe dzieci wpajając im od początku samodzielność.