piątek, 29 grudnia 2017

Jesienna Jastrzębia Góra tylko na chwilę.

Uwielbiam październik, jego różnorodność barw, odcieni, zapach grzybów w lesie, opadających z drzew liści. To, że w październiku wciąż potrafi być tak bosko ciepło i słonecznie, choć dni coraz krótsze. Październik to też miesiąc, w który braliśmy ślub 16 lat temu. 

W tym roku postanowiliśmy (no może bardziej ja) wyjechać gdzieś na weekend z okazji rocznicy. We wrześniu twardo ustaliliśmy - jedziemy we dwójkę, chłopcy zostają z dziadkami. Zabukowałam miejsce w jakimś dworku w Borach Tucholskich. Miało być tylko we dwójkę, romantycznie i rowerowo. Jednakże im bliżej wyjazdu, tym bardziej łamaliśmy się w kwestii pozostawienia chłopców z dziadkami, oglądania telewizji non stop, niekoniecznie zdrowego jedzenia, robienia głupot z nudy i siedzenia praktycznie całe 3 dni w domu. W końcu złamaliśmy się, zamiast we dwójkę, znowu było w czwórkę, zamiast Borów i rowerów była Jastrzębia Góra bez rowerów. Zatrzymaliśmy się w jednym z niedawno wybudowanych apartamentowców zaraz przy głównej ulicy (ul. Rozewska) skąd do plaży był rzut beretem. Apartamentowiec - nowoczesny paskud, z mieszkaniami na wynajem. Standard wysoki, cena przystępna, niewielu turystów, w końcu po sezonie i właśnie dlatego było nam tam tak dobrze! Przyjechaliśmy w piątek popołudniu i zdążyliśmy jeszcze na spacer w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Właściwie to tylko ja i Wojtek, gdyż Filipowi już na plaży zachciało się "dwójki" i musieli wrócić .
 
 
Jastrzębia Góra zaistniała niedawno, dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym. Z małej osady rybackiej powoli przekształcała się w kurort, jak gdzieś wyczytałam modny wśród elit warszawskich. Powstały wtedy przepiękne wille gdzie między innymi "wczasowali się" Józef Piłsudski (willa Bałtyk), Ignacy Mościcki , Edward Rydz-Śmigły, Jan Kiepura i pewnie wielu, wielu innych. Na ul. Bałtyckiej można znaleźć najwięcej międzywojennych perełek, nadal pięknych i majestatycznych.  
Wzdłuż klifu też znajduje się kilka okazałych willi, choć ku przestrodze, że miejsce to niebezpieczne i zagarniane przez Bałtyk stoją tam też ruiny zabytkowej willi Becka, której część runęła do wody w bodajże 2004 r. Niestety zdjęć moich własnych brak.












 Willa "Kaszubka" - zdobiona przepięknymi ornamentami kaszubskich kwiatów.
To już chyba coś bardziej współczesnego.
Willa "Victor" - stoi na klifie.
Dom Whisky - w zupełnie innej części Jastrzębiej

Środkiem Jastrzębiej biegnie ul. Rozewska i wiedzie prosto to Władysławowa. Kostka stara, drogę brukowano mniej więcej w tym samym czasie co budowano większość willi i pensjonatów, czyli między I a II wojną światową, a kamień sprowadzano bodajże z Kazania. Niestety dużo wzdłuż niej naprędce sklejonych bud, plastikowych placów zabaw, sklepików z pamiątkami Made in China i mało zachęcającymi "kafejkami" i "restauracyjkami" - ogólnie wszystko ni przypiął ni wypiął ni załatał. Okolice Trójmiasta to piękne miejsca - dostęp do Bałtyku, lasy, nic tylko wypoczywać. Po jednej stronie Władysławowo, Karwia, Jastrzębia Góra, i wiele innych, po drugiej Stegna, Sztutowo Krynica Morska. Wszystkie te miejscowości, teraz nastawione na turystykę były przecież kiedyś osadami rybackimi. Zastanawiam się więc gdzie checze, gdzie jakieś pozostałości tradycyjnej zabudowy, folkloru, tego czegoś wyjątkowego, wyróżniającego te miejsca od całej reszty? No więc nie ma. Koniec kropka, nie ma. Są paskudy większej i mniejszej maści, udające że są ekskluzywne albo tylko, że po prostu są sezonowo. Chodziłam więc sobie tymi uliczkami Jastrzębiej Góry i myślałam, albo kicz i tandeta ze sklejki, albo kicz i tandeta z marmuru...Skąd w nas takie zamiłowanie do bylejakości. Jak dobrze, że zawsze można zboczyć ku plaży. Bo miejsca o których piszę i w pobliżu których mam przyjemność mieszkać pełne są unikalnych plaż, klifów, kotłującej się wody, zachodów i wschodów słońca, co dech w piersiach zapierają, a oczy sycą feerią barw i chmur kształtami. Tak, tak to były dobre dwa dni. 

W sobotni poranek, jak zawsze zaopatrzeni w prowiant, herbatę i słodkości ruszyliśmy plażą z zamiarem dojścia do Władysławowa, zahaczywszy po drodze o Latarnię Morską na Rozewiu i Lisi Jar. Niestety deszcz pokrzyżował nasze plany gdzieś w okolicach Lisiego Jaru.
Im bliżej Lisiego Raju tym bardziej kamienista plaża.


Cóż za letnia niespodzianka jesienną porą.
 






















Kiedy tylko deszcz ustał, znów wskoczyliśmy w ciepłe ciuchy i poszliśmy do Gwiazdy Północy  i dalej na lewo, tam gdzie jest więcej klifów. Jedno zejście do morza przyprawia o dreszcze. Drewniane schody prowadzą w dół do plaży, a rozszalała woda uderza o ostatnie stopnie. Fale pędzą, atakują, a ty człowieku chcesz wyjść suchą nogą.
Owo zejście.
No co, w końcu to nasza rocznica.

Następnego dnia skoro świt opuściliśmy Jastrzębią i pojechaliśmy do Karwi. Tam to już w ogóle nie było ducha żywego na ulicy! Ach jakie tam są plaże! Jaki piaseczek! Bajka! I nie wiem, które zdjęcia umieścić, wybieram więc większość.
 
Ujście Czarnej Wody
 

I to już koniec. Ostatni wpis tego roku. Przed nami nowy. Oby wspaniały, pełen rozwiązanych problemów, zrealizowanych planów, uśmiechu, ciepła i tych wszystkich drobnych radości, bez których nic nie miałoby sensu! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2018!



4 komentarze:

  1. Co za cudna plaża z wypłukanymi kamieniami, jakby żółwie wychodziły z morza na ląd:-)
    I przedostatnie zdjęcie ... młody z mewą na głowie:-)
    Wszystkiego dobrego w Nowym, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, tak plaża piękna. Choć porównanie (jakże trafione) kamieni do żółwi wychodzących na ląd, nie przyszło mi do głowy. Ślę pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego szumu morza, piaszczystej plaży i spacerów o zachodzie słońca najbardziej mi brakuję :-) Cóż nie można mieć wszystkiego

    ps nie wiem czy byliście w Lubiatowie, ale tamtą plażę też warto odwiedzić

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie, nie byliśmy jeszcze. czuję jednak, że chętnie tam zawitamy. To rejony Żarnowca, o ile się nie mylę. Słoneczne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń