czwartek, 27 lipca 2017

Trzy Korony i Sokolica.

PTTK Trzy Korony - Wąwóz Szopczański - przeł. Szopka - Trzy Korony (Okrąglica) - Góra Zamkowa - Sokola Perć - Sokolica - PTTK Orlica szlak żółty - szlak niebieski

Trasę, którą wybraliśmy na pierwszy dzień jest trasą dość łatwą, choć dość długą. Piszę dość łatwą, gdyż spacer przez Wąwóz Szopczański do Przełęczy Szopa nieźle dał mi w kość. Rozumiem więc doskonale czemu na Przełęczy Szopka jest znak z napisem Chwała Bogu...że doszłam. Trasa czasami wydaje się być nudnawa, niemniej jednak serwuje też porywające widoki. Na Przełęczy Szopka zrobiliśmy sobie nasz pierwszy zasłużony piknik, podziwiając przy tym piękną, choć trochę zachmurzoną panoramą Tatr. 
 
Po pół godzinie (to była naprawdę długa przerwa!) weszliśmy w las i niespiesznie zaczęliśmy się piąć lasem ku Trzem Koronom, a dokładnie ich najbardziej wyeksponowanego miejsca czyli Okrąglicy (982 m n.p.m.) Jak pewnie wszystkim wiadomo, aby wejść na szczyt trzeba kupić bilet i podejść żelazną ścieżką na platformę widokową. Ta żelazna konstrukcja pozwala na chodzenie w jedną i drugą stronę tylko "gęsiego", dzięki czemu nikt się nie przepycha. Kiedy miałam z jakieś 8, 9 lat byłam razem z mamą i świętej pamięci babcią Jadzią na wczasach w Grybowie bodajże. Z tego pobytu mam kilka wspomnień, między innymi ze spływu Dunajcem, kiedy to widziałam zaskrońca, odcisk pięt Janosika i właśnie majestatyczne Trzy Korony. Wydawały się taaaakie kolosalne i na zawsze utkwiły w mej pamięci. A teraz kiedy człowiekowi 4 krzyżyk stuknął i z perspektywy ich zdobycia wydają się być takie...mikre...Niezmiennie jednak piękne i dzięki swemu usytuowaniu pokazujące zniewalające panoramy na przełom Dunajca i Tatry.
 Z Trzech Koron ruszyliśmy ku Górze Zamkowej z nadzieją, że odwiedzimy zamek pieniński w którym schronienia przed Tatarami szukała św. Kinga, a który jak podaje legenda zbudowały anioły "lotem skrzydlatym znosząc kamienie". Jak to pięknie brzmi! Niestety na nadziei się skończyło gdyż zawalił się strop i wejście do zamku zostało zagrodzone do odwołania.
 Niewiele więc myśląc ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem ku Sokolej Perci zaczynającej się na Bańków Gronik (716 m n.p.m.) przez Sutrówkę (749 m n.p.m.) i Ociemny Wierch (740 m n.p.m.) aż do górskiego rodzeństwa czyli do szczytów Czerteż (774 m n.p.m.), Czertezik (772 m n.p.m.) i  najpiękniejszej Sokolicy (772 m n.p.m.). Według legendy Czerteż i Czertezik byli braćmi, a Sokolica ich siostrą. Na królestwo ich ojca króla Pienina napadł wróg. Wysłał on Czerteża po pomoc, Czerteż zginął, wysłał więc Czertezika. Jednak i on zginął. Ciała synów zostały pochowane właśnie pod szczytami, które dziś noszą ich imiona. Niestety los nie okazał się łaskawy także dla córki króla Pienina, pięknej Sokolicy. Wędrując lasami królestwa swego ojca napotkała złego maga, który zaklął ją w skałę. W sumie ciekawe dlaczego tak postąpił? Z nienawiści do jej ojca, a może z miłości do Sokolicy, która jednak odrzuciła zaloty maga? Czasami od miłości do nienawiści krótka droga wiedzie...Sokolica nie tylko znana jest ze swojej legendy, ale przede wszystkim z tego, że na jej szczycie i zboczach rosną sosny reliktowe, a szczególnie TA jedna, jedyna, której 500 lat stuknęło. Ciekawe jak Peter Wohlleben opisałby to rachityczne z wyglądu, a mocarne z ducha drzewko. Czytam właśnie jego "Sekretne życie drzew" na przemiennie z jakąś kryminalną cegłą Katarzyny Bondy. Sokolica była ostatnim szczytem tego dnia, idąc dalej niebieskim szlakiem doszliśmy do brzegów Dunajca, skąd przeprawiliśmy się na drugą stronę.
Sokola Perć
Widok z Czertezika

Sokolica
 Do Sromowców wróciliśmy busikiem. Na koniec informacja dotycząca busików w tych okolicach. Na nasze pytanie dotyczące rozkładów i trasy jazdy tych busów, kierowca odpowiedział, że wszystko jest uzależnioneod flisaków, a ostatnia tratwa przypływająca do Szczawnicy oznacza ostanie busy. Warto brać to pod uwagę jeśli podróżuje się bez auta. Wracając busem trafiliśmy na jeszcze jedną "ciekawostkę", a mianowicie na osiedle romskie / cygańskie w Krośnicy. Przemknęliśmy szybko więc nie przyjrzałam się zbyt dobrze, ale trudno było nie zauważyć slumsów, brudu, brzydoty i satelit na kartonowych ścianach chałup. Jadąc już własnym autem do Jaworek znowu minęliśmy to osiedle i mogłam bliżej się mu przyjrzeć. Nie miałam jednak śmiałości ot tak stanąć na poboczu i zrobić zdjęcia. Znalazłam jednak ciekawy, choć stary (2009 r) artykuł o tej osadzie Romowie z Krośnicy. Nasz kierowca wypowiadał się o mieszkańcach z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony nie są to uciążliwi sąsiedzi i relacje z nimi są poprawne, ale z drugiej strony "krew człowieka zalewa" kiedy widzi te tysiące władowane w remont koniec końców nielegalnego osiedla, zapomogi i dofinansowania, a druga strona znaczy się Cyganie nic nie dają w zamian. Za to żądają i wymagają, bo im się należy. Temat rzeka i nie do rozwiązania, niestety. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz